środa, 12 stycznia 2011

Państwo dobrobytu w kinie skandynawskim - część 2

Drugi nurt przedstawiający socjaldemokratyczny model polityki społecznej  w kinie, odnosi się do szerszego kontekstu problemu i portretuje państwo dobrobytu jako źródło niepokojów społecznych.  Wynikają one zarówno  z ideowego podłoża systemu a także z samych rozbieżności pomiędzy jego założeniami a rzeczywistością, która  w pewnych obszarach podważa zasadność modelu. Problemy te najczęściej i najdociekliwiej są podejmowane przez kino szwedzkie. Opinię tę podziela Aleksander Kwiatkowski: Ton politycznego zaangażowania i protestu wobec sytuacji społecznej, odbijającej się rosnącą potęgą scentralizowanego rządu, pobrzmiewa mocno w kinie szwedzkim końca lat 60-tych[1].
 Niepokoje społeczne ukazane są w dwóch filmach Szweda Bo Widerberga - Dzielnicy kruków z 1963 roku i Ǻdalen 31 z 1969 roku. Reżyser osadza akcję obu w zbliżonym okresie historii Szwecji. Są to lata 30. XX wieku, kiedy kiełkowały idee modelu socjaldemokratycznego. Obydwa filmy ukazują przedwojenną Szwecję (można ją utożsamiać tu z całą Skandynawią) jako kraj nękany licznymi problemami i jako kraj, w którym znaczna część społeczeństwa to ludzie biedni. Główny bohater Dzielnicy kruków to ambitny, młody chłopak Anders, który próbuje odmienić swój, do bólu, przewidywalny los. Wyrwanie się, z jakże nieprzychylnej rzeczywistości, nie jest łatwe. Mimo to, bohater decyduje się podjąć próbę i opuszcza dzielnicę, którą odwiedzają już tylko kruki. Odważne zachowanie Andresa można postrzegać, jako swoisty symbol konieczności podjęcia walki o lepszą przyszłość. Taką walkę podejmują też bohaterowie Ǻdalen 31. Film opowiada o autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce latem 1931 roku w Ångermanlandii[2]. W małym miasteczku na północy Szwecji doszło do 24-godzinnego strajku robotników. Manifestanci zostali spacyfikowani przez wojsko, które sprowadzili lokalni fabrykanci. W wyniku akcji zginęło 5 robotników,  a wielu zostało rannych.  Widerberg w obu filmach udowadnia, że wybór czasu akcji nie był przypadkowy. W latach 30. społeczeństwo i elity władzy zaczęły postulować podjęcie fundamentalnych reform. Wypadki w Ǻdalen reżyser komentuje: Był to niewątpliwie najważniejszy konflikt społeczny, jaki przeżywała Szwecja. Nie chciałem jednak pokazać tego co, się wówczas wydarzyło. Mój film jest przestrogą i to nie tylko dla Szwecji[3]. Lata, kiedy  w powietrzu czuć było zbliżająca się wojnę, Widerberg opisuje jako czas, który zadecydował historycznie o kierunku rozwoju Szwecji: to wówczas właśnie socjaldemokracja odniosła zwycięstwo  w wyborach, zażegnując groźbę narastającego faszyzmu i kładąc kres przeciągającemu się kryzysowi gospodarczemu[4].  Co ciekawe, reżyser nie pozostawił swoich sądów w latach 30. i w obu filmach zaznaczył historyczną ciągłość poruszanych problemów, które mimo zmian, pod wieloma względami były nadal aktualne.  Reżyser uważa, że rządzący od lat 30. socjaldemokraci dzisiaj jednak są konserwatystami. Szwecja nie rozwiązała bynajmniej wszystkich problemów społecznych. Jest krajem chorym. Władza należy do kilkunastu potężnych rodzin, nie do robotników[5].
Również naczelny szwedzki skandalista lat 60. Vilgot Sjöman w swoich filmach odwołuje się do funkcjonowania szwedzkiego państwa i bynajmniej nie jest to jego afirmacja. W filmie o dosyć zagadkowym tytule 491  Sjöman winą za degenerację młodzieży obarcza głównie nieskuteczny system opieki społecznej[6]. Bohaterami filmu są reprezentanci tak zwanej trudnej młodzieży. Czas spędzają na piciu, kradzieżach i uprawianiu przemytu. Personifikacją felernego systemu jest  w filmie skorumpowany inspektor, który zdaje się pogłębiać deprawację młodych bohaterów.
Trudna młodzież z filmu 491.

Nieprzychylny stosunek do modelu szwedzkiego reżyser prezentuje także w kontrowersyjnym filmie pt. Jestem ciekawa – w kolorze żółtym z 1967 roku. Zdaniem A. Kwiatkowskiego celem Sjömana było zarejestrowanie w swobodnej formie filmowego eseju zmian politycznych  i socjalnych, jakie zaszły w szwedzkim społeczeństwie w ciągu trzydziestu lat rządów socjaldemokracji[7]. Środkiem do osiągnięcia tego celu jest niewątpliwie Lena. To typowa reprezentantka pokolenia buntowników połowy lat 60. Bohaterka stara się dociec prawdy w kwestii tego, czy szwedzkie społeczeństwo jest nadal klasowe i czy jakikolwiek sens ma polityczny pacyfizm? Reżyser wysyła Lenę na ulicę, by skonfrontowała swoje wątpliwości z opiniami zwyczajnych ludzi. Bohaterka przybiera postawę prowokatorki. W jednej ze scen pyta turystów wybierających się do Hiszpanii: Dlaczego jedziecie do faszystowskiego kraju generała Franco?[8]. Opinie przechodniów nie zadowalają Leny, dlatego rozmawia z tak znanymi osobistościami, jak Martin Luter King, radziecki poeta Jewgenij Jewtuszenko, czy ówczesny minister komunikacji Olof Palme[9]. Sjöman, dzięki dociekliwości swojej bohaterki, udowadnia, że dotychczasowe przekonania i ideały wojującej części szwedzkiego społeczeństwa są niedostosowane do nowej rzeczywistości  i zmian zachodzących w państwie. Wymownym symbolem gotowości do porzucenia swojego pacyfizmu i niedojrzałości jest scena wbicia przez Lenę dwóch sztyletów w oczy ukazanego na portrecie generała Franco. W drugiej części dylogii pt. Jestem ciekawa - w kolorze niebieskim[10] bohaterka dochodzi do podobnych wniosków. Demonstruje to odjeżdżając rowerem w kierunku przeciwnym niż pochód protestujących studentów. Ponadto cześć niebieska skupia się na krytyce szwedzkiego systemu więziennictwa[11].
Temat systemu penitencjarnego reżyser podjął także w filmie pt. Kłamiecie!   z 1969 roku. Film nakręcono w więzieniu Langholm. Obraz utrzymany jest   w mieszanej fabularno-dokumentalnej konwencji.  Sjöman negatywnie odnosi się do systemu więziennictwa w Szwecji. Zakład karny, to zdaniem reżysera, obskurne miejsce, gdzie panują bardzo trudne warunki życia[12].
Filmem podobnym do obrazów Sjömana jest autorski debiut pt. Przemoc Szweda Lasse Forsberga z 1969 roku. Główny bohater Przemocy - młody Norweg Knut Nielsen z pewnością znalazłby z Leną z Jestem ciekawa….wiele wspólnych tematów. Tak jak ona, nie ma stałego źródła utrzymania, bo wierzy w siłę anarchistycznego światopoglądu.  Boi się też utraty niezależności i zaczepia na ulicy nieznajomego, by podyskutować o ideologii i państwie[13]. I tu drogi obydwojga buntowników zaczynają się rozchodzić. Lena zrozumiała swoją niedojrzałość, a Knut niestety nie. Bohater wdaje się w bójkę, po tym jak oskarża bogatego mężczyznę o hamowanie procesu wyzwolenia socjoekonomicznego.   W rezultacie Knut zostaje uznany za obłąkanego i umieszczony w zakładzie psychiatrycznym. Film Forsberga też odwołuje się do przywar szwedzkiego systemu opieki psychiatrycznej, o których pisałem przy okazji dyskusji nad kryzysem modelu państwa dobrobytu.
Knut Nielsen w szponach państwa dobrobytu (Przemoc).

Zarówno filmy Sjömana, jak i obraz Forsberga utrzymane są  w prowokacyjnym tonie. Krytycy filmowi i znawcy szwedzkiego ustroju ganili reżyserów za gorzki i niesprawiedliwy portret kraju trzech koron.  Obraz państwa, jako wroga publicznego numer 1, uznano za przesadzony. Mimo to, Forsbergowi dzięki tak ostremu tonowi, udało się ukazać alienację w szwedzkim systemie społecznym[14]. Uwydatnił także najbardziej typowe cechy wywodzącej się z ruchu Nowej Lewicy, grupy społecznej. Ponadto, wątek zamknięcia Knuta w szpitalu psychiatrycznym, nie jest zupełnie odosobniony. Lata 60., nie tylko  w Skandynawii, ale i w innych krajach rozwiniętego świata, to era mody na resocjalizowanie ponadprzeciętnych i odstających od reszty jednostek. Problem ten dobrze pokazuje choćby kino amerykańskie.
We współczesnym kinie skandynawskim doniosły głos w dyskusji na temat państwa dobrobytu zabiera też Lukas Moodysson, w zrealizowanym ze Stefanem Jarlem filmie dokumentalnym Terroryści - film o skazanych. Dokument zainspirowany jest wydarzeniami, które miały miejsce w czerwcu 2001 roku   w Göteborgu. Reżyser filmował wtedy demonstrację antyglobalistów. Policja zaatakowała pokojowo nastawionych demonstrujących. Film to zapis wywiadów z uczestnikami przemarszu dopełniony o sceny z zamieszek[15]. Przekaz dokumentu umacniają sceny głodujących mieszkańców Afryki, wybuchy bomb, czy umierający ludzie. Twórcy wyraźnie sugerują, że szwedzkie państwo dobrobytu, tak ostro wypowiadając się przeciwko antyglobalistom, popiera skutki globalizacji A to właśnie globalizacja prowadzi do wzrastania dysproporcji rozwojowych i wykorzystywania biednych przez bogatych. Takie działania wpływają na ubóstwo i głód w Afryce oraz potęgują konflikty zbrojne. Film pokazuje też, wręcz skandaliczne, działania aparatu państwowego, który przetrzymuje w więzieniu antyglobalistów i zabrania im jakichkolwiek kontaktów oraz dopuszcza się nadinterpretacji wielu dowodów[16] (kolejny raz krytyka systemu więziennictwa). Ponadto władze nie przeprowadziły dochodzenia,  a priori zakładając, że zamieszki wywołali antyglobaliści, co potwierdza moje wcześniejsze rozważania nad  bolączkami wymiaru sprawiedliwości w Szwecji. Tymczasem materiał nakręcony przez Moodyssona wskazuje na policję jako agresora. Bohaterowie dokumentu to w większości zwyczajni ludzie, którzy krytykują szwedzką policję, piętnują obłudę państwa dobrobytu i kapitalistyczną demokrację[17]. Należy jednak zauważyć, że sami twórcy to buntownicy, a ich dokument jest nieco subiektywny. Nie ma w nim żadnej relacji policjanta, sędziego czy przedstawiciela władz. Są tylko poszkodowani.
Szwedzcy stróże prawa są też bohaterami popularnych w kraju trzech koron filmów policyjnych. Wiele z nich to ekranizacje cieszących się w Szwecji dużym powodzeniem powieści kryminalnych, czego przykładem jest choćby seria filmów, będących ekranizacją przygód komisarza Kurta Wallandera - słynnego bohatera kryminałów Henninga Mankella, czy wyświetlany niedawno na ekranach polskich kin film Nielsa Ardena Oplev’a pt. Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, zrealizowany na podstawie prozy Stiega Larssona.
Chyba najpopularniejszym bohaterem szwedzkich filmów kryminalnych jest jednak policjant Martin Beck - bohater serii Powieści o zbrodni autorstwa  Maji Sjöwall i Pera Wahlöö. Komisarz Beck jest główna postacią ponad 30 filmów, a kolejne są trakcie produkcji. Filmowa seria dobrze oddaje zamysł duetu Sjöwall-Wahlöö, który na kartach swych powieści, przeprowadza głęboka analizę mieszczańskiego społeczeństwa dobrobytu. Sami pisarze uważają, że chodzi im     o analizę, w której próbujemy pokazać powiązania przestępczości z politycznymi   i ideologicznymi doktrynami[18]. Martin Beck, to bohater, który żyję na skraju społeczeństwa, utracił kontakt z najbliższym otoczeniem i sprzeniewierzył się socjaldemokratycznej idei współpracy. Tym samym, podobnie jak Stig Inge czy Elling, też jest to człowiek nieco wyobcowany, z tą różnica, że bunt przeciwko państwu wykształcił w nim nie wyuczoną bezradność, tylko daleko posuniętą niezależność. Hynek Pallas twierdzi, że: Socrealistyczne obrazy i krytyka społeczna, które wypełniały wcześniejsze szwedzkie filmy policyjne, pokazywały raczej ciemną stronę państwa dobrobytu[19].  Podobne odczucia ma filmoznawca Daniel Brodén, który w pracy pt. Ciemna strona Domu Ludowego dowodzi, że dopiero kino lat 90. zaczęło eksponować przeżycia osób dotkniętych przemocą. Wcześniej kręcono filmy o przestępcach, będących ofiarami społeczeństwa. Według lewicy lat 60. i 70. to przestępcy byli ofiarami. W ogóle nie pokazywano tych, którzy zostali obrabowani albo napadnięci[20]. Słowa te potwierdzają przywoływane wcześniej teorie, mówiące o szczególnym znaczeniu równości  w państwach skandynawskich. W latach 60. i 70. przybrały one między innymi formę szczególnego akcentowania praw przestępców.

Część trzecia już wkrótce ;))

[1] A. Kwiatkowski,  Film skandynawski, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986, s. 172.
[2] H. Pallas, Nowe kino szwedzkie, Ha!Art, Kraków 2009, s. 27.
[3] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 203.
[4] Ibid.,  s. 172.
[5] Ibid., s. 203.
[6] Ibid., s. 173.
[7] Ibid., s. 196.
[8] Ibid., s. 196.
[9] Olof Palme był też dwukrotnie premierem Szwecji –od 1969 do 1976 i od 1982 do 1986, kiedy został zastrzelony przez Christera Petterssona .
[10] Obydwa filmy serii powstawały w tym samym czasie,  przez dwa lata praktycznie bez scenariusza, dzięki improwizacji i pomysłowości ekipy. Czterogodzinny zapis, reżyser podzielił na dwie części, nieco prowokacyjnie wyróżniając je kolorami szwedzkiej flagi.
[11] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 197.
[12] http://movies.nytimes.com/movie/159508/Ni-Ljuger/overview
[13] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 202.
[14] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 202.
[15] Ibid., s. 267.
[16] Ibid.
[17] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 268.
[18] H. Pallas, op. cit., s. 152.
[19] Ibid., s. 157.
[20] Ibid.

wtorek, 11 stycznia 2011

Välkommen till Stockholm!!!

 Zdjęcia z mojej zimowej wyprawy do szwedzkiej stolicy ;)))


   Tradycyjne, ręcznie malowane koniki z drewna sosnowego czyli Dalahäst.

Vasamuseet - "Vasa" należał do klasy największych szwedzkich galeonów nazywanych Regalskeppet (okręty królewskie)10 sierpnia 1628 "Vasa" pod dowództwem kapitana Söfringa Hanssona wyruszył w pierwszy próbny rejs z portu sztokholmskiego, obserwowany przez tłumy ludzi na brzegu. Jeszcze w obrębie portu, po postawieniu żagli i wydostaniu się zza osłony nabrzeżnych skał, podmuch wiatru spowodował silne przechylenie się okrętu na lewą burtę. Po nabraniu wody przez otwarte furty działowe, okręt przewrócił się na burtę i zatonął, pociągając za sobą około 30 do 50 marynarzy. Okręt przepłynął zaledwie około mili. Zwołana później komisja nie obarczyła nikogo odpowiedzialnością za katastrofę. Warto nadmienić iż o sabotaż oskarżono wówczas domniemanych polskich agentów, którzy mieli celowo zmienić dane konstrukcyjne okrętu.

W każdym szwedzkim bloku jest pralnia;)) Jest ona miejscem, w którym Szwedzi wyładowują swój stres, frustracje, emocje, plotkują i dyskutują;)) i zostawiają mnóstwo kąśliwych uwag pod adresem niepokornych sąsiadów, którzy ośmielają się burzyć zasady "państwa dobrobytu";)))))


Mimo że poziomki nie są szczególnie charakterystyczne dla klimatu Skandynawii, to mają swoje regionalne znaczenie i symbolizują dziewiczość w ikonografii skandynawskiej. Stąd "Tam gdzie rosną poziomki" Bergmana. Bohater filmu - profesor Borg zdając sobie sprawę ze zbliżającej się śmierci, pragnie jeszcze powrócić na poziomkową polanę, rodem z czasów szczęśliwego, beztroskiego dzieciństwa. Poziomkowa polana jest więc wspomnieniem upragnionym, jest mitologizacją dzieciństwa, jest jednocześnie synonimem miejsca najczęściej odwiedzanego i wspominanego przez ludzi starych.

Lucia przychodzi każdego roku 14 grudnia. Szwedzi bardzo hucznie świętują jej odwiedziny;)))


Brama szwedzkiego parlamentu czyli Riksdagu (szw. Sveriges Riksdag). To jednoizbowy parlament królestwa Szwecji. Liczy 349 posłów, wybieranych na czteroletnią kadencję (do 1994 roku, kadencja riksdagu trwała 3 lata). Po raz pierwszy Riksdag zebrał się w 1435 roku w Arboga jako nieformalny zjazd szlachty szwedzkiej. Dopiero w 1527 r. uzyskał kształt formalny, kiedy to król Szwecji Gustaw I Waza wprowadził do parlamentu przedstawicieli czterech stanów królestwa: duchowieństwo, szlachtę, mieszczaństwo i chłopów. Parlament stanowy nosi w historiografii szwedzkiej nazwę Ståndsriksdagen. System ten utrzymał się do 1866, kiedy to zniesiono segregację stanową, a Riksdag przekształcił się w parlament dwuizbowy. Od roku 1969 Riksdag jest parlamentem jednoizbowym.


Poniższe zdjęcia są ze Skansenu czyli  pierwszego w Szwecji skansenu i ogródu zoologicznego, ulokowanego na wyspie Djurgården w Sztokholmie. Został założony w 1891 przezArtura Hazeliusa (1833-1901), aby ukazać sposób życia w różnych rejonach Szwecji przed epoką industrialną. Skansen wart jest uwagi ze względu na bardzo ciekawe odwzorowanie minionej epoki. Co więcej Skansen wciąż żyje! Wewnątrz sklepów, warsztatów, czy huty szkła można zobaczyć ludzi przy pracy, którzy opowiadają o specyfice wykonywanych przez siebie zawodów, historii i kulturze Szwecji.







poniedziałek, 10 stycznia 2011

Państwo dobrobytu w kinie skandynawskim - część 1

      W toczącej się dyskusji na temat skandynawskiego państwa dobrobytu głos zabierają też twórcy filmowi, którzy bacznie przyglądają się strukturze socjaldemokratycznego modelu polityki społecznej. Wielu z nich afirmuje tezę o jego kryzysie, a ich filmowe dzieła można odczytywać jako zajadłą krytykę  społeczno-ekonomicznego pejzażu Skandynawii. Jest to pierwszy  i najwyraźniejszy nurt przedstawiania państwa dobrobytu w kinematografii regionu. Co więcej, filmowe opowieści podszyte niepokojami targającymi Skandynawią, można dalej zaliczyć do dwóch kategorii.
Pierwsza z nich skupia się na problemach jednostki, która musi dostosować się do reguł modelu społeczno-ekonomicznego. Niestety nie wszystkim się to udaje, częściowo z własnej winy, a częściowo w winy państwa, które przecież bezpośrednio przyczynia się do wyuczonej bezradności obywateli.  Tych, którzy nie potrafią w pełni korzystać z dobrodziejstw oferowanych przez opiekuńcze państwo, kino prezentuje najczęściej jako ludzi specyficznych, nieco nieporadnych, mało asertywnych, a nawet bezczynnych i biernych.
Jednym z pierwszych filmów, który z pewną dozą pionierskiej nieśmiałości wskazuje, że brak zaradności życiowej bohaterowie odziedziczyli po państwie dobrobytu, jest duński Weekend Palle Kjaerluffa-Schmidta z 1962 roku. Film to dosyć krytyczne studium średniej klasy pokolenia trzydziestolatków. Co ciekawe, dostało się tym, którzy dzielili szkolne ławki z twórcami filmu. Akcja filmu obejmuje zaledwie dwa dni spędzone przez grupę przyjaciół w nadmorskiej miejscowości. Dwa małżeństwa, w tym jedno z córką, jej guwernantką i kawaler Jan wypoczywają w domku na plaży. Bohaterowie filmu, a w szczególności mężczyźni, są niedojrzałymi i nieco sfrustrowanymi ludźmi, których nęka strach przed odpowiedzialnością. U progu zmian obyczajowych film celnie przewidział kierunek ewolucji części duńskiego społeczeństwa.
    W satyrycznej konwencji problem przystosowania się jednostki porusza szwedzki Mit z 1966 roku - debiut Jana Halldoffa. Film nieco prowokacyjnie ukazuje szereg niecodziennych sytuacji, na które władze dobrze poukładanego państwa dobrobytu nie są przygotowane. W jednej ze scen mężczyzna zrywa kwiaty w parku. Nie podoba się to policji, która ostro interweniuje. Bohater jest więc nieprzystosowany do systemu, bo nie nauczył się, że władza wyjątkowo nie przepada za jawnym łamaniem zakazów. Haldoff porusza omawiane zagadnienie również w swoich innych filmach. Jak pisze Aleksander Kwiatkowski jego filmy tworzą szeroką panoramę środowisk i z dziennikarską dokładnością wskazują na najbardziej charakterystyczne problemy szwedzkiej rzeczywistości społecznej lat siedemdziesiątych[1].
     Jednym z najciekawszych filmów przełomu lat 70. i 80., podejmującym temat  zagubienia jednostki pośród meandrów skandynawskiego folkhemmetu, jest szwedzki Dom Krzysztofa z 1979 roku, w reżyserii Larsa Lennarta Forsberga. Tytułowy bohater to spadkobierca mentalności zbuntowanej młodzieży z czasów rewolucji obyczajowej. Jest on fotografikiem, który po rozstaniu z żoną, mieszka w wielkiej willi ze swoją modelką Hanną. Pewnego dnia dostaje od szefa zlecenie. Aby je zrealizować udaje się do mieszkania samotnego emeryta. Na miejscu znajduje jego zwłoki. Okoliczności wskazują, że starszy człowiek targnął się na swoje życie, gdyż nikt nim się nie zainteresował. Wstrząśnięty Krzysztof zaczyna prowadzić prywatne śledztwo mające wyjaśnić okoliczności śmierci. Napotyka wszechobecny chłód panujący wśród otaczających go ludzi, których nie obchodzą losy innych. Reżyser filmu, poprzez Krzysztofa, stawia szereg istotnych pytań o kondycję zarówno szwedzkiego społeczeństwa, jak i szwedzkiego państwa. Frosberg po raz kolejny powraca do tematu wyobcowania jednostki   w obojętnym społeczeństwie, wprowadzając jednak nową perspektywę psychologicznej i socjalnej introspekcji[2]. Wartość filmu podkreśla umiejętne zbudowanie postaci Krzysztofa, który jest reprezentantem systemu wartości stojących w wyraźniej opozycji do tych wyznawanych przez nowoczesne, wysokorozwinięte społeczeństwo. Ta światopoglądowa odmienność sprawia, że bohater traktowany jest niemal jako szaleniec i tak bardzo odbiega od przeciętności przyjętej za normę[3]. Niestety, z czasem Krzysztof, nie mogąc zaakceptować otaczającego świata, staje się nadpobudliwy i niespokojny. Sprowokowany zachowaniem matki, która sprzedaje dom pełen pamiątek i wspomnień z dzieciństwa, czy odejściem swojej kochanki, zmienia się. Uświadamia sobie, że przecież był dokładnie taki sam. Wspomina, że jako mały chłopiec fotografował zwłoki dziadka, zajęty wyłącznie techniczną stroną zadania. Sam Frosberg tłumaczył, że nie pokazujemy jakimi jesteśmy naprawdę (…) wszyscy jesteśmy tylko aktorami[4]. Twórca odwołuje się więc tu do wywodzącej się z filozofii stoickiej koncepcji teatru świata.. Do podobnych konkluzji, kilkadzieścia lat później, dojdzie Jens Lien w Kłopotliwym człowieku.
Poruszone w Domie Krzysztofa wątki rozwija współczesne kino skandynawskie, które stosunkowo dużo uwagi poświęca właśnie charakterystycznemu wyobcowaniu człowieka w państwie dobrobytu.
Jednym z najbardziej wnikliwych obserwatorów państwa dobrobytu jest młody, utalentowany szwedzki reżyser Lukas Moodysson. Talent Szweda docenił nawet sam Ingmar Bergman, który po obejrzeniu debiutu młodego twórcy - filmu z 1998 roku pt. Fucking Amal  nazwał go młodym mistrzem[5]. Już w jednym z pierwszych filmów - krótkometrażowym Tylko trochę porozmawiać z 1997 roku Moodysson stawia śmiałą tezę, że państwo dobrobytu i ustrój wpływają na wyobcowanie i alienację społeczną głównego bohatera Birgera Anderssona. Po przejściu na emeryturę staje się on nikomu niepotrzebny. Zostaje nawet wyrzucony ze stołówki w swojej dawnej pracy. Tak bardzo pragnie kontaktu  z innymi, że dzwoni do ludzi przypadkowo wybranych z książki telefonicznej, by tylko trochę porozmawiać[6]. Nadzieję na kontakt z drugim człowiekiem daje bohaterowi wizyta dziewczyny z sekty Hare Kryszna. Birger nie chce wypuścić jej z mieszkania i podczas szamotaniny zabija dziewczynę, a jej zwłoki towarzyszą Birgerowi przy oglądaniu programu telewizyjnego. Ten sam aktor - Sten Ljunggren kreuje kolejną postać Birgera w innym filmie reżysera pt. Tylko Razem. Analogicznie jak w Tylko trochę porozmawiać, Bireger numer 2 też pragnie obecności drugiego człowieka. Aby spotkać się z samotnym, zostawionym przez żonę Rolfem, wzywa go do naprawy sprawnej instalacji kanalizacyjnej. Kiedy Rolf dziwi się, że przecież nie ma żadnych niedrożności, Birger mówi, że sam odkręcił rurę, żeby spotkali się i mogli tylko trochę porozmawiać.Ogólnie rzecz biorąc, bohaterowie filmów Moodyssona wydają się być outsiderami. Można wskazać tu homoseksualną Agnes z Fucking Amal, mieszkańców komuny Razem, samotną Lilję, transseksualistę z Kontenera, czy twórcę filmów pornograficznych i jego syna Erika z Dziury w Sercu[7].  Często nie ponoszą oni całości winy za swoje wyobcowanie.  Reżyser wskazuje na państwo dobrobytu i szwedzki ustrój, jako na jedną z głównych przyczyn alienacji człowieka. Mieszkańcy komuny Razem często krytykują burżuazyjny styl życia i dehumanizujące formy pracy w kapitalizmie oraz izolację ludzi starszych.
    Bliski podejściu Moodyssona wydaje się być Morten Tyldum w filmie pt. Kumple z 2003 roku. Zdobywca nagrody publiczności  na Warszawskim Festiwalu Filmowym to opowieść o trzech młodych Norwegach – Kristoferze, Geirze i Stigu Inge, którzy mieszkają razem w dzielnicy Oslo -Toyen Centrum. Geir i Kristofer umilają sobie czas pracy – wywieszania bilboardów - za pomocą żartów i zabawnych akcji, które rejestrują na amatorskiej kamerze wideo. Podczas jednego z numerów, Kristofer uciekając przed ochroniarzem, gubi kilka taśm z nagraniami w siedzibie państwowej telewizji TV 2. Po kilku dniach tytułowi kumple dostają propozycję własnego programu telewizyjnego, składającego się  z rejestrowanych przez nich gagów i szybko stają się sławni. Szczególnie interesujący jest wątek wyobcowania Stiga Inge, za pomocą którego reżyser pokazuje zagubienie człowieka we współczesnym państwie dobrobytu. Morten Tyldum zdaje się potwierdzać poglądy wskazywanych już przeze mnie poglądów kilku badaczy państwa dobrobytu. Piszą oni o wyuczonej bezradności, o tym że programy państwa dobrobytu czynią ludzi niezdolnymi do działania[8] i o tym, że prawie wszystkie funkcje pełnione przez państwo mają charakter represyjny, a w każdym razie prowadzą do wyobcowania[9]. Stig pracuje jako projektant stron internetowych we własnym mieszkaniu, położonym w Toyen Centrum, gdzie obok bloków mieszkalnych znajdują się sklepy, kawiarnie i zakłady usługowe. Stig nie musi nigdzie wychodzić. Za pomocą takich osiedli czwartej generacji, które w bogatych społeczeństwach Zachodu powstają już od kilku lat, mieszkańcy państwa dobrobytu mają zapewnione wszystko, co zaspokaja ich potrzeby niższego i wyższego rzędu. Ta rzekoma wygoda sprawia, że bohater zaczyna cierpieć na agrofobię i wyprawa do centrum Oslo jest dla niego nie lada wyzwaniem. Kiedy nieco przypadkowo trafia do wagonu metra, ze wszystkich stron zaczynają dopadać go lęki które Toyen tłumiło a zarazem potęgowało  w nim przez ostatnie trzy lata.


Również Hylnur, główny bohater islandzkiego 101 Reykjavík z 2001 roku, jest niedojrzały i nieodpowiedzialny. Film ukazuje skandynawskie państwo dobrobytu w nieco groteskowej formie, co nie znaczy, że stawiane pod jego adresem zarzuty są niepoważne. Działania islandzkiego rządu przyczyniają się do bezradności i niedojrzałości Hylnura, który jest typowym maminsynkiem i mimo, że stuknęła mu trzydziestka nadal mieszka z matką Berglind i zachowuje się jak nastolatek. Mamusia regularnie gotuje mu obiadki, a także poda po kąpieli ręcznik i slipki. Reżyser zastosował interesujący zabieg i w sposób humorystyczny wytknął niedociągnięcia systemu. Uczynił to poprzez punkt widzenia Hiszpanki   o imieniu Lola. Młoda kobieta przybywa z kontynentalnej Europy, z kraju o mniejszym poziomie zabezpieczeń socjalnych i mniejszej obecności państwa  w życiu społecznym. Co więcej, z kraju, w którym od czterech lat, rządzi partia prawicowa z konserwatywnym premierem[10]. System społeczny i ideały islandzkich władz nie są więc bliskie Loli. Niezwykle wymowna jest scena rozmowy Hylnura z Lolą i matką, będąca konfrontacją dwóch różnych modeli społeczno-gospodarczych:
Lola (do Hylnura): I co zamierzasz robić ?
Hynur: Ja? Chodzi ci o Hofy?
Lola: Nie! O przyszłość!
Hylnur: A! Przyszłość. Sam nie wiem. Pewnie skończę onanizując się przed telewizorem.
Lola: Przecież musi być coś, co chcesz robić, lub osiągnąć.
Hylnur: Raczej nie.
Lola: Chcesz spędzić resztę swojego życia na zasiłku?
Hylnur: A czemu by nie?
Lola: Co by się działo, gdyby każdy tak chciał? Co to byłoby za społeczeństwo?
Hylnur: Ale to przecież tak właśnie jest.
Lola: A jeśli nagle odbiorą ci zasiłek to co? Umrzesz?
Hylnur: Wcale nie. Pójdę na odwyk na kilka lat, a potem znowu na zasiłek.
Lola: Hylnur! Bądź poważny!
Hylnur: Przecież jestem!
            (do Berglind): Mamo! Tata płaci alimenty, prawda? Może z nich mógłbym trochę pożyć?
Berglind: Alimenty? Miałeś 25 lat, gdy się rozwiedliśmy.
Hylnur: Więc dlaczego alimenty się już skończyły?
Berglind: Nie skończyły. Wcale ich nie było. Przysługują tylko dzieciom do 16 roku życia.
Lola (z ironią): Nie skończyłeś jeszcze 16-tu?
Hylnur: Do 16. roku życia, mówicie! Wtedy właśnie zaczyna przysługiwać zasiłek dla bezrobotnych! A gdy się skończy zasiłek, będę dostawał rentę! Ale sobie państwo to wszystko świetnie obmyśliło, prawda? Świetny system, co Lola?

Rozmowa ta trafnie oddaje wszystkie poruszane w filmie aspekty państwa dobrobytu – infantylność i wyuczoną bezradność Hylnura, krytyczną postawę Loli (czyli samego Kormákura) i wyjątkową opiekuńczość islandzkiego systemu,  sprzed czasów załamania gospodarczego.



Szeregu odwołań do polityki państwa dobrobytu w tym do osławionego wyobcowania, można doszukać się w norweskim Ellingu Pettera Naessa z 2001 roku.  Film opowiada o Ellingu i Kjell Bjarne, którzy po dwóch latach spędzonych w zakładzie opieki rozpoczynają samodzielne życie. Jest to ich pierwszy krok w powrocie do społeczeństwa. Już od samego początku nowej egzystencji bohaterowie są pod opieką państwa. Elling mówiąc, że norweski rząd zapewnia lokum ludziom po przejściach ma na myśli przestronne, duże mieszkanie w centrum Oslo na koszt państwa. Mieszkanie, które początkowo ma przypominać bohaterom o dobrych czasach spędzonych w zakładzie pod opieką matki  Norwegii. Bohaterowie śpią  w jednym pokoju na łóżkach, które stoją tak jak w zakładzie. Pieczę nad efektywną i szybką asymilacją bohaterów sprawuje opiekun socjalny Frank Åsli. Frank nie tylko odwiedza Ellinga i Kjella, ale zabiera ich do kina, czy restauracji. Wszystko oczywiście na koszt państwa norweskiego! Dzięki tak szerokiej opiece i braku konieczności martwienia się o byt, Elling i Kjell stają się, delikatnie ujmując, ludźmi bardzo specyficznymi. Ta specyficzność jest źródłem ciepłego humoru w filmie z chłodnej Norwegii. Po co nam mieszkanie, skoro wiecznie z niego wychodzimy – słowa Ellinga świadczą, że tak jak Stig Inge z Kumpli, nie jest on fanem częstego opuszczania domu. Co więcej, początkowo nawet wyjście do sklepu to misja niemal niemożliwa. Podczas pierwszej takiej misji bohater upada na ziemię i nie jest w stanie zrobić zakupów. Trudnością dla Ellinga jest również odbieranie telefonów. Dopiero kurs dzwonienia zorganizowany przez Franka oswaja bohaterów ze słuchawką telefonu. Elling i Kjell wydają się być w tej materii bardzo pojętnymi uczniami. Późnonocne rozmowy z atrakcyjnymi blondynkami i brunetkami nie stanowią już problemu dla obu panów. Kłopotem jest tylko zdenerwowanie Franka i rachunek na 4000 NOK (około 1750 PLN), który z radością pokryje mateczka Norwegia. Wszystko, co robią bohaterowie jest więc ściśle związane z państwem, ale do czasu. Film pokazuje bowiem, że uwalnianie się od wyuczonej bezradności  i zależności od państwa nie jest łatwe, ale daje wiele satysfakcji. Elling na wieczorku poetyckim poznaje Augusta, kwintuje to wymownym zdaniem, że znalazł przyjaciela i to bez pomocy norweskiego rządu. Temat rządu i polityki pojawia się w filmie wielokrotnie, świadcząc o dużej obecności państwa w codziennym życiu mieszkańców krajów skandynawskich. Elling wielkim szacunkiem darzy Norweską Partię Pracy, dzięki której życie przez wiele lat było tak proste i zdaje się hołdować norweskiemu powiedzeniu, że wszystko się udaje temu rządowi.








       




[1] A. Kwiatkowski, Film skandynawski, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986, s. 237.
[2] Ibid., s. 227.
[3] Ibid., s. 228.
[4] A. Majer, Lukas Moodysson Zbuntowany w: Autorzy Kina Europejskiego III, red. A. Helman,  A. Pitrus, RABID, Kraków 2007,  s. 228.
[5]A. Helman, A. Pitrus, op. cit., s. 255.
[6] A.Kwiatkowski, op.cit, s. 169.
[7]A. Helman, A. Pitrus, op. cit., s. 257.
[8]R. A. Cloward, F. F. Piven, , The New Class War: Reagan's Attack on the Welfare State  and Its Consequences, Phanteon Books, Nowy Jork 1985, s. 73.
[9]H. M. Hernes, Obywatelstwo kobiet w skandynawskim państwie dobrobytu w: Nordycki model demokracji i państwa dobrobytu, red. T. S. Edvardsen, B. Hagtvet,  PWN, Warszawa 1994, s. 84.
[10] W latach 1996-2004 premierem Hiszpanii był konserwatywny polityk José María Aznar z prawicowej Partii Ludowej.



Rozważania nad skandynawskim modelem państwa dobrobytu - część 2

    By zgłębić źródła problemów "państwa opiekuńczego" opracowano raport Rady Nordyckiej zatytułowany: Przed czym stoi nordycki model? Dyskusja o przyszłości nordyckiego modelu państwa dobrobytu w świetle globalnej rywalizacji ekonomicznej. Dokument jest wynikiem prowadzonego przez Radę Nordycką w latach 2000-2005 programu badania modelu państwa dobrobytu[1]. Socjaldemokraci podkreślają, że ów raport jest świadectwem ich troski o państwo dobrobytu oraz tego, że nie są obojętni na liczne zarzuty pod jego adresem. Już na wstępnych stronach tego opracowania, polityczne i naukowe elity Skandynawii podkreślają, że u podstaw skandynawskiego modelu państwa dobrobytu leżą wspólne wartości. Muszą one stawiać czoła innym systemom wartości charakterystycznym dla poszczególnych krajów europejskich, które konkurują ze Skandynawią, głównie na polu gospodarki. Rywalizacja w globalnym świecie to przecież coraz trudniejsze wyzwanie, które z powodzeniem mogą podejmować tylko najbardziej wytrwali i najzdrowsi zawodnicy. Obrońcy państwa dobrobytu przyznają, że kraje regionu są chyba trochę przemęczone, dlatego powinni zafundować im skuteczną kurację regenerującą tak, by mogły jeszcze przez długie lata, być w czołówce listy najbardziej konkurencyjnych państw[2]. Raport wskazuje przyczyny tej zadyszki (a nie potężnego kryzysu!) oraz wyznacza podstawowe wyzwania.

  Skandynawia musi stawić czoła wzrastającej liczbie ludzi w wieku emerytalnym, wydłużeniu czasu aktywności siły roboczej, zachowaniu równości świadczeń socjalnych i wspieraniu asymilacji grup społecznych wysokiego ryzyka, czyli głównie imigrantów. Ponadto niektórzy uczestnicy dyskusji wskazują na zbyt rozrośnięty sektor publiczny zatrudniający ogromną część siły roboczej. Te nienaturalne proporcje osłabiają aktywność wielu obywateli, którzy nie pracują korzystając ze świadczeń socjalnych. Raport odnosi się też do problemu licznych imigrantów zamieszkujących Skandynawię. Mogą one stanowić zagrożenie dla stabilizacji i systemu społecznego. Wreszcie kilku bardziej krytycznych specjalistów uważa, że skandynawski model pod względem jakości, kosztów i produktywności nie spełnia już wysokich standardów demokratycznych.

    Uczestnikom dyskusji consensu omnium udało się sformułować trzy podstawowe hasła, które powinny zawisnąć na tysiącach sztandarów, opiewających Skandynawię wzdłuż i wszerz tak, by każdy pamiętał, że najważniejsze wyzwania to:[3]

- gospodarka konkurencyjna w skali globalnej;

- model społeczno-gospodarczy nie zagrażający innowacjom;

- prowadzące do marginalizacji wyłączenie dużej części społeczeństwa z rynku pracy.

    Powiewające wraz z podmuchami wiatru slogany trzeba jednak wcielać w życie tak, by zmniejszyć wpływ polityki na życie społeczne i świadczenia socjalne. Jedną z dróg realizacji tego celu ma być większy wachlarz możliwości ubezpieczania, co równa się znacznemu ich zindywidualizowaniu. Byłyby one finansowane w większym stopniu przez wpływy z podatków. Ludzie inwestowaliby w dodatkowe prywatne oferty świadczeń, które odciążałyby system publiczny. W razie wymuszonych przerw w pracy, czy bezrobocia, taki system zapewniłby większe dochody mieszkańcom i zwiększył poczucie społecznej stabilizacji. Dlatego uczestnicy dyskusji mają nadzieję, że prywatni, komercyjni gracze i sektor cywilny będą w przyszłości ogrywać większą rolę. Socjaldemokraci, którzy bacznie śledzą bogatą karierę państwa dobrobytu dostrzegają też pierwsze oznaki jego ewolucji.

Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o skutki zachodzących zmian pozwala na sformułowanie dwóch dróg rozwoju:

- sektor publiczny bardziej otwarty na indywidualne potrzeby konsumentów o szerszych prawach;

- państwa regionu muszą kłaść większy nacisk na zdolności skutecznego korygowania błędów, co pozwoli na większą efektywność w wielu dziedzinach.

      Na twarzach zgromadzonych w sali sztokholmskiego sądu widać już zmęczenie. Niektórzy walcząc ze sobą, próbują ukrywać ociężałość świadomości, która daje za wygraną w konfrontacji z ludzką fizjologią. Atmosfera udziela się też samemu składowi sędziowskiemu, który po mowach obrońców zamyka kolejną odsłonę wielowątkowej sagi państwa dobrobytu.
    Jej scenariusza, co prawda, nie napisało życie, ale przecież elementy na których oparta jest historia o procesie zakorzenione są w skandynawskiej rzeczywistości. Oplotły one nie tylko mroźne gleby północy, ale spowijają się też w moim umyśle, nieustannie drążąc w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie - Jak to jest z tym kryzysem państwa dobrobytu?
   Wracam myślami do wizyty w Sztokholmie i mojej rozmowy z moim przyjacielem Sebastianem. W całej dyskusji nad kryzysem państwa dobrobytu Sebastian przyjmuje postawę obrońcy skandynawskiego porządku twierdząc, że dzięki niemu życie jest łatwiejsze. Zdaniem mojego bliskiego znajomego, Skandynawia wybrała taki model, między innymi, ze względu na niesprzyjający klimat. Zimą dni są krótkie, a jak zawsze zapracowani ludzie nie mają czasu ani ochoty na martwienie się o sprawy, za które odpowiedzialność przejęło państwo. Płacimy wyższe podatki ale mamy spokój – mówi Sebastian. Sam, zanim wylądował w Sztokholmie, kilka lat mieszkał na dalekiej północy Szwecji. W rejonie, gdzie przez pół roku mrok przeplata się z ciemnością, systemowe odciążanie obywateli przez państwo nabiera szczególnego znaczenia. Może Sebastian nie jest do końca obiektywny i nieco idealizuje Szwecję, bo w życiu widział już jak naprawdę wygląda państwo w stanie w rozkładu. Sebastian wraz z rodzicami wyemigrował na początku lat 90. z ogarniętej wojną Bośni. Takich jak on - uciekinierów z krajów byłej Jugosławii którzy znaleźli schronienie w Skandynawii - są tysiące. Sebastian co dwa, trzy lata odwiedza rodzinną Bośnię. To jest inny świat – mówi. Mój szwedzki znajomy dzięki swojej pracowitości i inteligencji żyje dziś jak większość Szwedów. Ma spokojną pracę w samym centrum Sztokholmu, w weekendy dorabia jako DJ. Stać go na wynajęcie przytulnego mieszkania w spokojnej dzielnicy miasta i liczne podróże – ostatnio był w Tajlandii. Podobny jest los tysięcy Szwedów, Duńczyków, Norwegów - przedstawicieli klasy średniej, którzy ciężko pracują, ale dzięki temu mogą pozwolić sobie na życie na stosunkowo wysokim poziomie.Co więcej, przecież nawet egzystencja na garnuszku państwa, dzięki hojnym świadczeniom socjalnym, nie jest walką o przetrwanie i pasmem nieustających wyrzeczeń.
    Może więc z państwem opiekuńczym wcale nie jest tak źle, jak mogło by wynikać z setek stron publikacji wieszczących o jego kryzysie? A może to zainteresowanie kłopotami Skandynawii, wynika z tego, iż w konfrontacji z wysokim poziomem życia, rozbudowanymi świadczeniami socjalnymi i innymi dobrodziejstwami państwa opiekuńczego wszelkie rysy są znacznie bardziej widoczne? Wielu uważa, że kryzys to zjawisko globalne, które dotyka całej ludzkości i że jest głęboką zapaścią wypracowywanych przez lata wartości i opartego na nich ładu społecznego. Tyle tylko, że Skandynawowie jako jedni z nielicznych mają odwagę o tym mówić i od wielu już lat próbują szukać rozwiązań. Jak wiadomo zawsze najtrudniej mają ci, którzy przecierają szlak. Zakładając, że w teorii głoszącej, iż kryzys państwa dobrobytu jest tylko lokalną odmianą kryzysu globalnego jest trochę albo więcej niż trochę racji, można uznać, że przyczyny rzekomej zapaści są szersze niż, te na które powszechnie wskazuje się w toku prowadzonej dyskusji. Może więc przyczyn kryzysu należy doszukiwać się w samej rewolucji przemysłowej, która zrodziła państwo opiekuńcze ale też, jak pisze Emil Durkheim, doprowadziła do pojawienia się między ludźmi więzi mechanicznych sprzyjając dehumanizacji procesów społecznych i wyobcowaniu. To co okazało się zbawiennie dla gospodarki, doprowadziło do destrukcji ładu społecznego i wykształciło nową industrialną moralność.
    A może regionu państw skandynawskich nie można mierzyć tą samą miarą co innych krajów? Przecież to Skandynawia, mimo wskazywanych kłopotów, nadal stanowi przykład udanej kooperacji grupy państw, które w moim przekonaniu stanowią wspólnotę krajów i narodów. Logiczna wydaję się wiec postawiona wcześniej teza, że zapaść regionu nie jest tak silna jak w innych częściach świata. Na tle całego imponującego inwentarza państwa opiekuńczego kryzys bardziej rzuca się w oczy. Sami Skandynawowie mają odwagę o nim mówić z dbałości i troski o swoje państwa oraz pragnienia utemperowania jego niecnych zamiarów.
   A może paradoksalnie to, co dziś można uznać za fundamenty, na których wzrastało skandynawskie państwo dobrobytu z biegiem lat stało się przyczyną jego kłopotów? Pierwszym czynnikiem, który niewątpliwie wpłynął na wykształcenia modelu socjaldemokratycznego jest protestantyzm. Charakteryzuje go swoisty rodzaj powagi i stosunkowo surowe zasady. Rygor ten widać choćby w tradycyjnych nabożeństwach. Pobożność protestancka jest więc w swym zewnętrznym charakterze oszczędna, ale jeśli chodzi o życie wewnętrzne wiernych, bogata w przemyślenia i rozważania nad Słowem i jego implikacjami do codziennego życia. Bardzo istotne znaczenie ma też, propagowana przez protestantyzm etyka pracy. Wiąże się ona z kładzeniem akcentu na wymierne i widzialne owoce uczciwej pracy. Uczciwość ta wymusza szerokie respektowanie prawa do własności prywatnej. Co więcej, religia protestancka zwraca szczególną uwagę na dążenie do osiągnięcia bogactwa (w celu udowodnienia, że jest się zbawionym) i cnoty zabraniające hulaszczego trybu życia, czyli ascezę protestancką. Protestantyzm w stosunkowo dużym stopniu przyczynił się więc do sukcesu gospodarczego i wysokiego poziomu rozwoju państw Skandynawskich. Respektowanie prawa do własności prywatnej pozwoliło uniknąć Skandynawii najbardziej destrukcyjnych elementów ery industrialnej, których przejawem były głównie masowe wystąpienia społeczne. Etyka pracy w połączeniu z oszczędnością, skrupulatnością i dążeniem do bogactwa poskutkowały wysokim poziomem życia. Wokół skandynawskich miast nigdy nie powstały dzielnice biedoty, a część wolnych, mających doświadczenie w gospodarowaniu chłopów zaczęła przenosić się do miast i pracować w licznie powstających fabrykach. Zakłady te dynamicznie zwiększały produkcję realizując zamówienia na potrzeby zbrojących się krajów Europy. W końcu lat 30. XX wieku eksport do Wielkiej Brytanii i Niemiec stanowił aż 75% duńskiej, ponad 50% fińskiej i 40% norweskiej i szwedzkiej produkcji sprzedanej. Kraje Skandynawskie stosunkowo słabo zaangażowane w działania wojenne (Szwecja oficjalnie była krajem neutralnym) znacznie rozwinęły swój przemysł i gospodarkę w związku z działaniami podczas II Wojny Światowej. Ale czy porządek oraz jasne, kazuistyczne reguły nie doprowadziły też do wskazywanego przeregulowania państwa dobrobytu, które uważane jest za jeden z głównych przejawów zadyszki? Czy egalitarne społeczeństwo zamożnych chłopów i mieszczan nie przyczyniło się do wyniesienia równości na sztandary. Równość ta urosła do rangi superprawa często przekraczając granice rozsądku i przyczyniając się do kuriozalnych sytuacji, których przykłady podawałem wcześniej?
    Do pewnych wynaturzeń państwa dobrobytu przyczyniły się też idee darwinizmu społecznego w szwedzkim wydaniu. Maciej Zaremba pisze, żeutopijne, podszyte eugeniką, wizje snute przez grupę szwedzkich uczonych lat 30. ubiegłego wieku, ilustrują paradoksy szwedzkiego darwinizmu społecznego, głównego powodu, dla którego spuścizna państwa opiekuńczego do dziś budzi tak przeciwstawne emocje[4]. Ta rozbieżność wyraża się przede wszystkim w szwedzkim prawie karnym, które z jednej strony zapewnia szeroką pomoc i wsparcie wszystkim przydatnym, a z drugiej strony dosyć brutalnie i niezrozumiale traktuje ludzi drugiej kategorii. Szwecja, Grenlandia i trzy stanu Dzikiego Zachodu (Montana, Utah i Ohio) to jedyne miejsca na ziemi, gdzie ludzi psychicznie chorych i upośledzonych uznaje się winnymi zarzucanych im czynów. Praktyka szwedzkich sądów wskazuje, że obłąkani ponoszą prawną odpowiedzialność za swoje schorzenia! Ponad 99% stających przed sądem psychicznie chorych sprawców zostaje uznana za zdrowych. Większość unika jednak więzienia i zostaje dosłownie skazana na opiekę[5], bo państwo jest przecież tak opiekuńcze, że opieka może być karą. Co więcej, wiele osób poddanych przymusowej opiece psychiatrycznej w zakładzie, zostaje tam na podstawie mniemania ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o współczesnej psychiatrii. Może to przeregulowanie, dehumanizacja i biurokratyzacja systemu sprawiły, że tak ważne decyzje podejmują w Szwecji nie lekarze tylko lokalni politycy. Szwedzki minister sprawiedliwości – Thomas Bodström uważa, że każdy psychicznie chory, obłąkany, upośledzony jest winny ponieważ popełnił swój czyn. Niczym bumerang powraca tu surowa protestancka etyka i światopogląd. Podkreślają to też inne słowa ministra: Każdy odpowiada za siebie, takie jest nasze podejście do moralności, prawdy i odpowiedzialności[6].
    Czy nie ma więc pewnej sprzeczności w logice państwa dobrobytu – najpierw kurs wyuczonej bezradności, bez konieczności martwienia się o swój los, a potem nieco nieludzkie i nielogiczne traktowanie za każdy błąd rozpieszczonych przez władze i przez to nieco lekkomyślnych obywateli? Czy ten zaczerpnięty z surowej religii, konserwatywny system ocen nie jest zbyt skrajny? Czy pomijanie wartości pośrednich nie jest próbą podziału egalitarnego społeczeństwa? Czy paranoiczna równość nie jest źródłem równie paranoicznej nierówności?W moim przekonaniu udzielenie zadowalającej odpowiedzi na poruszone zagadnienia jest bardzo problematyczne i trudne. Próba podsumowania zasygnalizowanych problemów, skłania mnie ku prezentowanej wcześniej tezie o przeregulowaniu systemu państwa dobrobytu i za daleko posuniętej praktyce mierzenia wszystkiego jedną miarą. Uważam, że nie są to jednak wystarczające powody do formułowania śmiałych twierdzeń o głębokim kryzysie państwa dobrobytu w Skandynawii. Jeżeli kryzys równa się wysokiemu poziomowi życia, szerokim świadczeniom socjalnym, wysokiej świadomości społecznej itp. to błagam! Niechby nadszedł do naszego nadwiślańskiego kraju, do naszej zielonej wyspy na morzu recesji! Ale kryzys to złe słowo. Powinno się mówić raczej o przebudowie państwa dobrobytu, a może nawet o genetycznej modyfikacji, która stary garnitur chromosomów zamieni na nowy, uszyty na miarę XXI wieku i całego towarzyszącego mu inwentarza, strój. Wydaje się, że państwa skandynawskie wspólnie kreślą już jego wzór. Kreślą nową drogę rozwoju państwa dobrobytu. Drogę, która ominie najcięższe problemy i poprowadzi Skandynawów do obranego celu - niezagrożonego dobrobytu i spokojnego, pewnego jutra społeczeństwa.
   Z mojego punktu widzenia, czyli z pozycji mniej zamożnego Polaka, skandynawskie państwo dobrobytu, mimo zasygnalizowanych problemów (kto ich dziś nie ma!) funkcjonuje całkiem dobrze. Mam wrażenie, ze krytycy państwa dobrobytu z braku naprawdę poważnych trudności, szukają dziury, w co prawda nieco nadwyrężonym, ale mimo wszystko całym i mocnym materiale. Lepiej jest jednak sygnalizować możliwe problemy, aby być gotowym na ich nadejście. Państwa skandynawskie, w razie kłopotów, wydają się być w uprzywilejowanej sytuacji, bo mogą korzystać z wzajemnych doświadczeń w ramach skandynawskiej wspólnoty kultur, społeczeństw i systemów.



[1] http://www.norden.org/pub/sk/showpub.asp?pubnr=2007:725
[2] What lies ahead for the Nordic model? A discussion paper on the future of the Nordic welfare model in a global  competition economy, red. M. Gaber Abrahamsen, Scanprint A/S, Arhus 2007, s.6.
[3]Ibid. s.8-9.
[4] M. Zaremba, Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008, s. 217.
[5] Ibid., s. 200.
[6] Ibid., s. 211.