poniedziałek, 10 stycznia 2011

Państwo dobrobytu w kinie skandynawskim - część 1

      W toczącej się dyskusji na temat skandynawskiego państwa dobrobytu głos zabierają też twórcy filmowi, którzy bacznie przyglądają się strukturze socjaldemokratycznego modelu polityki społecznej. Wielu z nich afirmuje tezę o jego kryzysie, a ich filmowe dzieła można odczytywać jako zajadłą krytykę  społeczno-ekonomicznego pejzażu Skandynawii. Jest to pierwszy  i najwyraźniejszy nurt przedstawiania państwa dobrobytu w kinematografii regionu. Co więcej, filmowe opowieści podszyte niepokojami targającymi Skandynawią, można dalej zaliczyć do dwóch kategorii.
Pierwsza z nich skupia się na problemach jednostki, która musi dostosować się do reguł modelu społeczno-ekonomicznego. Niestety nie wszystkim się to udaje, częściowo z własnej winy, a częściowo w winy państwa, które przecież bezpośrednio przyczynia się do wyuczonej bezradności obywateli.  Tych, którzy nie potrafią w pełni korzystać z dobrodziejstw oferowanych przez opiekuńcze państwo, kino prezentuje najczęściej jako ludzi specyficznych, nieco nieporadnych, mało asertywnych, a nawet bezczynnych i biernych.
Jednym z pierwszych filmów, który z pewną dozą pionierskiej nieśmiałości wskazuje, że brak zaradności życiowej bohaterowie odziedziczyli po państwie dobrobytu, jest duński Weekend Palle Kjaerluffa-Schmidta z 1962 roku. Film to dosyć krytyczne studium średniej klasy pokolenia trzydziestolatków. Co ciekawe, dostało się tym, którzy dzielili szkolne ławki z twórcami filmu. Akcja filmu obejmuje zaledwie dwa dni spędzone przez grupę przyjaciół w nadmorskiej miejscowości. Dwa małżeństwa, w tym jedno z córką, jej guwernantką i kawaler Jan wypoczywają w domku na plaży. Bohaterowie filmu, a w szczególności mężczyźni, są niedojrzałymi i nieco sfrustrowanymi ludźmi, których nęka strach przed odpowiedzialnością. U progu zmian obyczajowych film celnie przewidział kierunek ewolucji części duńskiego społeczeństwa.
    W satyrycznej konwencji problem przystosowania się jednostki porusza szwedzki Mit z 1966 roku - debiut Jana Halldoffa. Film nieco prowokacyjnie ukazuje szereg niecodziennych sytuacji, na które władze dobrze poukładanego państwa dobrobytu nie są przygotowane. W jednej ze scen mężczyzna zrywa kwiaty w parku. Nie podoba się to policji, która ostro interweniuje. Bohater jest więc nieprzystosowany do systemu, bo nie nauczył się, że władza wyjątkowo nie przepada za jawnym łamaniem zakazów. Haldoff porusza omawiane zagadnienie również w swoich innych filmach. Jak pisze Aleksander Kwiatkowski jego filmy tworzą szeroką panoramę środowisk i z dziennikarską dokładnością wskazują na najbardziej charakterystyczne problemy szwedzkiej rzeczywistości społecznej lat siedemdziesiątych[1].
     Jednym z najciekawszych filmów przełomu lat 70. i 80., podejmującym temat  zagubienia jednostki pośród meandrów skandynawskiego folkhemmetu, jest szwedzki Dom Krzysztofa z 1979 roku, w reżyserii Larsa Lennarta Forsberga. Tytułowy bohater to spadkobierca mentalności zbuntowanej młodzieży z czasów rewolucji obyczajowej. Jest on fotografikiem, który po rozstaniu z żoną, mieszka w wielkiej willi ze swoją modelką Hanną. Pewnego dnia dostaje od szefa zlecenie. Aby je zrealizować udaje się do mieszkania samotnego emeryta. Na miejscu znajduje jego zwłoki. Okoliczności wskazują, że starszy człowiek targnął się na swoje życie, gdyż nikt nim się nie zainteresował. Wstrząśnięty Krzysztof zaczyna prowadzić prywatne śledztwo mające wyjaśnić okoliczności śmierci. Napotyka wszechobecny chłód panujący wśród otaczających go ludzi, których nie obchodzą losy innych. Reżyser filmu, poprzez Krzysztofa, stawia szereg istotnych pytań o kondycję zarówno szwedzkiego społeczeństwa, jak i szwedzkiego państwa. Frosberg po raz kolejny powraca do tematu wyobcowania jednostki   w obojętnym społeczeństwie, wprowadzając jednak nową perspektywę psychologicznej i socjalnej introspekcji[2]. Wartość filmu podkreśla umiejętne zbudowanie postaci Krzysztofa, który jest reprezentantem systemu wartości stojących w wyraźniej opozycji do tych wyznawanych przez nowoczesne, wysokorozwinięte społeczeństwo. Ta światopoglądowa odmienność sprawia, że bohater traktowany jest niemal jako szaleniec i tak bardzo odbiega od przeciętności przyjętej za normę[3]. Niestety, z czasem Krzysztof, nie mogąc zaakceptować otaczającego świata, staje się nadpobudliwy i niespokojny. Sprowokowany zachowaniem matki, która sprzedaje dom pełen pamiątek i wspomnień z dzieciństwa, czy odejściem swojej kochanki, zmienia się. Uświadamia sobie, że przecież był dokładnie taki sam. Wspomina, że jako mały chłopiec fotografował zwłoki dziadka, zajęty wyłącznie techniczną stroną zadania. Sam Frosberg tłumaczył, że nie pokazujemy jakimi jesteśmy naprawdę (…) wszyscy jesteśmy tylko aktorami[4]. Twórca odwołuje się więc tu do wywodzącej się z filozofii stoickiej koncepcji teatru świata.. Do podobnych konkluzji, kilkadzieścia lat później, dojdzie Jens Lien w Kłopotliwym człowieku.
Poruszone w Domie Krzysztofa wątki rozwija współczesne kino skandynawskie, które stosunkowo dużo uwagi poświęca właśnie charakterystycznemu wyobcowaniu człowieka w państwie dobrobytu.
Jednym z najbardziej wnikliwych obserwatorów państwa dobrobytu jest młody, utalentowany szwedzki reżyser Lukas Moodysson. Talent Szweda docenił nawet sam Ingmar Bergman, który po obejrzeniu debiutu młodego twórcy - filmu z 1998 roku pt. Fucking Amal  nazwał go młodym mistrzem[5]. Już w jednym z pierwszych filmów - krótkometrażowym Tylko trochę porozmawiać z 1997 roku Moodysson stawia śmiałą tezę, że państwo dobrobytu i ustrój wpływają na wyobcowanie i alienację społeczną głównego bohatera Birgera Anderssona. Po przejściu na emeryturę staje się on nikomu niepotrzebny. Zostaje nawet wyrzucony ze stołówki w swojej dawnej pracy. Tak bardzo pragnie kontaktu  z innymi, że dzwoni do ludzi przypadkowo wybranych z książki telefonicznej, by tylko trochę porozmawiać[6]. Nadzieję na kontakt z drugim człowiekiem daje bohaterowi wizyta dziewczyny z sekty Hare Kryszna. Birger nie chce wypuścić jej z mieszkania i podczas szamotaniny zabija dziewczynę, a jej zwłoki towarzyszą Birgerowi przy oglądaniu programu telewizyjnego. Ten sam aktor - Sten Ljunggren kreuje kolejną postać Birgera w innym filmie reżysera pt. Tylko Razem. Analogicznie jak w Tylko trochę porozmawiać, Bireger numer 2 też pragnie obecności drugiego człowieka. Aby spotkać się z samotnym, zostawionym przez żonę Rolfem, wzywa go do naprawy sprawnej instalacji kanalizacyjnej. Kiedy Rolf dziwi się, że przecież nie ma żadnych niedrożności, Birger mówi, że sam odkręcił rurę, żeby spotkali się i mogli tylko trochę porozmawiać.Ogólnie rzecz biorąc, bohaterowie filmów Moodyssona wydają się być outsiderami. Można wskazać tu homoseksualną Agnes z Fucking Amal, mieszkańców komuny Razem, samotną Lilję, transseksualistę z Kontenera, czy twórcę filmów pornograficznych i jego syna Erika z Dziury w Sercu[7].  Często nie ponoszą oni całości winy za swoje wyobcowanie.  Reżyser wskazuje na państwo dobrobytu i szwedzki ustrój, jako na jedną z głównych przyczyn alienacji człowieka. Mieszkańcy komuny Razem często krytykują burżuazyjny styl życia i dehumanizujące formy pracy w kapitalizmie oraz izolację ludzi starszych.
    Bliski podejściu Moodyssona wydaje się być Morten Tyldum w filmie pt. Kumple z 2003 roku. Zdobywca nagrody publiczności  na Warszawskim Festiwalu Filmowym to opowieść o trzech młodych Norwegach – Kristoferze, Geirze i Stigu Inge, którzy mieszkają razem w dzielnicy Oslo -Toyen Centrum. Geir i Kristofer umilają sobie czas pracy – wywieszania bilboardów - za pomocą żartów i zabawnych akcji, które rejestrują na amatorskiej kamerze wideo. Podczas jednego z numerów, Kristofer uciekając przed ochroniarzem, gubi kilka taśm z nagraniami w siedzibie państwowej telewizji TV 2. Po kilku dniach tytułowi kumple dostają propozycję własnego programu telewizyjnego, składającego się  z rejestrowanych przez nich gagów i szybko stają się sławni. Szczególnie interesujący jest wątek wyobcowania Stiga Inge, za pomocą którego reżyser pokazuje zagubienie człowieka we współczesnym państwie dobrobytu. Morten Tyldum zdaje się potwierdzać poglądy wskazywanych już przeze mnie poglądów kilku badaczy państwa dobrobytu. Piszą oni o wyuczonej bezradności, o tym że programy państwa dobrobytu czynią ludzi niezdolnymi do działania[8] i o tym, że prawie wszystkie funkcje pełnione przez państwo mają charakter represyjny, a w każdym razie prowadzą do wyobcowania[9]. Stig pracuje jako projektant stron internetowych we własnym mieszkaniu, położonym w Toyen Centrum, gdzie obok bloków mieszkalnych znajdują się sklepy, kawiarnie i zakłady usługowe. Stig nie musi nigdzie wychodzić. Za pomocą takich osiedli czwartej generacji, które w bogatych społeczeństwach Zachodu powstają już od kilku lat, mieszkańcy państwa dobrobytu mają zapewnione wszystko, co zaspokaja ich potrzeby niższego i wyższego rzędu. Ta rzekoma wygoda sprawia, że bohater zaczyna cierpieć na agrofobię i wyprawa do centrum Oslo jest dla niego nie lada wyzwaniem. Kiedy nieco przypadkowo trafia do wagonu metra, ze wszystkich stron zaczynają dopadać go lęki które Toyen tłumiło a zarazem potęgowało  w nim przez ostatnie trzy lata.


Również Hylnur, główny bohater islandzkiego 101 Reykjavík z 2001 roku, jest niedojrzały i nieodpowiedzialny. Film ukazuje skandynawskie państwo dobrobytu w nieco groteskowej formie, co nie znaczy, że stawiane pod jego adresem zarzuty są niepoważne. Działania islandzkiego rządu przyczyniają się do bezradności i niedojrzałości Hylnura, który jest typowym maminsynkiem i mimo, że stuknęła mu trzydziestka nadal mieszka z matką Berglind i zachowuje się jak nastolatek. Mamusia regularnie gotuje mu obiadki, a także poda po kąpieli ręcznik i slipki. Reżyser zastosował interesujący zabieg i w sposób humorystyczny wytknął niedociągnięcia systemu. Uczynił to poprzez punkt widzenia Hiszpanki   o imieniu Lola. Młoda kobieta przybywa z kontynentalnej Europy, z kraju o mniejszym poziomie zabezpieczeń socjalnych i mniejszej obecności państwa  w życiu społecznym. Co więcej, z kraju, w którym od czterech lat, rządzi partia prawicowa z konserwatywnym premierem[10]. System społeczny i ideały islandzkich władz nie są więc bliskie Loli. Niezwykle wymowna jest scena rozmowy Hylnura z Lolą i matką, będąca konfrontacją dwóch różnych modeli społeczno-gospodarczych:
Lola (do Hylnura): I co zamierzasz robić ?
Hynur: Ja? Chodzi ci o Hofy?
Lola: Nie! O przyszłość!
Hylnur: A! Przyszłość. Sam nie wiem. Pewnie skończę onanizując się przed telewizorem.
Lola: Przecież musi być coś, co chcesz robić, lub osiągnąć.
Hylnur: Raczej nie.
Lola: Chcesz spędzić resztę swojego życia na zasiłku?
Hylnur: A czemu by nie?
Lola: Co by się działo, gdyby każdy tak chciał? Co to byłoby za społeczeństwo?
Hylnur: Ale to przecież tak właśnie jest.
Lola: A jeśli nagle odbiorą ci zasiłek to co? Umrzesz?
Hylnur: Wcale nie. Pójdę na odwyk na kilka lat, a potem znowu na zasiłek.
Lola: Hylnur! Bądź poważny!
Hylnur: Przecież jestem!
            (do Berglind): Mamo! Tata płaci alimenty, prawda? Może z nich mógłbym trochę pożyć?
Berglind: Alimenty? Miałeś 25 lat, gdy się rozwiedliśmy.
Hylnur: Więc dlaczego alimenty się już skończyły?
Berglind: Nie skończyły. Wcale ich nie było. Przysługują tylko dzieciom do 16 roku życia.
Lola (z ironią): Nie skończyłeś jeszcze 16-tu?
Hylnur: Do 16. roku życia, mówicie! Wtedy właśnie zaczyna przysługiwać zasiłek dla bezrobotnych! A gdy się skończy zasiłek, będę dostawał rentę! Ale sobie państwo to wszystko świetnie obmyśliło, prawda? Świetny system, co Lola?

Rozmowa ta trafnie oddaje wszystkie poruszane w filmie aspekty państwa dobrobytu – infantylność i wyuczoną bezradność Hylnura, krytyczną postawę Loli (czyli samego Kormákura) i wyjątkową opiekuńczość islandzkiego systemu,  sprzed czasów załamania gospodarczego.



Szeregu odwołań do polityki państwa dobrobytu w tym do osławionego wyobcowania, można doszukać się w norweskim Ellingu Pettera Naessa z 2001 roku.  Film opowiada o Ellingu i Kjell Bjarne, którzy po dwóch latach spędzonych w zakładzie opieki rozpoczynają samodzielne życie. Jest to ich pierwszy krok w powrocie do społeczeństwa. Już od samego początku nowej egzystencji bohaterowie są pod opieką państwa. Elling mówiąc, że norweski rząd zapewnia lokum ludziom po przejściach ma na myśli przestronne, duże mieszkanie w centrum Oslo na koszt państwa. Mieszkanie, które początkowo ma przypominać bohaterom o dobrych czasach spędzonych w zakładzie pod opieką matki  Norwegii. Bohaterowie śpią  w jednym pokoju na łóżkach, które stoją tak jak w zakładzie. Pieczę nad efektywną i szybką asymilacją bohaterów sprawuje opiekun socjalny Frank Åsli. Frank nie tylko odwiedza Ellinga i Kjella, ale zabiera ich do kina, czy restauracji. Wszystko oczywiście na koszt państwa norweskiego! Dzięki tak szerokiej opiece i braku konieczności martwienia się o byt, Elling i Kjell stają się, delikatnie ujmując, ludźmi bardzo specyficznymi. Ta specyficzność jest źródłem ciepłego humoru w filmie z chłodnej Norwegii. Po co nam mieszkanie, skoro wiecznie z niego wychodzimy – słowa Ellinga świadczą, że tak jak Stig Inge z Kumpli, nie jest on fanem częstego opuszczania domu. Co więcej, początkowo nawet wyjście do sklepu to misja niemal niemożliwa. Podczas pierwszej takiej misji bohater upada na ziemię i nie jest w stanie zrobić zakupów. Trudnością dla Ellinga jest również odbieranie telefonów. Dopiero kurs dzwonienia zorganizowany przez Franka oswaja bohaterów ze słuchawką telefonu. Elling i Kjell wydają się być w tej materii bardzo pojętnymi uczniami. Późnonocne rozmowy z atrakcyjnymi blondynkami i brunetkami nie stanowią już problemu dla obu panów. Kłopotem jest tylko zdenerwowanie Franka i rachunek na 4000 NOK (około 1750 PLN), który z radością pokryje mateczka Norwegia. Wszystko, co robią bohaterowie jest więc ściśle związane z państwem, ale do czasu. Film pokazuje bowiem, że uwalnianie się od wyuczonej bezradności  i zależności od państwa nie jest łatwe, ale daje wiele satysfakcji. Elling na wieczorku poetyckim poznaje Augusta, kwintuje to wymownym zdaniem, że znalazł przyjaciela i to bez pomocy norweskiego rządu. Temat rządu i polityki pojawia się w filmie wielokrotnie, świadcząc o dużej obecności państwa w codziennym życiu mieszkańców krajów skandynawskich. Elling wielkim szacunkiem darzy Norweską Partię Pracy, dzięki której życie przez wiele lat było tak proste i zdaje się hołdować norweskiemu powiedzeniu, że wszystko się udaje temu rządowi.








       




[1] A. Kwiatkowski, Film skandynawski, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986, s. 237.
[2] Ibid., s. 227.
[3] Ibid., s. 228.
[4] A. Majer, Lukas Moodysson Zbuntowany w: Autorzy Kina Europejskiego III, red. A. Helman,  A. Pitrus, RABID, Kraków 2007,  s. 228.
[5]A. Helman, A. Pitrus, op. cit., s. 255.
[6] A.Kwiatkowski, op.cit, s. 169.
[7]A. Helman, A. Pitrus, op. cit., s. 257.
[8]R. A. Cloward, F. F. Piven, , The New Class War: Reagan's Attack on the Welfare State  and Its Consequences, Phanteon Books, Nowy Jork 1985, s. 73.
[9]H. M. Hernes, Obywatelstwo kobiet w skandynawskim państwie dobrobytu w: Nordycki model demokracji i państwa dobrobytu, red. T. S. Edvardsen, B. Hagtvet,  PWN, Warszawa 1994, s. 84.
[10] W latach 1996-2004 premierem Hiszpanii był konserwatywny polityk José María Aznar z prawicowej Partii Ludowej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz