poniedziałek, 10 stycznia 2011

Rozważania nad skandynawskim modelem państwa dobrobytu - część 2

    By zgłębić źródła problemów "państwa opiekuńczego" opracowano raport Rady Nordyckiej zatytułowany: Przed czym stoi nordycki model? Dyskusja o przyszłości nordyckiego modelu państwa dobrobytu w świetle globalnej rywalizacji ekonomicznej. Dokument jest wynikiem prowadzonego przez Radę Nordycką w latach 2000-2005 programu badania modelu państwa dobrobytu[1]. Socjaldemokraci podkreślają, że ów raport jest świadectwem ich troski o państwo dobrobytu oraz tego, że nie są obojętni na liczne zarzuty pod jego adresem. Już na wstępnych stronach tego opracowania, polityczne i naukowe elity Skandynawii podkreślają, że u podstaw skandynawskiego modelu państwa dobrobytu leżą wspólne wartości. Muszą one stawiać czoła innym systemom wartości charakterystycznym dla poszczególnych krajów europejskich, które konkurują ze Skandynawią, głównie na polu gospodarki. Rywalizacja w globalnym świecie to przecież coraz trudniejsze wyzwanie, które z powodzeniem mogą podejmować tylko najbardziej wytrwali i najzdrowsi zawodnicy. Obrońcy państwa dobrobytu przyznają, że kraje regionu są chyba trochę przemęczone, dlatego powinni zafundować im skuteczną kurację regenerującą tak, by mogły jeszcze przez długie lata, być w czołówce listy najbardziej konkurencyjnych państw[2]. Raport wskazuje przyczyny tej zadyszki (a nie potężnego kryzysu!) oraz wyznacza podstawowe wyzwania.

  Skandynawia musi stawić czoła wzrastającej liczbie ludzi w wieku emerytalnym, wydłużeniu czasu aktywności siły roboczej, zachowaniu równości świadczeń socjalnych i wspieraniu asymilacji grup społecznych wysokiego ryzyka, czyli głównie imigrantów. Ponadto niektórzy uczestnicy dyskusji wskazują na zbyt rozrośnięty sektor publiczny zatrudniający ogromną część siły roboczej. Te nienaturalne proporcje osłabiają aktywność wielu obywateli, którzy nie pracują korzystając ze świadczeń socjalnych. Raport odnosi się też do problemu licznych imigrantów zamieszkujących Skandynawię. Mogą one stanowić zagrożenie dla stabilizacji i systemu społecznego. Wreszcie kilku bardziej krytycznych specjalistów uważa, że skandynawski model pod względem jakości, kosztów i produktywności nie spełnia już wysokich standardów demokratycznych.

    Uczestnikom dyskusji consensu omnium udało się sformułować trzy podstawowe hasła, które powinny zawisnąć na tysiącach sztandarów, opiewających Skandynawię wzdłuż i wszerz tak, by każdy pamiętał, że najważniejsze wyzwania to:[3]

- gospodarka konkurencyjna w skali globalnej;

- model społeczno-gospodarczy nie zagrażający innowacjom;

- prowadzące do marginalizacji wyłączenie dużej części społeczeństwa z rynku pracy.

    Powiewające wraz z podmuchami wiatru slogany trzeba jednak wcielać w życie tak, by zmniejszyć wpływ polityki na życie społeczne i świadczenia socjalne. Jedną z dróg realizacji tego celu ma być większy wachlarz możliwości ubezpieczania, co równa się znacznemu ich zindywidualizowaniu. Byłyby one finansowane w większym stopniu przez wpływy z podatków. Ludzie inwestowaliby w dodatkowe prywatne oferty świadczeń, które odciążałyby system publiczny. W razie wymuszonych przerw w pracy, czy bezrobocia, taki system zapewniłby większe dochody mieszkańcom i zwiększył poczucie społecznej stabilizacji. Dlatego uczestnicy dyskusji mają nadzieję, że prywatni, komercyjni gracze i sektor cywilny będą w przyszłości ogrywać większą rolę. Socjaldemokraci, którzy bacznie śledzą bogatą karierę państwa dobrobytu dostrzegają też pierwsze oznaki jego ewolucji.

Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o skutki zachodzących zmian pozwala na sformułowanie dwóch dróg rozwoju:

- sektor publiczny bardziej otwarty na indywidualne potrzeby konsumentów o szerszych prawach;

- państwa regionu muszą kłaść większy nacisk na zdolności skutecznego korygowania błędów, co pozwoli na większą efektywność w wielu dziedzinach.

      Na twarzach zgromadzonych w sali sztokholmskiego sądu widać już zmęczenie. Niektórzy walcząc ze sobą, próbują ukrywać ociężałość świadomości, która daje za wygraną w konfrontacji z ludzką fizjologią. Atmosfera udziela się też samemu składowi sędziowskiemu, który po mowach obrońców zamyka kolejną odsłonę wielowątkowej sagi państwa dobrobytu.
    Jej scenariusza, co prawda, nie napisało życie, ale przecież elementy na których oparta jest historia o procesie zakorzenione są w skandynawskiej rzeczywistości. Oplotły one nie tylko mroźne gleby północy, ale spowijają się też w moim umyśle, nieustannie drążąc w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie - Jak to jest z tym kryzysem państwa dobrobytu?
   Wracam myślami do wizyty w Sztokholmie i mojej rozmowy z moim przyjacielem Sebastianem. W całej dyskusji nad kryzysem państwa dobrobytu Sebastian przyjmuje postawę obrońcy skandynawskiego porządku twierdząc, że dzięki niemu życie jest łatwiejsze. Zdaniem mojego bliskiego znajomego, Skandynawia wybrała taki model, między innymi, ze względu na niesprzyjający klimat. Zimą dni są krótkie, a jak zawsze zapracowani ludzie nie mają czasu ani ochoty na martwienie się o sprawy, za które odpowiedzialność przejęło państwo. Płacimy wyższe podatki ale mamy spokój – mówi Sebastian. Sam, zanim wylądował w Sztokholmie, kilka lat mieszkał na dalekiej północy Szwecji. W rejonie, gdzie przez pół roku mrok przeplata się z ciemnością, systemowe odciążanie obywateli przez państwo nabiera szczególnego znaczenia. Może Sebastian nie jest do końca obiektywny i nieco idealizuje Szwecję, bo w życiu widział już jak naprawdę wygląda państwo w stanie w rozkładu. Sebastian wraz z rodzicami wyemigrował na początku lat 90. z ogarniętej wojną Bośni. Takich jak on - uciekinierów z krajów byłej Jugosławii którzy znaleźli schronienie w Skandynawii - są tysiące. Sebastian co dwa, trzy lata odwiedza rodzinną Bośnię. To jest inny świat – mówi. Mój szwedzki znajomy dzięki swojej pracowitości i inteligencji żyje dziś jak większość Szwedów. Ma spokojną pracę w samym centrum Sztokholmu, w weekendy dorabia jako DJ. Stać go na wynajęcie przytulnego mieszkania w spokojnej dzielnicy miasta i liczne podróże – ostatnio był w Tajlandii. Podobny jest los tysięcy Szwedów, Duńczyków, Norwegów - przedstawicieli klasy średniej, którzy ciężko pracują, ale dzięki temu mogą pozwolić sobie na życie na stosunkowo wysokim poziomie.Co więcej, przecież nawet egzystencja na garnuszku państwa, dzięki hojnym świadczeniom socjalnym, nie jest walką o przetrwanie i pasmem nieustających wyrzeczeń.
    Może więc z państwem opiekuńczym wcale nie jest tak źle, jak mogło by wynikać z setek stron publikacji wieszczących o jego kryzysie? A może to zainteresowanie kłopotami Skandynawii, wynika z tego, iż w konfrontacji z wysokim poziomem życia, rozbudowanymi świadczeniami socjalnymi i innymi dobrodziejstwami państwa opiekuńczego wszelkie rysy są znacznie bardziej widoczne? Wielu uważa, że kryzys to zjawisko globalne, które dotyka całej ludzkości i że jest głęboką zapaścią wypracowywanych przez lata wartości i opartego na nich ładu społecznego. Tyle tylko, że Skandynawowie jako jedni z nielicznych mają odwagę o tym mówić i od wielu już lat próbują szukać rozwiązań. Jak wiadomo zawsze najtrudniej mają ci, którzy przecierają szlak. Zakładając, że w teorii głoszącej, iż kryzys państwa dobrobytu jest tylko lokalną odmianą kryzysu globalnego jest trochę albo więcej niż trochę racji, można uznać, że przyczyny rzekomej zapaści są szersze niż, te na które powszechnie wskazuje się w toku prowadzonej dyskusji. Może więc przyczyn kryzysu należy doszukiwać się w samej rewolucji przemysłowej, która zrodziła państwo opiekuńcze ale też, jak pisze Emil Durkheim, doprowadziła do pojawienia się między ludźmi więzi mechanicznych sprzyjając dehumanizacji procesów społecznych i wyobcowaniu. To co okazało się zbawiennie dla gospodarki, doprowadziło do destrukcji ładu społecznego i wykształciło nową industrialną moralność.
    A może regionu państw skandynawskich nie można mierzyć tą samą miarą co innych krajów? Przecież to Skandynawia, mimo wskazywanych kłopotów, nadal stanowi przykład udanej kooperacji grupy państw, które w moim przekonaniu stanowią wspólnotę krajów i narodów. Logiczna wydaję się wiec postawiona wcześniej teza, że zapaść regionu nie jest tak silna jak w innych częściach świata. Na tle całego imponującego inwentarza państwa opiekuńczego kryzys bardziej rzuca się w oczy. Sami Skandynawowie mają odwagę o nim mówić z dbałości i troski o swoje państwa oraz pragnienia utemperowania jego niecnych zamiarów.
   A może paradoksalnie to, co dziś można uznać za fundamenty, na których wzrastało skandynawskie państwo dobrobytu z biegiem lat stało się przyczyną jego kłopotów? Pierwszym czynnikiem, który niewątpliwie wpłynął na wykształcenia modelu socjaldemokratycznego jest protestantyzm. Charakteryzuje go swoisty rodzaj powagi i stosunkowo surowe zasady. Rygor ten widać choćby w tradycyjnych nabożeństwach. Pobożność protestancka jest więc w swym zewnętrznym charakterze oszczędna, ale jeśli chodzi o życie wewnętrzne wiernych, bogata w przemyślenia i rozważania nad Słowem i jego implikacjami do codziennego życia. Bardzo istotne znaczenie ma też, propagowana przez protestantyzm etyka pracy. Wiąże się ona z kładzeniem akcentu na wymierne i widzialne owoce uczciwej pracy. Uczciwość ta wymusza szerokie respektowanie prawa do własności prywatnej. Co więcej, religia protestancka zwraca szczególną uwagę na dążenie do osiągnięcia bogactwa (w celu udowodnienia, że jest się zbawionym) i cnoty zabraniające hulaszczego trybu życia, czyli ascezę protestancką. Protestantyzm w stosunkowo dużym stopniu przyczynił się więc do sukcesu gospodarczego i wysokiego poziomu rozwoju państw Skandynawskich. Respektowanie prawa do własności prywatnej pozwoliło uniknąć Skandynawii najbardziej destrukcyjnych elementów ery industrialnej, których przejawem były głównie masowe wystąpienia społeczne. Etyka pracy w połączeniu z oszczędnością, skrupulatnością i dążeniem do bogactwa poskutkowały wysokim poziomem życia. Wokół skandynawskich miast nigdy nie powstały dzielnice biedoty, a część wolnych, mających doświadczenie w gospodarowaniu chłopów zaczęła przenosić się do miast i pracować w licznie powstających fabrykach. Zakłady te dynamicznie zwiększały produkcję realizując zamówienia na potrzeby zbrojących się krajów Europy. W końcu lat 30. XX wieku eksport do Wielkiej Brytanii i Niemiec stanowił aż 75% duńskiej, ponad 50% fińskiej i 40% norweskiej i szwedzkiej produkcji sprzedanej. Kraje Skandynawskie stosunkowo słabo zaangażowane w działania wojenne (Szwecja oficjalnie była krajem neutralnym) znacznie rozwinęły swój przemysł i gospodarkę w związku z działaniami podczas II Wojny Światowej. Ale czy porządek oraz jasne, kazuistyczne reguły nie doprowadziły też do wskazywanego przeregulowania państwa dobrobytu, które uważane jest za jeden z głównych przejawów zadyszki? Czy egalitarne społeczeństwo zamożnych chłopów i mieszczan nie przyczyniło się do wyniesienia równości na sztandary. Równość ta urosła do rangi superprawa często przekraczając granice rozsądku i przyczyniając się do kuriozalnych sytuacji, których przykłady podawałem wcześniej?
    Do pewnych wynaturzeń państwa dobrobytu przyczyniły się też idee darwinizmu społecznego w szwedzkim wydaniu. Maciej Zaremba pisze, żeutopijne, podszyte eugeniką, wizje snute przez grupę szwedzkich uczonych lat 30. ubiegłego wieku, ilustrują paradoksy szwedzkiego darwinizmu społecznego, głównego powodu, dla którego spuścizna państwa opiekuńczego do dziś budzi tak przeciwstawne emocje[4]. Ta rozbieżność wyraża się przede wszystkim w szwedzkim prawie karnym, które z jednej strony zapewnia szeroką pomoc i wsparcie wszystkim przydatnym, a z drugiej strony dosyć brutalnie i niezrozumiale traktuje ludzi drugiej kategorii. Szwecja, Grenlandia i trzy stanu Dzikiego Zachodu (Montana, Utah i Ohio) to jedyne miejsca na ziemi, gdzie ludzi psychicznie chorych i upośledzonych uznaje się winnymi zarzucanych im czynów. Praktyka szwedzkich sądów wskazuje, że obłąkani ponoszą prawną odpowiedzialność za swoje schorzenia! Ponad 99% stających przed sądem psychicznie chorych sprawców zostaje uznana za zdrowych. Większość unika jednak więzienia i zostaje dosłownie skazana na opiekę[5], bo państwo jest przecież tak opiekuńcze, że opieka może być karą. Co więcej, wiele osób poddanych przymusowej opiece psychiatrycznej w zakładzie, zostaje tam na podstawie mniemania ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o współczesnej psychiatrii. Może to przeregulowanie, dehumanizacja i biurokratyzacja systemu sprawiły, że tak ważne decyzje podejmują w Szwecji nie lekarze tylko lokalni politycy. Szwedzki minister sprawiedliwości – Thomas Bodström uważa, że każdy psychicznie chory, obłąkany, upośledzony jest winny ponieważ popełnił swój czyn. Niczym bumerang powraca tu surowa protestancka etyka i światopogląd. Podkreślają to też inne słowa ministra: Każdy odpowiada za siebie, takie jest nasze podejście do moralności, prawdy i odpowiedzialności[6].
    Czy nie ma więc pewnej sprzeczności w logice państwa dobrobytu – najpierw kurs wyuczonej bezradności, bez konieczności martwienia się o swój los, a potem nieco nieludzkie i nielogiczne traktowanie za każdy błąd rozpieszczonych przez władze i przez to nieco lekkomyślnych obywateli? Czy ten zaczerpnięty z surowej religii, konserwatywny system ocen nie jest zbyt skrajny? Czy pomijanie wartości pośrednich nie jest próbą podziału egalitarnego społeczeństwa? Czy paranoiczna równość nie jest źródłem równie paranoicznej nierówności?W moim przekonaniu udzielenie zadowalającej odpowiedzi na poruszone zagadnienia jest bardzo problematyczne i trudne. Próba podsumowania zasygnalizowanych problemów, skłania mnie ku prezentowanej wcześniej tezie o przeregulowaniu systemu państwa dobrobytu i za daleko posuniętej praktyce mierzenia wszystkiego jedną miarą. Uważam, że nie są to jednak wystarczające powody do formułowania śmiałych twierdzeń o głębokim kryzysie państwa dobrobytu w Skandynawii. Jeżeli kryzys równa się wysokiemu poziomowi życia, szerokim świadczeniom socjalnym, wysokiej świadomości społecznej itp. to błagam! Niechby nadszedł do naszego nadwiślańskiego kraju, do naszej zielonej wyspy na morzu recesji! Ale kryzys to złe słowo. Powinno się mówić raczej o przebudowie państwa dobrobytu, a może nawet o genetycznej modyfikacji, która stary garnitur chromosomów zamieni na nowy, uszyty na miarę XXI wieku i całego towarzyszącego mu inwentarza, strój. Wydaje się, że państwa skandynawskie wspólnie kreślą już jego wzór. Kreślą nową drogę rozwoju państwa dobrobytu. Drogę, która ominie najcięższe problemy i poprowadzi Skandynawów do obranego celu - niezagrożonego dobrobytu i spokojnego, pewnego jutra społeczeństwa.
   Z mojego punktu widzenia, czyli z pozycji mniej zamożnego Polaka, skandynawskie państwo dobrobytu, mimo zasygnalizowanych problemów (kto ich dziś nie ma!) funkcjonuje całkiem dobrze. Mam wrażenie, ze krytycy państwa dobrobytu z braku naprawdę poważnych trudności, szukają dziury, w co prawda nieco nadwyrężonym, ale mimo wszystko całym i mocnym materiale. Lepiej jest jednak sygnalizować możliwe problemy, aby być gotowym na ich nadejście. Państwa skandynawskie, w razie kłopotów, wydają się być w uprzywilejowanej sytuacji, bo mogą korzystać z wzajemnych doświadczeń w ramach skandynawskiej wspólnoty kultur, społeczeństw i systemów.



[1] http://www.norden.org/pub/sk/showpub.asp?pubnr=2007:725
[2] What lies ahead for the Nordic model? A discussion paper on the future of the Nordic welfare model in a global  competition economy, red. M. Gaber Abrahamsen, Scanprint A/S, Arhus 2007, s.6.
[3]Ibid. s.8-9.
[4] M. Zaremba, Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008, s. 217.
[5] Ibid., s. 200.
[6] Ibid., s. 211.



   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz