W lutym tego roku miałem okazję na własnej skórze poczuć atmosferę skandynawskiego "państwa dobrobytu". Badawczo nastawione szkiełko i oko oraz emocjonalnie pobudzone czucie i wiara przez kilka dni dokładnie analizowały rzeczywistość szwedzkiej stolicy, próbując odnaleźć dowody na potwierdzenie tezy mówiącej, że skandynawskie państwo dobrobytu jest czymś realnym i namacalnym. Poczynione obserwacje, spotkani ludzie doprowadziły mnie do kilku wniosków i pozwoliły wrócić do Polski z poczuciem zadowolenia z misji. Również sam powrót dostarczył mi bardzo cennego spostrzeżenia, które warte było nawet kilkudziesięciu minut przeżytego stresu. Podróż na lotnisko została gwałtownie zakłócona niespodziewaną przerwą w funkcjonowaniu metra. Zmuszony byłem opuścić podziemną kolejkę i wraz z tłumem (na szczęście pomocnych Szwedów), w obcym mieście szukać innych sposobów dotarcia do celu, który z każdą minutą oddalał się a raczej odlatywał. Spieszący się mieszkańcy i mieszkanki (to Szwecja!) Sztokholmu nie martwili się jednak zanadto zaistniałą sytuacją i jeden po drugim (jedna po drugiej) wsiadali (wsiadały) do taksówek, by nie roztrwonić ani minuty pracy. Młoda Szwedka, o pięknych blond włosach, wyjaśniła mi, że podróż taryfą wcale nie musi być kosztowna, bo państwo zwraca różnicę pomiędzy ceną przejazdu taksówką a ceną biletu na metro. Uświadomiło mi to obecność kolosalnej przepaści pomiędzy Skandynawią a Polską.
Nawet w państwie dobrobytu mogą zdarzyć się nieprzewidziane trudności, bo nikt nie jest idealny i nic nie jest idealne. Ważne jest to, że skandynawskie państwo bierze na siebie odpowiedzialność za zaistniałe kłopoty, nie obarczając obywateli ich skutkami. Z jednej strony, jest to kwestia bardzo dobrze wykształconego społeczeństwa obywatelskiego i wysokiej świadomości swoich praw, do czego nam Polakom wiele brakuje. Z drugiej strony, jest to przecież wynik samych założeń "państwa dobrobytu", które ma bardzo szeroki udział w życiu społeczno-gospodarczym, po części zwalniając obywateli z troski o własny los.
No właśnie a jakie są owe założenia i czym w ogóle jest osławione "państwo dobrobytu"?
Norweski badacz państwa dobrobytu Stein Kuhnle określił, że: "Dla mnie państwem dobrobytu jest takie państwo, które gwarantuje każdej jednostce przyzwoity poziom życia, możliwość uzyskania odpowiedniego wykształcenia, pracę, mieszkanie, pomoc lekarska, opiekę i pomoc w sytuacjach kryzysowych. Poziom i charakter tych świadczeń zależy od warunków historycznych, kulturowych i ekonomicznych". Koncepcje państwa dobrobytu czyli "Vålfårdu" i "folkehemu" (domu narodu) cieszyły się dużym zainteresowaniem i były pozytywnie oceniane już w latach 30. a a potem 50. i 80. XX wieku. Stein Kuhnle wskazuje na czynniki, które w nowej powojennej rzeczywistości, formowały nordycki model dobrobytu zaliczając do nich: konsensus polityczny po II Wojnie Światowej, siłę ruchu robotniczego, korzystanie z doświadczeń innych krajów, długie okresy wzrostu ekonomicznego, wyniki badań naukowych na temat wpływu bezpieczeństwa socjalnego na efektywność pracy i stosunkowo niewielką liczbę ludności. Powyższe czynniki miały wpływ na wykrystalizowanie się czterech podstawowych filarów, na których opiera się dziś model "państwa dobrobytu":
1.Gospodarka mieszana, która umiejętnie łączy mechanizmy rynkowe z zapewnieniem bezpieczeństwa socjalnego. Mechanizmy wolnego rynku ustępują tu miejsca polityce społecznej w dziedzinach ochrony zdrowia, oświaty i kultury.
2.Demokracja polityczna, która opiera się na władzy narodu. Władza ta jest stale rozciągana na coraz to nowe obszary życia społecznego i gospodarczego. Brytyjski The Economist umieścił kraje nordyckie wśród liderów rankingu najlepiej wykształconych i funkcjonujących demokracji. Szwecja i Islandia zajęły 1 i 2 miejsce. Natomiast Norwegia, Dania i Finlandia uplasowały się kolejno na 4, 5 i 6 pozycji.
3.Skonsolidowane społeczeństwo obywatelskie, uformowane przez oddolne procesy. Społeczne, polityczne i kulturalne organizacje stopniowo uzyskiwały większy dostęp do władzy, co zwiększało zależności pomiędzy państwem a jednostką.
4.Wysoki poziom osłon socjalnych i transferów w wielu dziedzinach. Należy wskazać tu służbę zdrowia, szkolnictwo, mieszkalnictwo, pomoc społeczną czy pośrednictwo pracy. Duże środki z budżetu na realizacją licznych zadań z powyższych dziedzin doprowadziły do ekspansji sektora publicznego. Dane te odzwierciedlają duży udział sektora publicznego w wydatkach socjalnych i wysokie wydatki socjalne w stosunku do PKB.
5.Wysokie podatki, które pokrywają koszty realizacji wyżej wskazanych szerokich osłon socjalnych i finansują publiczną działalność państw nordyckich. Przychody z podatków należy więc traktować jak dochód państwa, umożliwiający mu pokrycie wydatków na cele publiczne. Jak wykazywałem wcześniej, cele te pochłaniają bardzo dużo środków, dlatego podatki dochodowe w państwach skandynawskich należą do najwyższych na świecie. Duńczycy oddawali państwu w 2005 roku aż 59% swojego dochodu. Niewiele mniej płacili Szwedzi - 56,6% i Finowie 51%. W porównaniu ze średnią UE wynoszącą w 2005 roku prawie 41% (dla państw członkowskich sprzed rozszerzenia wynosiła ona prawie 47%) to naprawdę dużo. Kraje nordyckie mają też bardzo wysoki wskaźnik podatków w stosunku do PKB. W Danii to aż 48,8 % PKB. Należy jednak pamiętać, że w krajach regionu, znacznie większa część podatków niż w innych państwach wraca do obywateli. W Norwegii prawie połowa przychodów państwa, wraca do sektora prywatnego. Obficie zasilany system podatkowy może realizować liczne zadania jak przyczynianie się do wzrostu dobrobytu. System podatkowy ma też na celu regulację rynku i koniunktury. Ważną rolę w państwach nordyckich odgrywają tez podatki lokalne. W Danii stawka podatków lokalnych wynosi około 33%. Państwa regionu były pierwszymi, które wprowadziły podatki związane z ochroną środowiska, co określane jest mianem zielonej reformy podatków. System podatkowy krajów nordyckich wydaje się być więc efektywnym rozwiązaniem, pozwalającym skutecznie realizować cele polityki społecznej. Mimo to w 2007 roku Islandia zdecydowała się na wprowadzenie podatku liniowego w wysokości 22,75%. Jest on coraz popularniejszym rozwiązaniem w Europie i rozliczają się według niego społeczeństwa już czternastu państw Starego Kontynentu.
6.Względna równość ekonomiczna, realizowana przez szereg zabezpieczeń socjalnych i progresywny system podatkowy. Omówione wcześniej transfery pieniężne i świadczenia, różnicowane są w zależności od uzyskiwanych dochodów. Najlepszym wskaźnikiem równości w zakresie dochodów w społeczeństwie jest indeks Giniego. Im wyższy indeks Giniego tym większe nierówności dochodowe w społeczeństwie. Indeks wynoszący 0 oznacza idealną równość w dystrybucji dochodów, a równy 100 idealną nierówność. Państwa skandynawskie należą do krajów o najniższym indeksie Giniego. Dania, Szwecja i Norwegia zajmują trzy pierwsze miejsca na liście krajów uporządkowanej od najniższego do najwyższego wskaźnika. Średnia państw skandynawskich jest o około 6 punktów niższa niż średnia dla UE. Dane te wskazują, że nordycka polityka dążenia do wyrównywania dochodów sprawdza się całkiem dobrze.
7.Równowaga między systemem korporacyjnym, sektorem publicznym i społeczeństwem to kolejny efekt polityki wyrównywania państw skandynawskich. Balansowanie tych trzech dziedzin, pozwala na osiągnięcie społecznego spokoju i uniknięcie większych kryzysów. Jeżeli społeczeństwo w Skandynawii stoi na równi z sektorem publicznym i korporacyjnym oznacza to, iż obywatele uzyskali silną pozycję równorzędnego partnera. Równowaga kształtuje nową solidarność, która umacnia zaufanie i inicjuje wzajemny dialog.Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest to, iż ruchy polityczne i społeczne nigdy nie były wyraźnie oddzielone. W związku z tym obywatelstwo w krajach skandynawskich jest dziś wkomponowane w struktury organizacyjne i instytucjonalne. Przykładem partnerskiej pozycji społeczeństwa w stosunkach z władzą jest silna pozycja referendum w systemie politycznym .Można więc uznać, że Skandynawowie tworzą wspólnotę materialną i etyczną ponieważ wypracowali model oparty na szeroko pojętej równości.
No właśnie teorią jak zawsze pięknie brzmi. O tym czy mam ona swoje odbicie w rzeczywistości w kolejnych, już mniej teoretycznych i bardziej "życiowych" postach ;)))))))
Amerykańska satyra na temat ułomności "państwa opiekuńczego"




