niedziela, 30 stycznia 2011

W jedności siła czyli o pozycji związków zawodowych w Skandynawii

Go Home – to słowa, które ile sił w gardle 13 grudnia 2004 roku wykrzykiwał Lars Göran Bromander, ze sztokholmskiego oddziału Byggnads[1] pokazując łotewskim pracownikom łotewskiej  firmy Laval gdzie jest ich miejsce. Łotysze, którzy budowali szkołę w podsztokholmskiej miejscowości Vaxholm, zostali zablokowani przez szwedzkie związki zawodowe. Blokada w Vaxholm szybko stała się ogólnonarodową walką Szwedów o dobre warunki pracy dla Łotyszy. Przez 100 dni siedem związków zawodowych w bagatela czterdziestu tysiącach miejsc pracy uczestniczyło w blokadzie[2]. Jej przyczyną był konflikt wywołany sporem pomiędzy związkami zawodowymi, a łotewską firmą, która śmiała sprzeciwić się zaproponowanym warunkom. Łotysze zarabiali mniej niż miejscowi pracownicy i nie podpisali się pod szwedzkim układem zbiorowym regulującym płace dla sektora budowlanego. Związkowcy szwedzcy uznali, że Laval stosuje dumping socjalny i zaniża standardy pracy.  Zdenerwowany Byggnads w końcu postawił ultimatum, którego spełnienie było nierealne. Związkowcy zagrozili, że jeżeli firma nie zapłaci swoim łotewskim pracownikom  145 SEK za godzinę – czyli 20 SEK powyżej średniej, związek nie podpisze z nią umowy, stwierdzając że Laval odrzuca szwedzki porządek[3]. Związek będzie więc zmuszony do postawienia blokady.     

    
 Vaxholm, 13 XII 2004. Lars Göran Bromander wykrzykuje Go Home i pokazuje Łotyszom, gdzie ich miejsce

     W jej rezultacie łotewska spółka zbankrutowała, a precedensowa sprawa trafiła do ETS w Luksemburgu.  W grudniu 2007 toku ETS w swojej opinii uznał, że blokada w Vaxholm była sprzeczna z prawem UE, ponieważ dyskryminowała firmy spoza Szwecji. Sędziowie Trybunału podnieśli też, iż sama szwedzka ustawa, dopuszczająca akcje związkowe mające na celu wymuszenie zastąpienia układu zbiorowego z zagranicznym związkiem, układem ze związkiem szwedzkim, jest dyskryminująca, czyli niezgodna z unijnymi regulacjami. ETS wyraził się też negatywnie na temat skomplikowanego i wyjątkowo nieprzyjaznego sposobu negocjowania związków z zagranicznymi firmami, co przyczynia się do ograniczenia swobodnego przepływu usług na rynku wewnętrznym UE.  Unijne regulacje naruszyło też wyeliminowanie przez Byggnads polskiego przedsiębiorcy budowlanego. Szwedzki związek, mimo iż był związany umową z Polakiem stosował środki nacisku wysyłając listy z pogróżkami. Sprawa trafiła do Trybunału Pracy, instytucji która powinna stać na straży praworządności, zawsze będąc całkowicie niezależną, bezstronną  i obiektywną. Tymczasem przebieg rozprawy i sam wyrok odbiegał od reguł rządzących demokratycznym państwem prawa. Sąd swoją argumentację oparł wyłącznie na zeznaniu czterech funkcjonariuszy Byggnads, którzy stwierdzili, że nie grozili Polakowi, chcieli mu tylko przekazać informację. Na tej podstawie Trybunał Pracy oddalił skargę polskiego przedsiębiorcy. Mimo, iż został on skutecznie wyeliminowany z rynku, to nie można udowodnić, że to było głównym celem szwedzkiego związku. Co więcej, Polak zmuszony był zapłacić Byggnads 154 tysiące SEK(!) za koszty prawne[4].  To, że zagraniczni przedsiębiorcy buntują się przeciwko, delikatnie mówiąc, nieprzyjaznej polityce Byggnads nie jest zaskoczeniem. Związek zmusza do uiszczania na jego rzecz opłaty za tzw. usługi kontrolne, wynoszącej 1,5% płacy. Najdziwniejszy jest fakt, że płacić muszą też firmy, których pracownicy nie są zrzeszeni w związku i nie mają z nim nic wspólnego. I to one płacą najwięcej, bo przecież nie uczestniczyły w centralnych negocjacjach płacowych. Taki jest wątpliwy urok szwedzkiego systemu, który dopuszcza by dwie dominujące „strony” na rynku pracy zawierały układy, gwałcąc prawa pozostałych, to jest mniejszości swego rodzaju: niezrzeszonych, studentów, freelancerów, cudzoziemców…[5].  
Plakat Byggnads z 2004 roku. Na górze napis: Wykorzystywany gastarbeiter 39,90 za godzinę (normalna cena  137 za godzinę). Na dole napis: Umowa zbiorowa, żeby było sprawiedliwie

Kluczowym elementem szwedzkiego i duńskiego systemu jest bowiem ogromna rola związków zawodowych. To nie parlament tylko właśnie związki     w porozumieniu z pracodawcami, najlepiej bez żadnej ingerencji państwa, decydują o wynagrodzeniach (w tym płacach minimalnych), warunkach pracy, przepisach pracy, normach itp. Prze lata model ten był dla Skandynawów powodem do dumy, bo dzięki niemu udało się uniknąć strajków i niepokojów społecznych. Wielu, właśnie w ogromnej roli związków zawodowych, dopatruje się źródła skandynawskiego dobrobytu. W Szwecji istnieją trzy centralne organizacje związkowe: Szwedzka Konfederacja Związków Zawodowych (LO),  Centralna Organizacja Związków Zawodowych Urzędników (TCO),  Szwedzka Centralna Organizacja Akademików (SACO)[6]. W sumie wskazane wyżej organizacje zrzeszają aż 87% wszystkich osób obecnych na rynku pracy, co stanowi najwyższy wskaźnik uzwiązkowienia na świecie. Nie dziwi więc to, że każdy kto nie należy do związku traktowany jest jako wróg publiczny numer 1, który ma czelność sprzeciwiać się szwedzkiemu porządkowi. Bo w Szwecji obowiązują szwedzkie zasady, Na przykład ta, że niepotrzebne są ustawy, bo związek zawodowy bezstronnie i bezinteresownie zadba o interesy wszystkich pracowników[7]. Niestety wydaje się, że reguła ta nie do końca przystaje do szwedzkiej rzeczywistości. Słowa bezstronnie i bezinteresownie trzeba by zastąpić zwrotami subiektywnie i zgodnie ze swoim interesem, a wyraz wszystkich zamienić na tylko zrzeszonych, lojalnych, podporządkowanych i opłacających składki. Z biegiem czasu związki zawodowe państw skandynawskich rosły w silę, a rządy z zadowoleniem przyglądały się rozwojowi tej swoistej perły w skandynawskiej koronie. Niestety zaślepione władze z czasem straciły kontrolę nad  organizacjami zawodowymi, które tak jak potężne lobby przemysły farmaceutycznego czy zbrojeniowego w USA, mają ogromną siłę oddziaływania i ogromne pieniądze, co pozwala im na samodzielnie dyktowanie warunków na rynku pracy.





[1] Jeden z największych i najbardziej wpływowych związków zawodowych w Szwecji, zrzeszający pracowników i działaczy branży budowlanej.
[2] M. Zaremba,   Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008,     s. 17.
[3] Ibid., s. 21.
[4] Ibid., s. 51.
[5] Ibid., s. 46.
[6] Warunki życia i pracy w krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego – Szwecja,  , Departament Rynku Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Warszawa 2008,   s. 17.
[7] M. Zaremba, op. cit., s. 48.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Państwo dobrobytu w kinie skandynawskim - część 3

      Szereg skandynawskich filmów to obrazy totalne, które łączą dwa wcześniej zasygnalizowane trendy, wskazując tym samym na wzajemne relacje państwa dobrobytu zarówno z jednostką jak i z całym społeczeństwem.
      Do filmowców, którzy pokusili się o takie holistyczne ujęcie tematu można zaliczyć norweską reżyser Anje Breien. Niestety wizja Norweżki to bardzo subiektywne ukazanie relacji jednostki z władzą i samego funkcjonowania państwa. W swoim pierwszym pełnometrażowym filmie pt. Gwałt z 1970 roku Breien opowiada historię młodego, nierozgarniętego robotnika, który zostaje niesłusznie oskarżony o popełnienie gwałtu. Osaczony przez organa ścigania bohater, nie zdaje sobie sprawy o co tak naprawdę chodzi i nie jest  w stanie się bronić. Ten będący zapisem drobiazgowego śledztwa, film to atak na norweską policję, która działa w ramach zbiurokratyzowanego i bezdusznego systemu. Anja Breinen jest więc także zaliczana do grupy twórców, którzy zwracają uwagę na wskazywane przeregulowanie i dehumanizację systemu.
    Film, który nosi znamiona uniwersalnego obrazu, udało się stworzyć Modyssonoowi. Tylko Razem powraca na kartach tego opracowania i to w sposób bardzo wyraźny. Poza głównym wątkiem (rewolucją seksualną lat 60. w szwedzkim wydaniu) w filmie szerokim echem odbijają się ówczesne wydarzenia polityczne i sam model państwa dobrobytu. Mieszkańcy komuny mają wspólne przekonania, buntują się przeciwko władzy, obyczajom, a przede wszystkim przeciwko zgodzie na życie w społeczeństwie dobrobytu[1].  Bowiem tak, jak niektórzy teoretycy państwa dobrobytu, bohaterowie filmu (i sam Moodysson też) zauważają, że model socjaldemokratyczny ma liczne słabości. Opinie te wynikają z ówczesnych wydarzeń politycznych. W 1975 roku Szwecja była krajem o wyjątkowo stabilnych rządach. Premier Tage Erlander sprawował władzę nieprzerwanie przez 23 lata (1946-1969)[2]. Szwedzi, chcąc chronić swoją stabilność i neutralność nie przystąpili do NATO. Szokiem mogły być reformy zapoczątkowane zmianą konstytucji w 1975 roku. Niechętne zmianom społeczeństwo w wyborach do Riksdagu w 1976 roku powiedziało socjaldemokratom: Dość!. Przez kilka lat (do 1982 roku) władze sprawowały partie burżuazyjne. Dlatego też słowo burżuazja wypowiadane jest przez bohaterów Tylko Razem tak często. Mieszkańcy domu prowadzą żywe dyskusje na temat socjalistów i komunistów w kontekście kryzysu socjaldemokracji. Zmiany polityczno-ustrojowe w ówczesnej Szwecji miały wzmocnić pozycję dobra wspólnego ograniczając władzę króla[3]. Bohaterowie filmu wydają się być przychylni tym rozwiązaniom, tak jak w większości byli im przychylni ówcześni młodzi Szwedzi. Podobnie jak w Jestem ciekawa - w kolorze żółtym w roli ideowego wroga występuje generał Franco. Świadczy o tym radość i entuzjazm  z jakim bohaterowie przyjmują wiadomość o jego śmierci. Tezę tę potwierdzają słowa Józefa Kozielickiego, który w 1974 roku pisał o Szwedach, że Szczególnie młoda generacja krytycznie patrzy na przestarzały system wartości szwedzkiego społeczeństwa; nie chce ona być jedynie czynnikiem ludzkim  w doskonałych układach instytucjonalnych. Gorączkowo poszukuje nowych idei i wartości, które przywróciłyby życiu znaczenie[4]. Nowe wartości wykuwają się w buncie, który wydaje się być bezowocny.  Przejawia się on choćby  w komunistycznych apelach Erika, także w tym że Anna nie goli się pod pachami i paraduje po domu bez bielizny, Signe i Sigvard nie akceptują telewizora i nie jedzą mięsa.. Wszystkie te zachowania są wyrazem wolności, ale komuna też powinna rządzić się jakimiś zasadami. Brak takich reguł oznacza upadek wspólnoty. Opierając się na solidnych podstawach ideowych, szwedzkie państwo dobrobytu silnie kontroluje sferę życia obywateli, właśnie po to, by nie doprowadzić do upadku wspólnoty. Taką wspólnotą jest dla Skandynawów rodzina, która w bogatym, technokratycznym społeczeństwie dobrobytu może wydawać się zagrożona. Moodysson w swoim filmie zwraca uwagę właśnie na problemy rodziny. Reżyser zdaje się krytykować coraz popularniejszy model rozbitej rodziny produkującej dzieci, które muszą wybierać pomiędzy rodzicami. Twórca być może starał się uświadomić tysiącom samotnych matek i ojców, którzy wybrali się do kina na jego film, jak bardzo rozpad rodziny wpływa na potomstwo. Stephan i Eva tęsknią za ojcem i czują się niezrozumiani przez mieszkańców komuny, w tym przez samą matkę, która ulega atmosferze domu i bardziej niż dziećmi interesuje się flirtem z Anną. Rodzeństwo pomimo buntu, dzięki swojej szczerości oraz spontaniczności doprowadza  do pojednania rodziców. Jak ważna dla dzieci jest rodzina, ukazuje choćby scena, w której mały Tet zachęca Stephana do zabawy, ale smutny chłopiec tylko patrzy w okno. Nie ma ochoty się bawić, chociaż wcześniej bardzo to lubił. Dlaczego? Ponieważ właśnie w tym momencie do domu przyjeżdża jego ojciec – Rolf. Mężczyzna próbuje pogodzić się z matką dzieci - Elizabeth, która początkowo nie jest skłonna do porozumienia.
    Dzieci w filmie Moodyssona paradoksalnie wydają się być bardziej dojrzałe   i odpowiedzialne od dorosłych. To one wpływają na ich decyzje i manipulują nimi, doprowadzając do zmiany surowych zasad. To dzieci zaprotestują przeciwko przymusowi jedzenia owsianki i absurdalnym zakazom oglądania telewizji; dostrzegą sztuczność życia w komunie, która dając fałszywe poczucie wspólnoty, zwalnia z samodzielnego myślenia, pozbawia intymności i umiejętności okazywania prawdziwych uczuć[5]. W jednej z końcowych scen filmu widzimy jak mały Stefan słucha naiwnego tłumaczenia ojca i wybacza mu zdradę. Czy więc nie widać tu swoistej zamiany ról? W finałowej scenie filmu, kiedy wszyscy bohaterowie grają w piłkę, najmłodsi też narzucają swoją wolę rodzicom, którzy biorą udział w zabawie i pozostają dziećmi[6]. Rozbudowany wątek dzieci nie jest w Tylko Razem przypadkowy. Odnosi się on do wcześniej wskazywanych przemian społeczno-ustrojowych lat 70. oraz dotyczy samego Moodyssona. Reżyser, który urodził się w 1969 roku jest więc rówieśnikiem małych bohaterów filmu[7]. Ukazując ówczesne dzieci jako odpowiedzialne i wrażliwie osoby być może nieco subiektywnie (bo przez pryzmat własnych przeżyć), ale na pewno szczerze, zdaje się mówić, że dzisiejsi trzydziestolatkowie uczyli się na błędach swoich rodziców i błędach rządzących.  Tym samym, bogatsi o nowe doświadczenia, z powodzeniem mogą budować społeczeństwo oparte o pozytywne wartości. Potwierdza to optymistyczna scena końca filmu, kiedy wszystkie problemy wydają się być rozwiązane, a zabawie towarzyszy muzyka zespołu ABBA. Moodysson umiejętnie wplótł więc do filmu elementy kanonu szwedzkiej popkultury. Sama piosenka zespołu - S.O.S nie jest bez znaczenia. Przebój pojawia się w filmie trzykrotnie i zapowiada zmianę[8]. Reżyser ukazał  nadchodzącą zmianę rządów (powrót socjaldemokratów do władzy w 1982 roku)  i w optymistycznym tonie zdał się mówić, że socjaldemokracja i państwo opiekuńcze są mimo wad najlepsze dla szwedzkiego społeczeństwa.
    Bunt Moodyssona przeciwko zastanej rzeczywistości  i państwu dobrobytu obecny jest też w Lilji 4-ever. Bardziej niż o pokazanie ubóstwa krajów byłego ZSRR, chodzi Modyssonowi właśnie o krytykę państwa dobrobytu. Młoda Rosjanka Lilja pragnie uciec z komunistycznej Estonii. Rzeczywistość tej sowieckiej republiki stopniowo doprowadza Lilję do upadku. Matka zostawia 16-letnią  dziewczynę i ucieka z kochankiem do USA. Kolejne wydarzenia tylko pogarszają sytuację bohaterki. Lilja mieszka w obskurnym mieszkaniu, a wskutek koleżeńskiej zdrady zostaje społecznie potępiona. Na domiar złego, samobójstwo popełnia jej najlepszy przyjaciel Vołodia, a matka zrzeka się praw rodzicielskich, bo córka zawsze była niechciana. Te traumatyczne przeżycie sprawiają, że dziewczyna nie ma dla kogo ratować honoru[9] i zaczyna się prostytuować. Ostateczny upadek bohaterki zaczyna się w momencie spotkania Andrieja. Mężczyzna roztacza przed nią obraz Szwecji jako raju, w którym dziewczyna dostanie pracę przy zbieraniu warzyw. Losy Lilji w Szwecji są kulminacją jej poniżenia. Lilja w kraju trzech koron, zmuszana jest do prostytucji. Bohaterka jest bita, opiekun zabiera jej wszystkie dokumenty i przetrzymuje w mieszkaniu. Rozpacz dziewczyny sprawia, że wszelkie nieszczęścia, których doświadczała  w Estonii wydają się być przyjemnymi wspomnieniami. Bohaterka leżąc pod stołem wspomina, jak otumaniona klejem, spała z Vołodią w opuszczonym bloku, nie zdając sobie sprawy, że wkrótce zasną na zawsze. Chłopak odbiera sobie życie  w ogarniętej marazmem i biedą postkomunistycznej rzeczywistości. Lilja czyni to samo w szwedzkim państwie dobrobytu. Jest ono wyraźnie skrytykowane przez reżysera, który stawia tezy dotyczące przyczyn jego upadku. Pierwszą jest rozpad więzi międzyludzkich, spowodowany dążeniem jednostki do lepszego życia.  Anita Piotrowska twierdzi, że film to dzieło niemal polityczne, oskarżające szwedzkie społeczeństwo dobrobytu o eksploatację biedy, przejawiającą się  w cichym przyzwoleniu na zalewającą kraj falę prostytucji ze Wschodu[10]. Film był nawet pokazywany w Riksdagu i tym samym wywołał w Szwecji ożywioną dyskusję na temat, dzięki czemu Moodyssonowi udało się osiągnąć zamierzony cel: Chciałem, by widz czuł się, jakby przejechał po nim pociąg[11]. Film Moodyssona wyświetlany jest też uczniom szkół podstawowych[12].

      Szwedzkie państwo dobrobytu doprowadza Lilję do ostatecznego upadku (Lilja 4-ever)

    Nie tylko kapitalizm może stwarzać zagrożenia dla człowieka. Równie niebezpieczne okazuje się zło ogarniające społeczeństwo. Zło A.D. 2003 Mikaela Hafstroma to współczesny moralitet, zwracający uwagę na niepokojące meandry szwedzkiego społeczeństwa i szwedzkiego systemu lat 50. XX wieku. Głównym bohaterem filmu jest 16-letni Erik Ponti, który bity przez ojczyma, przejawia swoją agresję w szkole. Nadzieją na resocjalizację chłopaka jest wyjazd do elitarnej męskiej szkoły z internatem. Szybko okazuje się, że życiem poważanej placówki kierują brutalne zasady.  Elita dobrze urodzonych, zamożnych starszych uczniów rządzi młodszymi, nieustannie gnębiąc i upokarzając ich. Erik, mający coś z odwiecznego buntownika, staje się głównym celem elity. Bohater zostaje wyzwany na psychologiczny pojedynek. Wie, że jeśli użyje siły to przegra. Z samym sobą, z rodziną, która wierzy, że mu się uda w nowej szkole, a także z uczuciem, którym obdarzyła go młoda kucharka. Mikael Hafstrom w bardzo wyrazisty sposób ukazuje nastroje panujące w powojennym społeczeństwie Szwecji. Szkolna elita, jako reprezentanci części bogatego  i zdolnego pokolenia, wyznaje brutalne, faszystowskie zasady.  Potęgującemu się złu nie jest w stanie sprzeciwić się szwedzki system. Władze szkoły nie reagują na wszechobecną przemoc. W czasie, kiedy naczelny dręczyciel Otto na oczach całej szkoły  z impetem uderza Erika  w twarz, nauczyciele kilka metrów dalej spokojnie jedzą kolację. W końcu dyrektor łaskawie zwraca uwagę mówiąc: Myślę, że wystarczy chłopcy. Na pewno wystarczy, bo Erik cały jest we własnej krwi! Co więcej, niektórzy pedagodzy,  a nawet program nauczania, zdają się podtrzymywać nazistowski światopogląd. Biolog na lekcji prezentuje różnice pomiędzy idealnym typem germańskim, a pozostawiającym wiele do życzenia typem południowym (do tego celu wykorzystuje Żyda Tangyego). Reżyser wyraźnie wskazuję więc na zagrożenia wynikające z wciąż popularnych w powojennej Szwecji, teorii darwinizmu   społecznego,   a  nawet  samej  eugeniki.    
Jedynym   pedagogiem ukazanym z dobrej strony jest wuefista Berg. Nauczyciel jest przedstawicielem socjaldemokracji,   co   wyraźnie   nie   podoba   się   bogatym   uczniom,  a   w  szczególności Ottowi. Berg przygotowuje Erika do zawodów pływackich, licząc że chłopak  pokona członka elity, który wygrać ma tylko dlatego, że jego ojciec ufundował puchar. Nauczyciel chce, by Erik pokonał ich  w uczciwej walce, bo sport jest demokratyczny. Dzięki postaci Berga Hafstromowi udało się ukazać, że uczciwość i ciężka praca sprowadziły szwedzkie społeczeństwo na właściwy tor. Erik wygrywa zawody pływackie i tym samym uciera nosa elicie. Motywowanie chłopaka do zdrowej rywalizacji i odcięcia się od przeszłości jest paralelą swoistej resocjalizacji części społeczeństwa. Resocjalizacji zmiękczającej niebezpiecznie radykalne jednostki i wskazującej im drogę demokracji. Ten dziejący się w latach 50. proces sprawił, że już w następnym dziesięcioleciu, uwolnione światopoglądy Szwedów zaczęły wykuwać model demokratycznego państwa dobrobytu, który stał się źródłem sukcesu Skandynawii. Przekaz reżysera jest wiarygodny, ponieważ film oparty jest na autobiografii Jana Guillou będącej bestsellerem w Skandynawii (w Szwecji przeczytały ją ponad dwa miliony ludzi)[13]. Ekranizacja Hafstroma też odniosła międzynarodowy sukces. Film otrzymał wiele nagród na festiwalach  i nominowany był do Oscara w kategorii Film nieanglojęzyczny

                 Erik i jego oprawca Otto - przedstawiciel zła w powojennej Szwecji (Zło)

    Problem nietolerancji i zepsucia arystokratycznej elitarnej części społeczeństwa w bardzo sugestywny sposób unaocznia rewelacyjny duńsko-szwedzki Festen Thomasa Vinterberga z 1998 roku, będący pierwszym dzieckiem Dogmy 95[14]. Centralnym wydarzeniem jest w filmie uroczystość 60. urodzin, zamożnego  biznesmana Helge. Na wystawnym przyjęciu w pięknym rodzinnym zamku pojawiają się zaproszeni goście. Wszystko zdaje się iść zgodnie z planem – przy suto zastawionym stole prowadzone są kurtuazyjne rozmowy. Spokój burzy wyznanie syna jubilata Christiana, który wszem i wobec ogłasza, że jako dzieci on i jego siostra bliźniaczka Linda byli molestowani przez ojca! Mężczyzna oskarża ojca o przyczynienie się do śmierci Lindy, która popełniła samobójstwo,  nie mogąc poradzić sobie z bolesnymi wspomnieniami z przeszłości. Christian wznosi toast za człowieka, który zabił moją siostrę. Za mordercę. Potwierdza to, odczytany później przez Helene, samobójczy list Lindy, w którym zmarła pisze: Tata znowu mnie gwałci. Znowu w moich snach. Dłużej tego już nie zniosę. Odejdę. Powinnam to zrobić dużo wcześniej. Co więcej, Christian obwinia też matkę, która wiedząc o wszystkim, nie starała się pomóc dzieciom. Wyznania  te  wywołują  szereg wzajemnych oskarżeń, kłótni,  a  nawet  aktów przemocy. Vintenberg po mistrzowsku stopniowo zagęszcza atmosferę, sprawiając, że widz staje się jednym z uczestników przyjęcia. Jest niczym gość, który kibicuje protagoniście Christianowi. Wsparcie wydaje się być mu potrzebne,   bowiem    rodzina    wytacza    ciężkie    działa naładowane   obłudą, zepsuciem, fałszem  i nietolerancją. Ten dramatyczny rodzinny konflikt wartości nakreśla prawdziwy obraz elity duńskiego społeczeństwa. Potwierdza to Jan Olszewski na łamach Filmu: Wydaje się, że reżyser Vinterberg zdecydował się na interpretację społeczno-polityczną[15]. W istocie, bohaterowie to reprezentanci dwóch przeciwstawnych światów. Pierwszy, reprezentowany przez ojca  i większość rodziny to świat zdeprawowanych posiadaczy. Drugi to świat czysty, świat ludzi pracy. Christian może liczyć na pomoc pokojówki, kelnera i przyjaciela  z dzieciństwa - szefa kuchni Kima. Więc praca uszlachetnia, posiadanie uwieprzowia. Taka, mocno marksistowska, jest konkluzja filmu[16]. Duńskie państwo dobrobytu, przyczyniając się do wzrostu zamożności społeczeństwa, pośrednio przykłada rękę do jego zepsucia. Reżyser uważa też, że  nie grzeszące tolerancją państwo, propaguje rasistowskie nastroje wśród obywateli. Dania już od wielu lat zaliczana jest do krajów, które na pomoc zagraniczną przeznaczają największy odsetek PKB. Obecnie Dania przeznacza na ten cel około 0,8% PKB[17]. Należy jednak pamiętać, że pomoc zagraniczna zawsze musi się opłacać darczyńcy. Władze Danii hojnie wspierają biednych, ponieważ chcą ograniczyć krajowy napływ emigrantów z ubogich państw Afryki czy Azji, którzy stali się nie lada problemem dla całej Skandynawii. Motywacje te doskonale odzwierciedla Festen. W trakcie przyjęcia przybywa narzeczony Helene – czarnoskóry Gbatokai. Brat Christiana i Helene Mikael lekceważy Gbatokaia, a wręcz uznaje go za intruza. Nie potrzebujemy Cię tu (…). Nie potrzeba nam muzyki. Żadnej trąbki. Jedź do domu - wyprasza gościa Mikael. Kiedy Helene staje w obronie partnera, Mikael kontratakuje: Jak śmiesz zapraszać tę czarną małpę na urodziny mojego ojca.  Reżyser wprowadzając czarnoskórego bohatera wzmacnia przekaz i niejako odwraca, zbudowane na stereotypach, role społeczne. W Festen czarny jest uczciwy, a dobry i biały zły  i obłudny. Gbatokai okazuje się więc być jednym z najbardziej pozytywnych bohaterów. Dzięki niemu Helene uświadamia sobie zepsucie rodziny, przechodzi na stronę Christiana i razem z narzeczonym wspiera brata. Stawanie w obronie Christiana nie wychodzi Gbatokaiowi na dobre. Zostaje on zwymyślany przez agresywnego Mikaela, który wraz z resztą rodziny śpiewa piosenkę o rasistowskich (sic!) słowach: Niedawno widziałem czarnucha, mówił strasznie dziwnie i miał kolczyk w nosie. Zapytałem kto ty jesteś i dlaczego twoje nogi są całe we smole? (…) niedawno widziałem Indianina z ogniście czerwoną twarzą, mówił strasznie dziwnie…. Mimo całego zepsucia bohaterów, Vintenberg daje im, a tym samym części duńskiego społeczeństwa, cień nadziei na zmianę. Rankiem ojciec przeprasza za krzywdy jakie wyrządził swoim dzieciom. O nadziei świadczą też sceny przywołujące postać Lindy. Christian po bójkach z rodziną traci przytomność i pada na ziemię. Nagle, w tej totalnej ciemności, słyszy swe powtarzane szeptem imię i przez chwilę widzi twarz zmarłej siostry. Obecny w Festen transcendentny (wielokrotnie kamera zdaje się być oczami Lindy, która obserwuje wszystko  z góry) kontakt ze zmarłą siostrą wprowadza do filmu - nareszcie! - prawdziwy świat alternatywny, gwarantujący zaporę przeciw inwazji wieprzów[18].

               Czarnoskóry Gbatokai ofiarą nietolerancji ze strony zepsutego Mikaela (Festen)


Ksenofobię Skandynawów w sugestywny sposób ukazuje Roy Anderson, w szwedzkim filmie pt. Pieśni z drugiego piętra z 2000 roku. Film jest niczym kalejdoskop przeplatających się obrazów i postaci, które powracają, by zakomunikować światu kolejną krytyczną uwagę reżysera. W jednej ze scen imigrant zostaje brutalnie wyrzucony na ulicę, następnie bity przez przechodniów, tylko dlatego, że swoim wyglądem odbiega od kanonu tradycyjnej szwedzkiej urody! W groteskowy sposób Anderson ukazuje też instytucje opieki społecznej. Akcja jednej ze scen rozgrywa się na krawędzi skalistego urwiska, gdzie instytucje społeczne, reprezentowane przez duchownych i ministrów, ze stoickim spokojem obserwują zrzucanie dziecka w przepaść[19]. Czyżby od czasów starożytnych Spartan, którzy w ten sam sposób eliminowali niepełnowartościowe dzieci ze społeczeństwa, Skandynawowie niczego się nie nauczyli?
Do podobnych negatywnych konkluzji, ale dotyczących duńskiego społeczeństwa, doszedł też von Trier w Królestwie. Zapytany o to skąd przyszedł mu do głowy taki tytuł serialu, odpowiedział: Tak właśnie nazywa się szpital  w Kopenhadze. A poza tym doszedłem do wniosku, że dla międzynarodowej widowni pomysł królestwa wywodzącego się z Danii może być interesujący. Królestwa - jak wszyscy wiedzą - skażonego panującym w Królestwie Duńskim zepsuciem[20].
   Obrazem, który najlepiej oddaje liczne paradoksy skandynawskiego państwa dobrobytu i w pełni potwierdza stawiane wcześniej tezy o przeregulowaniu  i dehumanizacji systemu jest norweski film Jensa Liena pod wymownym tytułem Kłopotliwy Człowiek z 2006 roku. Idealną ilustracją muzyczną filmu mogłaby być piosenka zespołu Myslovitz pt. Mieć czy Być. Film opowiada historię Andreasa, który wybrał być i poniósł za to bardzo surową karę. Bohater z pustkowia trafia do nowoczesnego biurowca w centrum Oslo, gdzie rozpoczyna  pracę  księgowego.  Nowa   firma  to   świat   pięknych,   młodych   i  bogatych, dla których największym problemem i głównym tematem dyskusji podczas lunchu, jest urządzanie mieszkania. To z pozoru beztroskie życie, jednego  z najbogatszych społeczeństw świata, odarte jest z jakichkolwiek emocji. Reżyser w tragikomiczny sposób pokazuje, jak główny bohater próbuje znaleźć namiastkę szczerych, ludzkich uczuć. Nie jest to zadanie łatwe, ponieważ wszystko co nosi znamiona emocji jest zwalczane, a łacińską premię Homo sum humani nihil a me alienum esse puto czyli Człowiekiem jestem i nic co ludzkie mi obce nie jest można by sparafrazować i powiedzieć Człowiekiem jestem i wszystko co ludzkie jest mi obce. Bohaterom filmu obce są prawdziwie uczucia, które ukryte są głęboko pod szczelną maską fałszu i dążenia do doskonałości. Wśród tych tych Andreas próbuje znaleźć prawdziwą miłość. Niestety związek z koleżanką z pracy - Anne okazuje się pomyłką. Kobieta nie odwzajemnia uczucia jakim darzy ją Andreas. Kiedy mężczyzna oznajmia jej, że się zakochał w innej kobiecie – Ingeborg,  Anne  z  kamienną   twarzą,  zainteresowana   programem   o...wystroju wnętrz, pyta tylko Dlaczego? A na informacje o tym, że Andreas zamierza się wyprowadzić przypomina, że w sobotę mają gości i z uśmiechem na twarzy odpowiada, że będzie wdzięczna jeżeli wyprowadzi się po sobocie! Przecież wszystko musi być idealne, a znajomi nie mogą wiedzieć, że coś jest nie tak! Niestety Ingeborg niewiele różni się od swojej poprzedniczki.  Andreas zaprasza dziewczynę na romantyczną kolację do eleganckiej restauracji. Spotkanie obsługuje świta kelnerów, a o nastrój dba meksykańska kapela. Kobieta na pytanie Andreasa czy jest dla niej ważniejszy od innych mężczyzn, z którymi się spotyka(!) odpowiada Jesteś bardzo miły, ale inni  też są tak samo bardzo mili. Tę tragikomiczną sytuację dopełnia to, że Ingeborg mogłaby się wprowadzić do Andreasa bo miło jest mieć większe mieszkanie i wannę, a nie tylko prysznic!  W końcu zdesperowany bohater pragnąc jakichkolwiek prawdziwych przeżyć (nawet śmierci!) rzuca się pod pociąg metra. Gdy wychodzi cały zakrwawiony  z tunelu, zostaje zabrany przez służbę porządkową, która pilnuje, żeby na ulicach Oslo nie było biednych, brzydkich, nieszczęśliwych, chorych czyli po prostu kłopotliwych ludzi. Wkrótce Andreas w starej piwnicy spotyka Huga. Piwnica jest miejscem, które daje nadzieję na zaznanie prawdziwych przeżyć. W obdrapanym pomieszczeniu, zamiast ascetycznych, designerskich mebli, są stare obrazy  i dziesiątki świecących żarówek. Hugo i Andreas, by dostać się do świata, jaki pamiętają z dzieciństwa, przez wiele dni z mozołem wykuwają w betonowej ścianie tunel. Przecież zapach ciasta i kakao oraz wrzask bawiących się dzieci godne są największego poświęcenia. Kiedy Andreas dosłownie jedną ręką jest  w tym wymarzonym, pełnym prawdziwych emocji  świecie, po raz kolejny do akcji wkracza ekipa porządkowa, która wyciąga bohatera z tunelu. Andreas zostaje osądzony przez znajomych z pracy, których przedstawicielka mówi że Większość ludzi  jest tutaj szczęśliwa….Jesteśmy z tego dumni. Kara za pragnienie czegoś więcej niż tylko szczęścia jest bardzo surowa. Niepokorny kolega zostaje przetransportowany na pustkowie, z którego przybył, a następnie wywieziony  w autobusowym luku bagażowym na daleką północ kraju, gdzie panuje nieustanny mróz i zamiecie śnieżne. Wydaje się to być skuteczną przeszkodą mającą zapobiec ewentualnemu powrotowi bohatera do Oslo. Przecież na kolejne propagowanie prawdziwych uczuć i burzenie status quo norweskiej stolicy, jej piękni, szczęśliwi mieszkańcy nie mogą sobie pozwolić.  Reżyser poprzez splot absurdalnych, ale jakże wymownych sytuacji zdaje się pytać norweskie społeczeństwo, czy w dążeniu do bogactwa i dobrobytu po drodze czegoś nie utraciło? Szczególnej krytyce wydaje się być poddane pokolenie młodych trzydziestoletnich zdolnych i bogatych juppies, u których snobizm, konsumpcjonizm prowadzą do zaniku podstawowych potrzeb i uczuć  takich jak rodzina, szczerość czy miłość.

       Służby porządkowe Oslo pilnują żeby jakiś kłopotliwy człowiek nie zakłócał idylli norweskiej stolicy (Kłopotliwy człowiek)

Ostatnią tendencją ukazywania państwa dobrobytu w kinie jest skupianie się tylko na jego pozytywnym wymiarze. Ta koncepcja jego prezentacji jest jednak najmniej popularna i z badawczego punktu widzenia owe pozytywne obrazy  są chyba mniej interesujące. Jako przykład można wskazać tu na Dzieci z Frostmofjället z 1945 roku w reżyserii Rolfa Husberga. Jak pisze Hynek Pallas: Obraz ten miał być dowodem funkcjonowania w praktyce idei tak zwanego domu ludowego, którym według wizji socjaldemokratów miało być państwo[21]. W filmie obserwujemy wyidealizowane dzieci – zawsze grzeczne, uczynne serdeczne, obowiązkowe, lojalne wobec siebie, zadbane i czyste nawet wtedy, kiedy mieszkają pod gołym niebem.



[1] H. M. Hernes, Obywatelstwo kobiet w skandynawskim państwie dobrobytu w: Nordycki model demokracji i państwa dobrobytu, red. T. S. Edvardsen, B. Hagtvet,  PWN, Warszawa 1994, s. 84., s. 262.
[2] Ibid., s. 262.
[3] Ibid., s. 263.
[4] J. Kozielicki, Szczęście po szwedzku, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974, s. 14.
[5] A. Piotrowska, Buntownik z Wyboru, Tygodnik Powszechny, nr 51-52/2003, s. 21.
[6] To, że tak naprawdę wszyscy w głębi duszy jesteśmy dziećmi, dobitnie potwierdza też amerykański reżyser Todd Field w filmie pt. Małe dzieci z 2006 roku.
[7] A. Majer, op. cit., s. 264.
[8] Ibid., s. 266.
[9] Ibid., s. 270.
[10] A. Piotrowska, Buntownik z Wyboru, ,,Tygodnik Powszechny”, nr 51-52/2003, s. 21.
[11] Ibid., s. 21.
[12] H. Pallas, Nowe kino szwedzkie, Ha!Art, Kraków 2009, s. 79.
[13] http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=16895&sekcja=1
[14] Dogma 95 to manifest artystyczny duńskiej awangardowej grupy twórców filmowych, podpisany 13 marca 1995. Manifest ten to rodzaj deklaracji, którą złożyli w pubie w Kopenhadze: Thomas Vinterberg, Lars von Trier, Kristian Levring i Soren Kragh-Jacobsen. Wzywają w nim m.in. do odrzucenia perfekcjonizmu na rzecz pokazywania żywych emocji. Prawda o człowieku ma być, według autorów manifestu, ważniejsza niż techniczna doskonałość obrazu.
[15] J. Olszewski, Festen – recenzja, ,,Film”, nr 7/1999, s. 36.
[16] Ibid., s. 36.
[17] OECD Journal on Development  Development Co-operation - 2006 Report - Efforts and Policies of the Members of the Development Assistance Committee Volume 8 Issue 1, s. 124.
[18] J. Olszewski, Festen – recenzja, ,,Film”, nr 7/1999, s. 36.
[19] H. Pallas, op. cit., s. 71.
[20] http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=410&sekcja=4
[21] H. Pallas, op. cit., s. 16.



środa, 12 stycznia 2011

Państwo dobrobytu w kinie skandynawskim - część 2

Drugi nurt przedstawiający socjaldemokratyczny model polityki społecznej  w kinie, odnosi się do szerszego kontekstu problemu i portretuje państwo dobrobytu jako źródło niepokojów społecznych.  Wynikają one zarówno  z ideowego podłoża systemu a także z samych rozbieżności pomiędzy jego założeniami a rzeczywistością, która  w pewnych obszarach podważa zasadność modelu. Problemy te najczęściej i najdociekliwiej są podejmowane przez kino szwedzkie. Opinię tę podziela Aleksander Kwiatkowski: Ton politycznego zaangażowania i protestu wobec sytuacji społecznej, odbijającej się rosnącą potęgą scentralizowanego rządu, pobrzmiewa mocno w kinie szwedzkim końca lat 60-tych[1].
 Niepokoje społeczne ukazane są w dwóch filmach Szweda Bo Widerberga - Dzielnicy kruków z 1963 roku i Ǻdalen 31 z 1969 roku. Reżyser osadza akcję obu w zbliżonym okresie historii Szwecji. Są to lata 30. XX wieku, kiedy kiełkowały idee modelu socjaldemokratycznego. Obydwa filmy ukazują przedwojenną Szwecję (można ją utożsamiać tu z całą Skandynawią) jako kraj nękany licznymi problemami i jako kraj, w którym znaczna część społeczeństwa to ludzie biedni. Główny bohater Dzielnicy kruków to ambitny, młody chłopak Anders, który próbuje odmienić swój, do bólu, przewidywalny los. Wyrwanie się, z jakże nieprzychylnej rzeczywistości, nie jest łatwe. Mimo to, bohater decyduje się podjąć próbę i opuszcza dzielnicę, którą odwiedzają już tylko kruki. Odważne zachowanie Andresa można postrzegać, jako swoisty symbol konieczności podjęcia walki o lepszą przyszłość. Taką walkę podejmują też bohaterowie Ǻdalen 31. Film opowiada o autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce latem 1931 roku w Ångermanlandii[2]. W małym miasteczku na północy Szwecji doszło do 24-godzinnego strajku robotników. Manifestanci zostali spacyfikowani przez wojsko, które sprowadzili lokalni fabrykanci. W wyniku akcji zginęło 5 robotników,  a wielu zostało rannych.  Widerberg w obu filmach udowadnia, że wybór czasu akcji nie był przypadkowy. W latach 30. społeczeństwo i elity władzy zaczęły postulować podjęcie fundamentalnych reform. Wypadki w Ǻdalen reżyser komentuje: Był to niewątpliwie najważniejszy konflikt społeczny, jaki przeżywała Szwecja. Nie chciałem jednak pokazać tego co, się wówczas wydarzyło. Mój film jest przestrogą i to nie tylko dla Szwecji[3]. Lata, kiedy  w powietrzu czuć było zbliżająca się wojnę, Widerberg opisuje jako czas, który zadecydował historycznie o kierunku rozwoju Szwecji: to wówczas właśnie socjaldemokracja odniosła zwycięstwo  w wyborach, zażegnując groźbę narastającego faszyzmu i kładąc kres przeciągającemu się kryzysowi gospodarczemu[4].  Co ciekawe, reżyser nie pozostawił swoich sądów w latach 30. i w obu filmach zaznaczył historyczną ciągłość poruszanych problemów, które mimo zmian, pod wieloma względami były nadal aktualne.  Reżyser uważa, że rządzący od lat 30. socjaldemokraci dzisiaj jednak są konserwatystami. Szwecja nie rozwiązała bynajmniej wszystkich problemów społecznych. Jest krajem chorym. Władza należy do kilkunastu potężnych rodzin, nie do robotników[5].
Również naczelny szwedzki skandalista lat 60. Vilgot Sjöman w swoich filmach odwołuje się do funkcjonowania szwedzkiego państwa i bynajmniej nie jest to jego afirmacja. W filmie o dosyć zagadkowym tytule 491  Sjöman winą za degenerację młodzieży obarcza głównie nieskuteczny system opieki społecznej[6]. Bohaterami filmu są reprezentanci tak zwanej trudnej młodzieży. Czas spędzają na piciu, kradzieżach i uprawianiu przemytu. Personifikacją felernego systemu jest  w filmie skorumpowany inspektor, który zdaje się pogłębiać deprawację młodych bohaterów.
Trudna młodzież z filmu 491.

Nieprzychylny stosunek do modelu szwedzkiego reżyser prezentuje także w kontrowersyjnym filmie pt. Jestem ciekawa – w kolorze żółtym z 1967 roku. Zdaniem A. Kwiatkowskiego celem Sjömana było zarejestrowanie w swobodnej formie filmowego eseju zmian politycznych  i socjalnych, jakie zaszły w szwedzkim społeczeństwie w ciągu trzydziestu lat rządów socjaldemokracji[7]. Środkiem do osiągnięcia tego celu jest niewątpliwie Lena. To typowa reprezentantka pokolenia buntowników połowy lat 60. Bohaterka stara się dociec prawdy w kwestii tego, czy szwedzkie społeczeństwo jest nadal klasowe i czy jakikolwiek sens ma polityczny pacyfizm? Reżyser wysyła Lenę na ulicę, by skonfrontowała swoje wątpliwości z opiniami zwyczajnych ludzi. Bohaterka przybiera postawę prowokatorki. W jednej ze scen pyta turystów wybierających się do Hiszpanii: Dlaczego jedziecie do faszystowskiego kraju generała Franco?[8]. Opinie przechodniów nie zadowalają Leny, dlatego rozmawia z tak znanymi osobistościami, jak Martin Luter King, radziecki poeta Jewgenij Jewtuszenko, czy ówczesny minister komunikacji Olof Palme[9]. Sjöman, dzięki dociekliwości swojej bohaterki, udowadnia, że dotychczasowe przekonania i ideały wojującej części szwedzkiego społeczeństwa są niedostosowane do nowej rzeczywistości  i zmian zachodzących w państwie. Wymownym symbolem gotowości do porzucenia swojego pacyfizmu i niedojrzałości jest scena wbicia przez Lenę dwóch sztyletów w oczy ukazanego na portrecie generała Franco. W drugiej części dylogii pt. Jestem ciekawa - w kolorze niebieskim[10] bohaterka dochodzi do podobnych wniosków. Demonstruje to odjeżdżając rowerem w kierunku przeciwnym niż pochód protestujących studentów. Ponadto cześć niebieska skupia się na krytyce szwedzkiego systemu więziennictwa[11].
Temat systemu penitencjarnego reżyser podjął także w filmie pt. Kłamiecie!   z 1969 roku. Film nakręcono w więzieniu Langholm. Obraz utrzymany jest   w mieszanej fabularno-dokumentalnej konwencji.  Sjöman negatywnie odnosi się do systemu więziennictwa w Szwecji. Zakład karny, to zdaniem reżysera, obskurne miejsce, gdzie panują bardzo trudne warunki życia[12].
Filmem podobnym do obrazów Sjömana jest autorski debiut pt. Przemoc Szweda Lasse Forsberga z 1969 roku. Główny bohater Przemocy - młody Norweg Knut Nielsen z pewnością znalazłby z Leną z Jestem ciekawa….wiele wspólnych tematów. Tak jak ona, nie ma stałego źródła utrzymania, bo wierzy w siłę anarchistycznego światopoglądu.  Boi się też utraty niezależności i zaczepia na ulicy nieznajomego, by podyskutować o ideologii i państwie[13]. I tu drogi obydwojga buntowników zaczynają się rozchodzić. Lena zrozumiała swoją niedojrzałość, a Knut niestety nie. Bohater wdaje się w bójkę, po tym jak oskarża bogatego mężczyznę o hamowanie procesu wyzwolenia socjoekonomicznego.   W rezultacie Knut zostaje uznany za obłąkanego i umieszczony w zakładzie psychiatrycznym. Film Forsberga też odwołuje się do przywar szwedzkiego systemu opieki psychiatrycznej, o których pisałem przy okazji dyskusji nad kryzysem modelu państwa dobrobytu.
Knut Nielsen w szponach państwa dobrobytu (Przemoc).

Zarówno filmy Sjömana, jak i obraz Forsberga utrzymane są  w prowokacyjnym tonie. Krytycy filmowi i znawcy szwedzkiego ustroju ganili reżyserów za gorzki i niesprawiedliwy portret kraju trzech koron.  Obraz państwa, jako wroga publicznego numer 1, uznano za przesadzony. Mimo to, Forsbergowi dzięki tak ostremu tonowi, udało się ukazać alienację w szwedzkim systemie społecznym[14]. Uwydatnił także najbardziej typowe cechy wywodzącej się z ruchu Nowej Lewicy, grupy społecznej. Ponadto, wątek zamknięcia Knuta w szpitalu psychiatrycznym, nie jest zupełnie odosobniony. Lata 60., nie tylko  w Skandynawii, ale i w innych krajach rozwiniętego świata, to era mody na resocjalizowanie ponadprzeciętnych i odstających od reszty jednostek. Problem ten dobrze pokazuje choćby kino amerykańskie.
We współczesnym kinie skandynawskim doniosły głos w dyskusji na temat państwa dobrobytu zabiera też Lukas Moodysson, w zrealizowanym ze Stefanem Jarlem filmie dokumentalnym Terroryści - film o skazanych. Dokument zainspirowany jest wydarzeniami, które miały miejsce w czerwcu 2001 roku   w Göteborgu. Reżyser filmował wtedy demonstrację antyglobalistów. Policja zaatakowała pokojowo nastawionych demonstrujących. Film to zapis wywiadów z uczestnikami przemarszu dopełniony o sceny z zamieszek[15]. Przekaz dokumentu umacniają sceny głodujących mieszkańców Afryki, wybuchy bomb, czy umierający ludzie. Twórcy wyraźnie sugerują, że szwedzkie państwo dobrobytu, tak ostro wypowiadając się przeciwko antyglobalistom, popiera skutki globalizacji A to właśnie globalizacja prowadzi do wzrastania dysproporcji rozwojowych i wykorzystywania biednych przez bogatych. Takie działania wpływają na ubóstwo i głód w Afryce oraz potęgują konflikty zbrojne. Film pokazuje też, wręcz skandaliczne, działania aparatu państwowego, który przetrzymuje w więzieniu antyglobalistów i zabrania im jakichkolwiek kontaktów oraz dopuszcza się nadinterpretacji wielu dowodów[16] (kolejny raz krytyka systemu więziennictwa). Ponadto władze nie przeprowadziły dochodzenia,  a priori zakładając, że zamieszki wywołali antyglobaliści, co potwierdza moje wcześniejsze rozważania nad  bolączkami wymiaru sprawiedliwości w Szwecji. Tymczasem materiał nakręcony przez Moodyssona wskazuje na policję jako agresora. Bohaterowie dokumentu to w większości zwyczajni ludzie, którzy krytykują szwedzką policję, piętnują obłudę państwa dobrobytu i kapitalistyczną demokrację[17]. Należy jednak zauważyć, że sami twórcy to buntownicy, a ich dokument jest nieco subiektywny. Nie ma w nim żadnej relacji policjanta, sędziego czy przedstawiciela władz. Są tylko poszkodowani.
Szwedzcy stróże prawa są też bohaterami popularnych w kraju trzech koron filmów policyjnych. Wiele z nich to ekranizacje cieszących się w Szwecji dużym powodzeniem powieści kryminalnych, czego przykładem jest choćby seria filmów, będących ekranizacją przygód komisarza Kurta Wallandera - słynnego bohatera kryminałów Henninga Mankella, czy wyświetlany niedawno na ekranach polskich kin film Nielsa Ardena Oplev’a pt. Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, zrealizowany na podstawie prozy Stiega Larssona.
Chyba najpopularniejszym bohaterem szwedzkich filmów kryminalnych jest jednak policjant Martin Beck - bohater serii Powieści o zbrodni autorstwa  Maji Sjöwall i Pera Wahlöö. Komisarz Beck jest główna postacią ponad 30 filmów, a kolejne są trakcie produkcji. Filmowa seria dobrze oddaje zamysł duetu Sjöwall-Wahlöö, który na kartach swych powieści, przeprowadza głęboka analizę mieszczańskiego społeczeństwa dobrobytu. Sami pisarze uważają, że chodzi im     o analizę, w której próbujemy pokazać powiązania przestępczości z politycznymi   i ideologicznymi doktrynami[18]. Martin Beck, to bohater, który żyję na skraju społeczeństwa, utracił kontakt z najbliższym otoczeniem i sprzeniewierzył się socjaldemokratycznej idei współpracy. Tym samym, podobnie jak Stig Inge czy Elling, też jest to człowiek nieco wyobcowany, z tą różnica, że bunt przeciwko państwu wykształcił w nim nie wyuczoną bezradność, tylko daleko posuniętą niezależność. Hynek Pallas twierdzi, że: Socrealistyczne obrazy i krytyka społeczna, które wypełniały wcześniejsze szwedzkie filmy policyjne, pokazywały raczej ciemną stronę państwa dobrobytu[19].  Podobne odczucia ma filmoznawca Daniel Brodén, który w pracy pt. Ciemna strona Domu Ludowego dowodzi, że dopiero kino lat 90. zaczęło eksponować przeżycia osób dotkniętych przemocą. Wcześniej kręcono filmy o przestępcach, będących ofiarami społeczeństwa. Według lewicy lat 60. i 70. to przestępcy byli ofiarami. W ogóle nie pokazywano tych, którzy zostali obrabowani albo napadnięci[20]. Słowa te potwierdzają przywoływane wcześniej teorie, mówiące o szczególnym znaczeniu równości  w państwach skandynawskich. W latach 60. i 70. przybrały one między innymi formę szczególnego akcentowania praw przestępców.

Część trzecia już wkrótce ;))

[1] A. Kwiatkowski,  Film skandynawski, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986, s. 172.
[2] H. Pallas, Nowe kino szwedzkie, Ha!Art, Kraków 2009, s. 27.
[3] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 203.
[4] Ibid.,  s. 172.
[5] Ibid., s. 203.
[6] Ibid., s. 173.
[7] Ibid., s. 196.
[8] Ibid., s. 196.
[9] Olof Palme był też dwukrotnie premierem Szwecji –od 1969 do 1976 i od 1982 do 1986, kiedy został zastrzelony przez Christera Petterssona .
[10] Obydwa filmy serii powstawały w tym samym czasie,  przez dwa lata praktycznie bez scenariusza, dzięki improwizacji i pomysłowości ekipy. Czterogodzinny zapis, reżyser podzielił na dwie części, nieco prowokacyjnie wyróżniając je kolorami szwedzkiej flagi.
[11] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 197.
[12] http://movies.nytimes.com/movie/159508/Ni-Ljuger/overview
[13] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 202.
[14] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 202.
[15] Ibid., s. 267.
[16] Ibid.
[17] A. Kwiatkowski, op. cit., s. 268.
[18] H. Pallas, op. cit., s. 152.
[19] Ibid., s. 157.
[20] Ibid.