niedziela, 3 października 2010

Rozważania nad skandynawskim modelem państwa dobrobytu


Jest słoneczny mroźny poranek. W ogromnej sali sztokholmskiego sądu kłębią się setki osób nerwowo oczekujących na kolejną odsłonę jednego  z największych widowisk ostatnich 20 lat.  Nagle rozmowy ustają, na moment zapada cisza. W oddali słychać kroki zbliżającego się składu sędziowskiego. Po chwili sędziowie wkraczają do sali. To znak, że za chwilę rozpocznie się następna rozprawa wielowątkowego, zawiłego procesu, którego celem jest ustalenie odpowiedzi na kilka nurtujących pytań. Czy skandynawskie państwo dobrobytu przeżywa kryzys? Czy model państwa dobrobytu przystaje do nowej rzeczywistości? Czy państwo dobrobytu nie ingeruje zanadto w życie obywateli? Czy państwo dobrobytu ogranicza wolność? Czy państwo dobrobytu potrzebuje gruntownej reformy? W jakim kierunku powinna iść ta modernizacja? Setki pytań, ekspertyz, zeznań, przesłuchań, poszlak, dowodów wyłaniają się z opasłych akt sprawy, a jednoznacznych odpowiedzi wciąż brak. Jak w każdym procesie są i pozwani i powodowie. Na ławie oskarżonych zasiadają głównie socjaldemokraci, którzy zbudowali państwo dobrobytu, a potem rzekomo doprowadzili do jego kryzysu. Tak przynajmniej twierdzi druga strona – liberałowie, partie prawicowe i cała rzesza innych przeciwników państwa dobrobytu. Socjaldemokraci wykazują silne wzburzenie, bo od ponad 20 lat nie mogą zrozumieć, jakim cudem ktoś próbował zaatakować ich osławione dziecko. No właśnie jak?
    Z zakurzonych, pożółkłych (w końcu minęły już dwie dekady) akt sprawy wynika, że za kryzys odpowiedzialna jest w dużej mierze zapaść ekonomiczna w państwach skandynawskich. Jej początków upatruje się już w latach 70. XX wieku. Stagnacja gospodarcza przeciągnęła się na lata 80. i 90. Kryzys wyjątkowo boleśnie doświadczył też Szwecję. W ciągu trzech lat 1991-1993 produkt krajowy brutto obniżył się łącznie o 6%. Należy dodać do tego wysokie bezrobocie sięgające w 1993 roku 8% siły roboczej. W praktyce udział osób pozbawionych pracy sięgnął 13%[1].
Podczas jednej rozpraw w drugiej połowie lat 90. obszerne zeznania złożył sam Assar Lindbeck - przewodniczący specjalnej komisji, do głównych zadań której należało wyznaczenie kierunków przeobrażeń i programu naprawczego dla Szwecji[2]. Lindbeck zeznał, że on i jego koledzy skupili swoją uwagę na dwóch podstawowych aspektach: deregulacji rynku finansowego oraz silnemu przegrzaniu szwedzkiej gospodarki w drugiej połowie lat 80.. Przejawem tego kryzysu było między innymi występowanie 1,5% bezrobocia przy niedoborze siły roboczej w wielu regionach Szwecji[3]. Postawiony w krzyżowy ogień pytań o powody Lindbeck, użył bardzo interesującej argumentacji. Ekonomista ten uznał, iż podnoszone przez nich rażące błędy nie są nie wyrazem wadliwości systemu tylko odstępstwa od niego[4].
Przeglądając kolejne tomy natrafiam na zeznania socjaldemokratów, które zdają się potwierdzać słowa Lindbecka. Z akt wynika bowiem, że pozwani jako przyczynę owego odstępstwa wskazują krótkotrwałe okresy rządów nie-socjaldemokratycznych partii, kiedy to dziwnym zrządzeniem losu, Szwecji przytrafiły się dwa okresy spowolnienia gospodarczego[5]. Sąsiednia strona to riposta środowisk prawicowych. Uważają oni, że kryzys pogłębiły działania socjaldemokratów, którzy doprowadzili do nadmiernego rozrostu biurokracji, co okazało się bardzo kosztowne. Argument ten bardzo często przewija się na setkach stron akt sprawy.
Na obecnej rozprawie, kolejni przeciwnicy państwa dobrobytu, też mówią o przeregulowaniu  hamującym rozwój prywatnej inicjatywy i ograniczającym wolność jednostki.  Bardzo interesujące jest zeznanie jednego z socjologów. Mężczyzna uważa, że o kryzysie państwa dobrobytu mogą świadczyć też zjawiska z zakresu sfery stosunków społecznych. To osłabienie idei solidarności   społecznej i tzw. wyuczona bezradność[6]. Sens jego wywodu sprowadza się, do stwierdzenia, że państwo przyucza człowieka do tego, że nie musi martwić  i troszczyć się o swój los. Biegły uważa, że nawet wśród lewicy można bez problemu znaleźć autorów potwierdzających jego słowa. Np. lewicowi badacze problemu Piven i Clovard twierdzą, że programy państwa dobrobytu czynią ludzi niezdolnymi do działania. Podobny pogląd reprezentują dwaj inni teoretycy Offe i Habermas, którzy uważają, że prawie wszystkie funkcje pełnione przez państwo mają charakter represyjny, a w każdym razie prowadzą do wyobcowania. Jednym z przejawów owego buntu jest chęć uwolnienia się od wszechobecnego państwa dobrobytu. Socjolog prezentuje dane pokazujące, że coraz więcej osób, szczególnie tych osiągających wyższe dochody, zaczęło unikać dobrodziejstw szwedzkiego systemu poprzez rezygnację z państwowego szkolnictwa, opieki zdrowotnej i ubezpieczeń, na rzecz prywatnej strefy. Ta dezercja z reżimu dobroci rozwinęła czarny rynek, który wyeksmitował słowo podatki z umysłów obywateli w równie czarną otchłań świadomości. Wszyscy obecni na sali w skupieniu słuchają interesującego wywodu jakże wnikliwego badacza społecznego. Zdenerwowani obrońcy  państwa dobrobytu co rusz wnoszą sprzeciwy, a zaciekawiony sąd sprowadza ich do parteru za pomocą magicznego oddalam. Sam zeznający też oddala się ze swoimi myślami, próbując  ukazać je    w szerokiej perspektywie. Jednak, aby ją zrozumieć trzeba cofnąć się myślami kilka dekad wstecz. Jedną z pierwszych przyczyn kryzysu państwa dobrobytu był światowy kryzys…..ekonomiczny, który pojawił się na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Doprowadził on do zmiany systemu wartości i sprzyjał rozwojowi postaw życiowych wyrażających się w dbałości o własny interes, a nie interes ogółu. Z biegiem czasu skandynawska wspólnota narodów, kultur i dziejów stawała się więc przeregulowanym stowarzyszeniem samodzielnych jednostek nastąpiły więc zmiany, które na sztandary wyniosły wartości indywidualistyczne i utylitarne, osłabiając tym samym idee solidarności społecznej. W parze   z kryzysem szły procesy globalizacji i rewolucja technologiczna. Doprowadziły one do zaostrzonej konkurencji, zmniejszenia popytu na siłę roboczą   i do restrukturyzacji sektorowej. Na tym kończy się porywający wywód błyskotliwego socjologa. 
    Na arenę słowa wkraczają obrońcy państwa dobrobytu, którzy mówią, że rzekomego kryzysu państwa opiekuńczego nie odzwierciedlają dane statystyczne dotyczące szeroko rozumianej jakości życia, która w Skandynawii jest najwyższa na świecie. Tak wysoki poziom, życia to zasługa naszej wieloletniej pracy i wysokich wydatków socjalnych - mówią. Rzeczywiście, przeglądając zestawienia różnych mierników jakości życia, trzeba przyznać obrońcom państwa dobrobytu rację.

Jeżeli porównamy jeden z najbardziej miarodajnych wskaźników poziomu życia, czyli wspominany już Wskaźnik Rozwoju Społecznego (HDI)[7], to słuszność będzie niewątpliwie po stornie zwolenników państwa dobrobytu. Kraje skandynawskie od wielu lat są w ścisłej czołówce rankingu HDI.  Swoją wysoką pozycję Skandynawia zawdzięcza choćby wynoszącej około 80 lat średniej długości życia, czy bardzo wysokiemu rozwojowi gospodarczemu. Socjaldemokraci podkreślają, że to wysokie wydatki socjalne i rozbudowany wachlarz świadczeń społecznych bezpośrednio przyczyniły się do skandynawskiego dobrostanu. Odpierają zarzuty o to, że ten rzekomy dobrobyt oparty jest na wysokich podatkach, bo niemoralne jest porównywanie pieniędzy z jakością życia, która jest przecież wartością autoteliczną. 

Co więcej, zdaniem socjaldemokratów wysokie wydatki publiczne trafiają do wielu grup społecznych, nie naznaczając nikogo i nie skazując na zapomnienie. Równość to prawo do jednakowo wysokich standardów życia. Słowa te potwierdzają dane statystyczne. Najlepszym wskaźnikiem równości dochodowych w społeczeństwie jest współczynnik Giniego[8]. Państwa skandynawskie należą do krajów o najniższym jego wartościach. Szwecja i Norwegia są w trójce najbardziej egalitarnych społeczeństw na świecie.



Imponująca kombinacja danych statystycznych, z powagą i precyzją prezentowanych na rozprawie wskazuje, że socjaldemokratyczny model polityki społecznej to jeden z najlepszych i najskuteczniejszych jakie kiedykolwiek powstały. Z liczbami trudno dyskutować, ale są rzeczy, których nie da się zmierzyć prostą miarą i przedstawić za pomocą jednoznacznych wskaźników. Jak powiedział żydowski profesor Aaron Levenstein: Statystyka jest jak kostium bikini: pokazuje wiele, ale nie pokazuje najważniejszego. No właśnie. Skandynawskie państwo dobrobytu na pozór nie ma się czego wstydzić, ale mimo to niezwykle trudne jest uchylenie rąbka bikini, tak by dostrzec to, co   w rzeczywistości jest powodem całej dyskusji nad kondycją państwa dobrobytu Socjaldemokraci, jak przystało na prawdziwych twardzieli, próbują jednak zgłębić tajemnicę czterech pięknych dam czyli Szwecji, Norwegii, Danii i Islandii. Elementem tej nieco zadziornej kokieterii jest też raport Rady Nordyckiej zatytułowany: Przed czym stoi nordycki model? Dyskusja o przyszłości nordyckiego modelu państwa dobrobytu w świetle globalnej rywalizacji ekonomicznej. O samym raporcie i dalej o meandrach państwa dobrobytu w niedalekiej przyszłości ;))




[1] A. Lindbeck, Individual Freedom and Welfare State PolicyEuropean Economic Review, nr 3/1988, s.32.
[2]R. A. Cloward, F .F. Piven, The New Class War: Reagan's Attack on the Welfare State and Its Consequences, Phanteon Books, Nowy Jork 1985, s.21.
[3] H. M. Hernes, Obywatelstwo kobiet ..., s.84.
[5] Wspólnota (niem. Gemeinschaft) i  stowarzyszenie (niem. Gesellschaft). to zdaniem niemieckiego socjologa Ferdynanda Tönniesa dwa typy zbiorowości społecznejWspólnota to rodzaj stosunków społecznych oparty przede wszystkim na woli organicznej, czyli głównie na emocjach. Łączy jednostki, rozumiane jako pełne osobowości, na podstawie bliskości emocjonalnej i ogarnia całe ich życie. Stowarzyszenie to rodzaj stosunków społecznych o charakterze formalno-rzeczowym, opartych na woli arbitralnej czyli na racjonalnej kalkulacji, umowie oraz wymianie (regulowanych przez formalne prawo).
[5] S.Rudolf, Kontrowersje wokół państwa opiekuńczego na przykładzie Szwecji, w: Socjalne aspekty społecznej gospodarki rynkowej, Materiały konferencyjne, Wisła 3-5 czerwca 1996,  red. E.Okoń-Horodyńska, Akademia Ekonomiczna im. Karola Adamieckiego, Katowice 1996
[7] Miernik opisujący efekty w zakresie społeczno-ekonomicznego rozwoju poszczególnych krajów.  Do obliczenia HDI wykorzystywane są następujące mierniki podstawowe: oczekiwana długość życia, ogólny wskaźnik skolaryzacji brutto dla wszystkich poziomów nauczania, wskaźnik umiejętności czytania ze zrozumieniem i pisania i PKB per capita w USD, liczony według parytetu nabywczego waluty (PPP $). Państwa o wskaźniku równym: od 1 do 0.90 uważane są za kraje o bardzo wysokim rozwoju społecznym, od 0,90 d0 0,80 – o wysokim rozwoju społecznym, od 0,80 do 0,50 – o średnim rozwoju społecznym i poniżej 0,50 o niskim rozwoju społecznym.
[8]Miernik odzwierciedlający nierówności dochodowe w danym społeczeństwie. Im wyższy współczynnik Giniego tym mniej egalitarne społeczeństwo. Indeks wynoszący 0 oznacza idealna równość w dystrybucji dochodów a równy 100 idealną nierówność.







środa, 4 sierpnia 2010

Szwed idzie do lekarza...czyli słów kilka o służbie zdrowia państw skandynawskich...


Ciosani z twardszego drewna  tak w latach 60. ubiegłego wieku mówiono w Szwecji o mieszkańcach Norrlandii najbardziej na północ wysuniętej części kraju[1]. Położona z dala od miejskich spalin, zgiełku, smogu kraina niezliczonych jezior, lasów, jawiła się niczym leczniczy balsam dla duszy i ciała. Tymczasem zatłoczony stołeczny Sztokholm niekorzystnie wpływał na kondycję swoich mieszkańców, którzy najczęściej musieli korzystać z pomocy lekarza.  I nie byłoby nic osobliwego w tej statystyce gdyby nie fakt, że 40 lat później okazało się, że najzdrowsi są mieszkańcy stolicy, a obywatele nieskazitelnie czystej Norrlandii wyjątkowo chorowici i cherlawi. Przyczyną tego paradoksalnego przetasowania jest paradoksalnie…państwo dobrobytu. W Szwecji przeregulowanie trybików wielkiej machiny państwa dobrobytu sprawiło, że Szwedzi zapomnieli jaki jest sens służby zdrowia: skutecznie leczyć ludzi. A same machiny służby zdrowia państw skandynawskich wydają się być dosyć skomplikowane.
Na początek nieco o Norwegii. Najważniejszym elementem norweskiego systemu służby zdrowia jest lekarz pierwszego kontaktu, który jest odpowiedzialny za świadczenie potrzebnych usług medycznych w stosunku do osób ze swojej listy. Sprawuje on też pomoc natychmiastową. Ponadto taki lekarz współpracuje z pozostałymi instytucjami funkcjonującymi w ramach podstawowej służby zdrowia, a także z oddziałami opieki społecznej, jeśli jest taka potrzeba ze strony mieszkańców znajdujących się na jego liście. W zależności od konkretnego przypadku i sytuacji chorego, lekarz pierwszego kontaktu, podobnie jak polski lekarz rodzinny, może skierować pacjenta do odpowiedniego specjalisty. Mogą to być prywatni specjaliści kontraktowi, specjaliści, którzy przyjmują w regionalnym centrum medycznym, przy poliklinice przyszpitalnej  lub poliklinice pozaszpitalnej. W regionalnym centrum medycznym specjalistyczna opieka medyczna i podstawowa służba zdrowia skupione są w jednym miejscu. W przypadkach, które wymagają hospitalizacji, zarówno psychiatrycznych jak i somatycznych, pacjent kierowany jest do szpitala, zarówno publicznego jak i prywatnego. Pacjent sam może wybrać, w którym szpitalu chce być leczony. Anja Larsen, czterdziestokilkuletnia mieszkanka Narviku musi dokonać wyboru kliniki, w której przejdzie operację stawu biodrowego. Anja nie jest jednak zanadto zmartwiona tym, że na dworze srogi mróz, a każda dłuższa wyprawa z domu to ból i obciążenie dla chorego stawu. Do Anji przybywa więc przedstawiciel służby zdrowia, z którym wspólnie załatwia wszelkie formalności dotyczące wyboru placówki. Skądże znowu! Tak robiło się w Norwegii kiedyś, ale nie dziś! Anja siada więc przed ekranem monitora i na stronie www.sykehusvalg.no sama wybiera miejsce leczenia[2]. Zaznacza chorobę na liście pojawiającej się po wskazaniu dziedziny – Zdrowie Fizyczne (Fisysk Helse). Następnie wskazuje dział - ortopedia, z którego wybiera nazwę zabiegu, któremu zostanie poddana. Potem wybiera region w którym mieszka, czyli Helse Nord. Pojawia się lista kilkudziesięciu placówek, które wykonują wskazaną operację. Obok nazwy miejscowości podany jest czas oczekiwania na zabieg w konkretnej placówce oraz data aktualizacji. Często widnieje też przewidywany czas leczenia. W większości przypadków można znaleźć placówkę, która wykona zabieg za 3-4 tygodnie, a w odniesieniu do niektórych dolegliwości nawet za tydzień. Można wybrać też leczenie w prywatnych szpitalach, które zawarły umowę z regionalnymi oddziałami służby zdrowia. Ze względu na swoje wyspecjalizowanie, szpitale te stają się coraz bardziej popularne. Funkcjonuje wiele takich specjalistycznych szpitali, do których można się zwrócić, w zależności od zaawansowania stanu choroby pacjenta.. Te publiczne koordynowane są przez regionalne centra służby zdrowia ( Helse Nord, Helse Midt-Norge, Helse Vest og Helse Sør-Øst ) i to na nich spoczywa odpowiedzialność za specjalistyczne usługi medyczne dla ludności swojego regionu [3]. Charakterystyczną cechą norweskiego systemu służby zdrowia jest szeroka profilaktyka w myśl zasady mówiącej, że lepiej zapobiegaćniż leczyć. Bogata Norwegia, swego czasu, w ramach owej profilaktyki zaczęła płacić swoim obywatelom za każdy przejechany na rowerze kilometr. Większa aktywność fizyczna to przecież mniejsza zachorowalność na choroby serca  i układu krążenia.
Przyszedł czas na powrót do serca modelu socjaldemokratycznego  - Szwecji.   Będzie ciekawej, co wcale nie oznacza, że będzie łatwiej.  Wręcz przeciwnie, Szwecja szykuje się do przeprowadzenia ważnej reformy służby zdrowia, które ma być odpowiedzią na pojawiające się w ostatnich latach rysy na kryształowym wizerunku szwedzkiej służby zdrowia. Zanim jednak o rysach, najpierw o strukturze samego kryształu, czyli w tym wypadku koncepcji szwedzkiej służby zdrowia ukazanej od strony teoretycznej.
Jak przystało na modelowe państwo opiekuńcze Szwecja gwarantuje swoim  równy dostęp do opieki zdrowotnej oraz jej wysoki poziom.  Podstawowym szczeblem opieki zdrowotnej są w Szwecji  przychodnie rejonowe, udzielające obywatelom świadczeń w razie choroby lub obrażeń nie wymagających hospitalizacji. Szwedzkie przychodnie zdrowia są obowiązane do udzielenia pomocy pacjentowi w dniu zgłoszenia, a okres oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty nie może przekraczać 3 miesięcy. W przeciwieństwie do pozostałych państw regionu, w Szwecji to nie instytucja lekarza rodzinnego (domowego) zyskała szczególnie na popularności. Lekarz pierwszego kontaktu zazwyczaj nie kieruje całym procesem leczenia i nie pełni, jak w innych krajach, roli swoistego przewodnika w systemie. Na wizytę do specjalisty można zgłosić się bez skierowania lekarza opieki podstawowej. Rozwiązanie to nie należy do najkorzystniejszych, bowiem wielu pacjentów nadużywa  dobrodziejstwa leczenia specjalistycznego oraz nadmiernie korzysta z usług pogotowia i porad szpitalnych podczas ostrych dyżurów[4]. W Szwecji nadal główną rolę w służbie zdrowia pełni sektor publiczny, w ramach którego zatrudnionych jest aż 90% lekarzy. Sektor prywatny wraz z zakładową służbą zdrowia stanowi jedynie uzupełnienie sieci publicznych przychodni rejonowych. Planowana reforma ma zwiększyć udział sektora prywatnego oraz wzmocnić rolę lekarza rodzinnego. Gdzie wiec należy szukać wspomnianych rys szwedzkiego systemu opieki zdrowotnej?
Okazuje się, że źródłem problemów jest decentralizacja systemu. Po reformach lat 90. system opieki zdrowotnej opiera się na odpowiedzialności władz lokalnych czyli landstingów (landstignet)[5]. Organizacja, która usiłuje w najdrobniejszych szczegółach kierować najdelikatniejszą z działalności, spowodowała jedne z najdłuższych kolejek do lekarza w Europie. Maciej Zaremba w obszernym reportażu na temat bolączek szwedzkiej służby zdrowia uważa, że powierzenie langstigom decydowania o wydatkach na służbę zdrowia, która musi konkurować o środki z zakresu komunikacji regionalnej i uniwersytetów ludowych było otwarciem puszki Pandory[6]. Wyrazistym przykładem tej rywalizacji, jest głosowanie prezydium langstigu, które decydowało o tym czy sfinansować operację wszczepienia implantów słuchowych dwóm  niesłyszącym nastolatkom czy może zbudować centrum wzornictwa  w Åre? Zwyciężyło centrum stosunkiem głosów 12:1. To i inne nieszczęścia rozpleniły się i zadomowiły w systemie służby zdrowia, który ma być oczyszczony za pomocą zapowiadanej reformy.
Przeregulowanie w regionalnych systemach służby zdrowia doprowadziło do ogromnej biurokracji. Ten swoisty przerost formy nad treścią swoje apogeum osiągnął w położnym w środkowej części Szwecji regionie Jämtland (Jemtlandii). W bardzo rzadko zaludnionej[7] graniczącej z Norwegią krainie,  brakuje lekarzy, za to na jednego mieszkańca przypada dwa razy więcej „strategów” niż w innych miejscach Szwecji[8]. Zarządzaniem jednym szpitalem, 28 niewielkimi przychodniami i kilkoma innymi obiektami zajmuje się, bagatela, 360 urzędników. Ta mająca bardzo mgliste pojęcie o rzeczywistości jemtlandzkiej służby zdrowia armia strategów w ramach wszechobecności opiekuńczego państwa, postanowiła odciążyć lekarzy i bardzo dokładnie zorganizować im pełen cieplarnianych warunków system, w na co dzień zimnej Jemtlandii. Urzędnicy, którzy przecież znają się na wszystkim najlepiej, zapomnieli że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Pracownicy służby zdrowia, którym narzucono zbiurokratyzowaną i odhumanizowaną hybrydę systemową, sami przypłacili to zdrowiem. Sekretarka chorobowa w Jemtlandii ma ponad dziesięciokrotnie wyższą absencję chorobową niż robotnik w Bawarii[9]. W całej służbie zdrowia Jemtlandii jest zatrudnionych ponad 150 asystentów i asystentek. Przeciętnie są oni na zwolnieniu dwa miesiące w roku! Okazuje się, że pozycję regionu w tej niechlubnej statystyce windują też pracownicy innych sektorów. I nie ma się czemu dziwić, bo jak uważa członek LO - Bo Ohlström, wysoka absencja jest biernym protestem przed złym warunkom pracy lub złym warunkom społecznym w ogóle[10]. Tym bardziej, że szwedzki system wyjątkowo sprzyja wszelkim nadużyciom. Początków syndromu chorych Szwedów można doszukiwać się w latach 70., kiedy mogli sobie na to pozwolić, bo było ich stać. W 1974 roku tajemnicza niemoc przekroczyła magiczną granicę 100 milionów dni chorobowych. A psycholog Lars Andersson pisał, że wysoka absencja jest dobra i w związku z tym musimy mieć prawo odczuwać dyskomfort jako chorobę[11]. Na długą listę chorób będących podstawą zwolnienia trafiły też wypalenie, wyczerpanie, chroniczne zmęczenie, a nawet szwedzka specjalność czyli nadwrażliwość na prąd. Co więcej, szwedzcy pracownicy są na tyle lojalni wobec swoich pracodawców, że uprzedzają ich o przyszłej niedyspozycji i zwolnieniu. W listopadzie 2002 roku policjanci z Bolänge zapowiedzieli, że w styczniu 2003 roku wszyscy będą chorzy i w związku z tym wykorzystają przysługujące im zwolnienie zdrowotne. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo w Szwecji chory znaczy przecież tyle samo co niezadowolony. W krainie obłożnie chorych jest jednak miejsce, w którym pracownicy są wyjątkowo zdrowi, tym samym ośmielając się zaniżać jemtlandzki rekord. Jest to osławiony na cały region ośrodek opieki w Oviken. Zaledwie 2,8 dnia absencji na jednego zatrudnionego wydaje się być czymś nieosiągalnym? A jednak udało się! Równie nierealna zdaje się być sytuacja, kiedy pracownicy nie biorą wolnego nawet przy wysokiej gorączce, tylko zamieniają się ze sobą dniami.  Cud w Oviken dokonał się jednak całkiem niedawno, bo jeszcze kilka lat temu opiekunki z ośrodka cierpiały na liczne choroby ze szwedzkiego zestawu narodowego. Co było powodem tak drastycznego przejścia od depresji do radosnej pewności siebie? Cudu dokonała reforma, która zastąpiła zbiurokratyzowany, niedostosowany do realiów system langstigu nowym, bardziej elastycznym i korzystnym zarówno dla pracodawców, jak i pracowników porządkiem. Okazało się, że najlepszym lekarstwem na szwedzkie choroby jest zmniejszenie wszechwładzy państwa dobrobytu, które niczym orwellowski Wielki Brat chce wiedzieć i kontrolować wszystko. Tym bardziej, że państwo to, samo strzela sobie gola centralizując standardy dobrobytu. Obietnice takich samych pensji, podatków czy cen jak w stołecznym Sztokholmie, oznaczają bowiem, że samowystarczalna Jemtlandia jest czymś nierealnym. Wspominana reforma służby zdrowia oraz dyskusja nad przyszłym kształtem skandynawskiego państwa dobrobytu dążą  do zwiększających partycypację obywateli, rozwiązań.


[1] M. Zaremba, Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji, Wołowiec 2008, s.77.
[4] Warunki życia i pracy w krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego – Szwecja,  s. 36.
[6] M. Zaremba, op. cit., s. 103.
[7] Gęstość zaludnienia w regionie Jämtland wynosi zaledwie 2,6 osób/km².
[8] M. Zaremba, op. cit., s. 89.
[9] Ibid., s. 66.
[10] Ibid., s. 75.
[11] Ibid., s. 76.



poniedziałek, 26 lipca 2010

Skandynawskie upiory.....czyli Ångest w kinie skandynawskim.....


Życie bez odrobiny napięcia i szczypty adrenaliny miałoby gorszy smak.  Z półki z przyprawami czasami sięgamy więc po słoiczek z napisem strach. Dawkujemy go po kropelce, bo lubimy się bać, ale bać się bezpiecznie. Takiego  małoinwazyjnego strachu dostarcza nam oglądanie filmów. Osobiście polecam tu kino skandynawskie, które często kusi bonusem o tajemniczej nazwie ångest. Jest to irracjonalny strach przypominający o nieuchronności losu i odpowiedzialności jednostki wobec nadprzyrodzonej jurysdykcji[1]Ångest to motyw silnie zakorzeniony w skandynawskiej kulturze.
Wiele wątków ściśle oddających ten charakterystyczny dla Skandynawii lęk obecnych jest w filmach najwybitniejszego szwedzkiego reżysera Ingmara Bergmana. O sympatii Bergmana do tego motywu świadczy inscenizacja Upiorów Henryka Ibsena. W końcowej scenie pani Alving stoi przed dylematem, czy podać swojemu choremu na zmiękczenie mózgu synowi śmiertelną dawkę morfiny. Bergman, inscenizując powieść Ibsena, poszedł dalej i kazał próbę tę wykonać.Tadeusz Sobolewski uznaje ångest za jeden z wyznaczników  twórczości reżysera  i uważa, że na pamięć znamy główne motywy światopoglądu Bergmana: między człowiekiem a człowiekiem jest przepaść; wokół człowieka jest ciemność; w nim    – lęk[2].
       Śmierć i Ångest są przewodnimi motywami Siódmej Pieczęci z 1957 roku. Już sam czas akcji filmu – średniowiecze  jest bardzo dobrym tłem do snucia opowieści o lęku i śmierci. W wiekach średnich hasło memento mori czyli pamiętaj o śmierci, było namacalną dominantą ludzkiego życia. Tytuł filmu odwołuje się do biblijnej apokalipsy, której słowa czytane są w zakończeniu dzieła Bergmana.  Bohaterem Siódmej Pieczęci jest rycerz Antonius Glock, który po powrocie z wyprawy krzyżowej spotyka Śmierć w osobie starszego mężczyzny w czarnej pelerynie. Personifikacja ta pozwoliła Bergmanowi na bardzo wyraźne i sugestywne oddanie klimatu i przesłania filmu. Śmierć upomina się o rycerza. Ten proponuje Morii partię szachów wiedząc, że z góry skazany jest na porażkę. Jednak czas partii szachów, to czas na pokonanie kryzysu wiary  i poszukanie odpowiedzi na nurtujące pytania. Scena gry w szachy ze śmiercią należy do kanonu najsłynniejszych i najwybitniejszych ujęć w historii kina. Ångest w filmie potęguje też epidemia dżumy, która zbierała śmiertelne żniwo wśród średniowiecznych społeczeństw Europy. Celem każdego człowieka była wówczas walka o własne życie, prowadzona zgodnie z zasadą: Cel uświeca środki. Wydaje się więc, że paremia Homo hominis lupus est (Człowiek człowiekowi wilkiem) była wtedy nadzwyczaj aktualna. Winą za zarazę najczęściej obarczano Żydów, którzy stawali się kozłami ofiarnymi i byli masowo mordowani. Życie w tak okrutnej rzeczywistości nie jest łatwe, o czym reżyser umiejętnie przekonuje widza kolejnymi scenami. W jednej z nich Block i jego giermek spotykają procesję biczowników. W innej rozmawiają z oszalałą ze strachu dziewczyną, która ma zostać spalona na stosie jako rzekoma przyczyna zarazy – czarownica. Motyw śmierci silnie powiązany jest z wątkami biblijnymi. Bohaterowie spotykają na swojej drodze rodzinę kuglarzy, która zdaniem Aleksandra Kwiatkowskiego jest alegorią świętej rodziny. Block symbolicznym zrzuceniem figur z szachownicy ratuje ulicznych artystów przed śmiercią. Witold Jakubowski twierdzi, że film Bergmana można traktować jako parabolę ludzkiego życia, w którym człowiek do końca stara się poznać tajemnicę bytu. Lęk bohatera jest odwiecznym lękiem towarzyszącym ludzkości[3]. Reżyser nie pozostawia jednak widza bez podania panaceum na śmierć. W recepcie Bergmana widać wyraźnie nakreśloną nazwę zbawiennego medykamentu, którym jest miłość. Zdaniem niektórych krytyków upersonifikowana Śmierć powraca  w innym filmie Bergmana. Chodzi tu o postać garbatego kościelnego Frövika z Gości Wieczerzy Pańskiej.
        Motyw śmierci i ångest reżyser kontynuuje w swoim następnym filmie pt. Tam gdzie rosną poziomki z 1957 roku. Jego akcja toczy się w ciągu jednego dnia. Głównym bohaterem jest profesor Izaak Borg, który obchodzi jubileusz pracy naukowej. W związku z tym, udaje się w podróż do Lund, gdzie otrzymać ma doktorat honoris causa. Owa wyprawa to między innymi podróż ku śmierci, obecnej w świadomości, naznaczającej stare, wyblakłe fotografie, a przecież odsuniętej jeszcze w czasie[4]W jednej ze scen profesor odwiedza sędziwą matkę, której mieszkanie pełne jest pamiątek z przeszłości świadczących  o upływającym czasie i przypominających o bliskiej śmierci. Konieczność odejścia na tamten świat, nie daje o sobie zapomnieć i wdziera się do snów profesora. W śnie Borga zegarki nie mają wskazówek, co symbolizuje bezczasowość i śmierć. Profesor spotyka też ciemno ubraną postać  o zdeformowanej twarzy, która rozpada się po dotknięciu bohatera w ramię. Jeszcze dobitniej ångest ukazany jest poprzez karawan, z którego wypada trumna ze zwłokami Borga. Allan Hobson twierdzi, że mamy do czynienia  z przepowiednią, co rodzi w efekcie nagromadzenia zwiastunów śmierci. Intencją Bergmana było ustanowienie tonacji filmu – rozliczenia się z życiem[5]. Lęk przed śmiercią wydaje więc kryć za sobą lęk przed pustką i bezsensem życia,  przez co determinuje myśli głównego bohatera.
      Ångest jest też istotnym wątkiem filmu Bergmana z 1976 roku pt. Twarzą w twarz. To trudne wyzwanie stawania twarzą w twarz reżyser rzuca Jenny Isaksson, znanej lekarce pracującej w klinice psychiatrycznej. Pod maską spokoju i lekkiego cynizmu kobieta kryje w sobie silny lęk. Stan ducha bohaterki jest trafnie zdiagnozowany podczas rozmowy twarzą w twarz z pacjentką szpitala  -  Marią. Zdaniem Jenny lęk i strach podopiecznej jest nienaturalny, jest niczym gra. Maria uważa, że to gra z zasadami opracowanymi przez Jenny, którą pacjentka tylko naśladowała. Skrywany lęk wiedzie lekarkę na skraj psychicznej wytrzymałości, zwieńczonej próbą samobójstwa. Jenny ma bowiem silne poczucie winy, które ukształtowało się w dzieciństwie, kiedy surowi dziadkowie musieli zastąpić tragicznie zmarłych rodziców (znów śmierć). Lęk przed śmiercią dotyczy też innych bohaterów filmu. Młody aktor Mikael Stromberg wręcz chorobliwie obawia się o własne życie. Ångest jest też obawą o szerszym desygnacie. To lęk skandynawskich społeczności końca XX wieku.Modernistyczne i bogate narody po części budują swój dobrobyt na wrogości   i współzawodnictwie. Karen Horney zdaje się potwierdzać tę tezę. Autorka pisze, że kultura współczesna opiera się na indywidualnym współzawodnictwie.(….) Wynikiem potencjalnego napięcia między ludźmi jest ciągły lęk – lęk przed ewentualną wrogością innych, wzmocniony jeszcze lękiem przed karą za wrogość. Innym ważnym źródłem lęku u zdrowego człowieka jest perspektywa porażki. (…) Prowadzi to nie tylko do zagrożenia ekonomicznego, ale także do utraty prestiżu   i wszelkiego rodzaju frustracji emocjonalnych[6]. 
Takich frustracji doznaje też bohater innego filmu Bergmana pt. Z życia marionetek z 1980 roku. Peter zdaje sobie sprawę, że jego życiem kieruje nieustanne napięcie. Świadomość tę oddają wypowiedziane do żony słowa: Wiem, że każdy nieporządek zagraża mojemu starannie przemyślanemu systemowi bezpieczeństwa. Lęk doprowadza bohatera do załamania nerwowego, skutkującego wizytami u psychiatry. Film jest swoistą analizą degeneracji psychiki współczesnego człowieka. Analizą mentalnej atrofii, której sprzyja lęk.
   Ostatnim filmem Bergmana, w którym wyraźnie zaznacza się motyw lęku  i Ångest jest Fanny i Aleksander z 1982 roku. To wielowątkowa saga rodziny Ekdahlów żyjącej w prowincjonalnym szwedzkim miasteczku - Uppsali  w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Rodzina mieszka w przestronnym, wielkim domu pełnym stylowych mebli i bibelotów i ciepłych kolorów. Bardzo podobnym to domu babci Bergmana - Anny Akerblom, w którym mały Ingmar mieszkał  całymi miesiącami.  Świat przedstawiony w filmie widzimy oczyma  11-letniego Aleksandra. Chłopca dotyka wielopłaszczyznowy lęk. Z jednej strony jest to lęk nieco metafizyczny i oniryczny. To strach przed niepewną przyszłością i przypadkowością losu dodatkowo wzmagany śmiercią ojca – Oskara, który ukazuje się synowi jako duch. Z drugiej strony lęk ma wymiar bardziej namacalny i fizyczny. Jest to obawa przed surowym ojczymem – biskupem Edvardem Vergerusem. Pojawienie się duchownego jest początkiem koszmaru Aleksandra  i jego młodszej siostry Fanny. Ojczym stosuje wyszukane tortury psychiczne i bije rodzeństwo. Aleksander zostaje zamknięty na strychu, aby miał okazję przemyśleć swoje postępowanie. Ciemne, budzące strach pomieszczenie w pałacu  biskupa, wzmaga w chłopcu strach. Jest to też lęk przed samotnością  i opuszczeniem. Po wyprowadzeniu z rodzinnego domu, dzieci tracą kontakt   z całą rodziną i rówieśnikami, a matka Emilia poświęca coraz mniej uwagi ich problemom. Ślepo zakochana w biskupie, jest mu posłuszna i podporządkowana.  Film jest portretem psychiki dziecka, które zmuszone jest do egzystowania   w obcym świecie dorosłych. Świecie któremu musi ulec. Jedynym ratunkiem jest ucieczka w świat wyobraźni. Film to studium emocji wyjątkowego dziecka, czyli małego Ingmara Bergmana. Dom Vergerusa jest bardzo podobny do rodzinnego domu twórcy – surowego ascetycznego wnętrza sztokholmskiej plebanii, w której nikt nie mógł sprzeciwić się równie surowemu Erikowi Bergmanowi – ojcu reżysera. Twórca opisywał swój lęk przed nim. Nasze wychowanie opierało się  w przerażającej mierze na pojęciach takich jak grzech, przyznanie się do winy, kara, przebaczenie i łaska, na konkretnych czynnikach w stosunku do dzieci  i rodziców między sobą i z Bogiem. (…) Kary były zatem czymś oczywistym, nigdy nie kwestionowanym. Mogły być szybkie i proste jak policzek lub klaps po tyłku, ale były też bardzo pomysłowe, z pokolenia na pokolenie coraz bardziej wyrafinowane.(…) Istniała ponadto swoista dotkliwa kara, która mogła być bardzo nieprzyjemna dla dziecka udręczonego lękiem przed ciemnością,   a mianowicie dłuższe lub krótsze zamknięcie w specjalnej komórce[7]. Wypowiedź reżysera jest kluczem do tej części jego twórczości, w której lęk i strach to jeden  z wątków przewodnich. 

    Jednak zanim powstała twórczość Bergmana w kinie skandynawskim też można było zaobserwować obecność irracjonalnego strachu, czy lęku przed śmiercią. Pierwszym godnym uwagi obrazem poruszającym tę tematykę jest szwedzki Furman Śmierci Victora Sjörströma z 1921 roku. Ta adaptacja powieści Selmy Langerlöf została uznana przez ówczesnych krytyków za arcydzieło. Głównym bohaterem filmu jest alkoholik David Holm, który swoim nałogiem doprowadził żonę i dzieci do samobójstwa. Bohater spędza sylwestra na cmentarzu, gdzie opowiada kolegom zbliżonego pokroju legendę o woźnicy śmierci. W końcu  wstawieni panowie rozpoczynają bójkę, podczas której David traci przytomność. Wtedy przybywa do niego furman śmierci wiozący nie tylko strach, ale i skruchę. W filmie, podobnie jak w Siódmej pieczęci, pojawia się upersonifikowana śmierć. To ubrany w ciemny płaszcz mężczyzna z kosą. Reżyser zastosował bardzo nowatorskie retrospekcje uwydatniając je za pomocą pomysłowego oświetlenia   i wielokrotnego kopiowania zdjęć. Przyczyniło się to też do wyrazistego ukazania ludowego mistycyzmu. O popularności filmu świadczy to, iż w 1958 roku również w Szwecji powstał remake filmu o tym samym tytule.



 Naturalne wydaje się, że ångest nabiera szczególnego znaczenia w kinematografii związanej z II Wojną Światową. W całej Europie był to czas niepewności i lęku przed jutrem. Ową atmosferę bardzo umiejętnie ukazuje Alf Sjöberg w szwedzkim Z narażeniem życia z lat 1939-1940. Jest to alegoryczny film, którego akcja rozgrywa się w nieokreślonym państwie nadbałtyckim. Główna bohaterka Wanda działa w podziemnej organizacji i przewozi w dziecinnym wózku amunicję dla swojego kochanka Maxa, który handluje bronią. Kobieta nie odwzajemnia jednak uczuć Maxa. Zazdrosny mężczyzna śmiertelnie rani ją  w jednej z końcowych scen, kiedy miasto wyzwalane jest przez sojusznicze wojsko. Kwiatkowski uważa, że reżyser stworzył dzieło, które stało się artystycznym świadectwem niepokoju twórcy świadomego zagrożenia[8]. Ångest zbudowany jest tu na napięciu, nerwowych rozmowach i scenerii mrocznych pomieszczeń. Elementy te podkreślają i potęgują narastające niebezpieczeństwo. Pewna niejasność i nieokreśloność sytuacji harmonizowała ze stanem umysłów   w przededniu wojennej pożogi, podkreślając uniwersalną wymowę obrazu[9].
      Ångest w bardziej klasycznej formie obecny jest w duńskim Dniu gniewu Carla Th. Dreyera z 1943 roku. Lęk i śmierć wiążą się tu z wątkiem czarownicy. Pastor Pederson skazuje na śmierć oskarżaną o czary Martę, która przed wykonaniem wyroku rzuca klątwę na jego żonę Annę. Ta zakochana jednak  w swoim pasierbie, życzy mężowi śmierci. Wstrząśnięty poznaniem prawdy pastor, umiera na atak serca. Matka duchownego oskarża Annę o czary, która przy dźwiękach Dies irae idzie na śmierć. Film sugestywnie oddaje nastruj oczekiwania na nieuchronną śmierć. Według Kwiatkowskiego Dzień gniewu jest konsekwentnym rozwinięciem nurtu ponadczasowej refleksji nad losem człowieka skazanego na samotne ścieranie się z porządkiem ziemskim i przeciwstawianym mu porządkiem boskim[10].
We współczesnej kinematografii Skandynawii wątek irracjonalnego lęku można odnaleźć w twórczości Larsa von Triera. Duński reżyser wyraźnie odwołuje się do tego motywu w mini serialu z 1994 roku pt. Królestwo. Już prolog każdego odcinka wzbudza niepokój: Nikt z żywych jeszcze nie wie, ale brama Królestwa na powrót się otwiera. Tytułowe Królestwo to nazwa wielkiego kopenhaskiego szpitala. Został on zbudowany na mokradłach, na których niegdyś odprawiano dziwne obrzędy i rytuały. Mroczna przeszłość nieustannie daje o sobie znać i jest źródłem większości tajemniczych wydarzeń. Sam charakter miejsca - szpitala, gdzie codziennie umierają ludzie, dodatkowo potęguje serialowy ångest. Jedną z głównych inicjatorek lęku jest starsza pacjentka. Kobieta, odczuwając w szpitalu obecność duchów próbuje dociec, czy faktycznie istnieją i skąd pochodzą. Pacjentka wzywa duchy podczas organizowanych przez siebie seansów spirytystycznych. Udaje jej się nawiązać kontakt ze zmarłym dzieckiem. Jest to duch Mary, która umarła w 1919 roku w wyniku poparzenia kwasem. Reżyser z napięciem i tajemniczością ukazuje spotkania z duchem dziewczynki. Ångest związany jest też z małą pacjentką Moną, która w jednej ze scen przebywa w pokoju pełnym krwi. Królestwo von Triera okazało się udaną odpowiedzią Europejczyka na amerykańskie Miasteczko Twin Peaks Davida Lyncha. Obu reżyserom udało się bowiem stworzyć  zagadkowy serial ze sporą dawką inteligentnego strachu.


[1] A.Kwiatkowski, Film skandynawski, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986, s.11.
[2] T.Sobolewski, Bergman, ,,Kino”, nr 4/1991, s.19.
[3] W.Jakubowski, Lęk w filmie, Kraków 1997, s.68.
[4]A. Kwiatkowski, op. cit., s.151.
[5] A.Hobson, Obrazy snu i ich podłoże: filmy Bergmana a filozofia snu, tłum. A.Helman, „Kino”,  nr 5/1988, s.20.
[6] K.Horney, Neurotyczna osobowość naszych czasów, tłum. H.Grzegorzewska, Warszawa 1976, s.89.
[7] I.Bergman, Laterna magica, tłum. Z.Łanowski, Warszawa 1991, s.11-12.
[8] A. Kwiatkowski, op. cit.s.86.
[9] Ibid., s.86.
[10] Ibid., s.92-93.




czwartek, 22 lipca 2010

Bo we mnie jest Sex.....czyli seksualność w kinie skandynawskim....;)) - po rewolucji obyczajowej;)


Współczesne kino państw skandynawskich zazwyczaj kontynuuje liberalną stylistykę ukazywania seksualności nordyckich społeczeństw, zapoczątkowaną już w czasach obyczajowego przewrotu . Śmiałe sceny erotyczne są znakiem firmowym wielu filmów, które sex wręcz rozbijają na czynniki pierwsze.  Homoseksualizm, transwestytyzm czy masochizm to stałe elementy filmowych krajobrazów z różową zasłonką w tle. Są też twórcy, którzy nie mają odwagi jej odsłonić. Zamiast fizycznej eksploatacji ludzkiego ciała, seksualność budują na skomplikowanych relacjach uczuciowych, zgodnie z kierunkiem propagowanym przez samego Bergmana. Jednak najwięcej uwagi należy poświęcić tym, którzy nie dali się bezgranicznie uwieść ani sekretom ludzkiego ciała ani zakamarkom ludzkiej duszy. Umiejętnie łączą oni obydwie pokusy, dążąc do  realizacji filmów szerzej podejmujących tematykę seksualności.   Jednym  z  nich  jest młody szwedzki reżyser Lukas Moodysson.Talent Szweda w tym zakresie docenił sam Ingmar Bergman, który po obejrzeniu debiutu młodego twórcy - filmu z 1998 roku pt. Fucking Amal  nazwał go młodym mistrzem[1]. Bohaterowie filmów reżysera buntują się przeciwko światu i zastanej rzeczywistości. Artur Majer za Anitą Piotrowską i Janem Olszewskim wskazuje, iż trzy pierwsze filmy Moodyssona – Fucking Amal z 1998 roku, Tylko Razem z 2001 roku i Lilję 4-ever z 2003 roku można określić jako trylogię o dorastaniu[2].
W Fucking Amal seksualność ukazana jest przez pryzmat stereotypów i próby zaakceptowania przez nastoletnią Agnes swojej orientacji seksualnej. Bohaterka to ułożona i spokojna dziewczyna, którą fascynuje powszechnie lubiana Elin. Dramat dziewcząt zaczyna się od niewinnego pocałunku, którym Elin obdarza Agnes. Bohaterki, z powodu otaczającej ich rzeczywistości, próbują bronić się przed uczuciem. Małe miasteczko Amal zmusza je do postępowania niezgodnego z samym sobą. Niewielka społeczność wydaje się być bardziej zamknięta i mniej tolerancyjna. Wyrazem tego jest choćby scena, w której bohaterki chcą uciec do Sztokholmu – miejsca gdzie nie będą musiały się ukrywać i nikt nie będzie wytykał ich palcami. Moodysson w końcowej scenie filmu daje jednak do zrozumienia, że miłość i uczucia są najważniejsze i nie można się przed nimi bronić. Na oczach całej szkoły dziewczyny wychodzą z damskiej toalety trzymając się za ręce. Elin buntowniczo oznajmia wszystkim: Witam to moja nowa dziewczyna. Czy moglibyście nas przepuścić? Idziemy się pieprzyć. Słowa te świadczą, iż reżyser stawia tezę, że seksualność (w tym homoseksualizm) w małomiasteczkowej szwedzkiej kulturze przestaje być tematem tabu. Twórca potwierdza to również w scenie, w której matka Agnes tłumaczy jej małemu bratu co znaczy słowo lesbijka.


      W kolejnym filmie trylogii Tylko Razem reżyser kontynuuje wątek seksualności. Tym razem Moodysson skupia się na pokoleniu rodziców bohaterów z Fucking Amal[3].  Akcja filmu toczy się pod koniec 1975 roku w Sztokholmie. W komunie o nazwie Razem, w niewielkim domu mieszka pięcioro dorosłych i czworo dzieci. Mimo, że każdy z bohaterów uosabia inny aspekt seksualności, wszyscy zdają się przekonywać widza, że seksualność w kulturze szwedzkiej jest ściśle związana z wyzwoleniem uczuciowym  i ideologicznym. Goran i Lena żyją w dziwnym związku, w którym mężczyzna wydaje się nie mieć nic przeciwko temu, że partnerka zdradza go z innym. Anna, która rozwiodła się z Lasse, uświadamia sobie, że jest lesbijką i darzy uczuciem siostrę Gorana - Elizabeth. Klaus to samotny gej, który zabiega o względy Lassego. Do tej wybuchowej mieszanki postaci należą jeszcze para hipisów  - Signe i Sigvard, ich syn Mane (grany przez syna reżysera - Emila Moodyssona)   i siedmioletni Tet - syn Anny i Lassego. Dzieci wydają się być pod wpływem dorosłych i jak na swój wiek wychowywane są bardzo odważnie, w duchu rewolucyjnych przekonań i wszechobecnej seksualności. Przeciwwagę dla chłopców stanowią dzieci Elizabeth - Eva i Estephan.  Wyrwane z tradycyjnej rodziny, czują się zagubione w nowej rzeczywistości. W filmie Moodyssona seksualność wyrażana jest nie tylko przez to, co reprezentują sobą jego bohaterowie, ale także przez techniczne zabiegi samego reżysera. Twórca bez oporów, by nadać opowiadanej historii bardziej autentyczny charakter, pokazuje nagość bohaterów.   W jednej z początkowych scen filmu, w dużym zbliżeniu, ukazane są narządy płciowe Anny i Lassego. Moodysson nie krępuje się pokazywać bohaterów w stroju Adama i Ewy w filmie pt. Dziura  w sercu. Sceny ukazujące nagość, po raz wtóry, świadczą o postrzeganiu seksualności w Skandynawii w duchu liberalizmu. Użyłem terminu Skandynawii, ponieważ filmy z innych państw regionu też odznaczają się taką swoistą odwagą. Nie oznacza to jednak, że twórcom z innych krajów europejskich brakuje odwagi do realistycznego ukazywania seksualności. Jako przykłady warto wskazać Marzycieli Bernardo Bertolucciego z 2003 roku, czy Portret rodzinny we wnętrzu Luchino Viscontiego z 1974 roku. Oba filmy podejmują podobną tematykę do Tylko Razem, bowiem też opowiadają  o rewolucji seksualnej lat 60. i 70., ale w wydaniach  francuskim  i włoskim.




     Seksualność to też główny temat najnowszego filmu Moodyssona pt. Kontener z 2006 roku. Jest to opowieść o transwestycie, który odczuwa konflikt między swoją duszą i ciałem. Gruby, mało atrakcyjny mężczyzna czuje się małą    i delikatną Azjatką. Poszukuje zrozumienia samego siebie, ale także akceptacji otoczenia. Obrazom towarzyszy nieprzerwany monolog - delikatny i niezwykle przejmujący głos, który raz jest głosem mężczyzny, a raz kobiety. Niestety ten kolejny już film Moodyssona, o próbie akceptacji własnej seksualności, wydaje się mniej przekonywujący od poprzednich. Anita Piotrowska, która chwaliła reżysera za wcześniejsze filmy, tym razem wyraża swoją dezaprobatę: Moodysson znalazł przekonującą formę wizualną, by pokazać rozdwojenie bohatera, jego uwięzienie w ciele kogoś innego. Gorzej z komentarzem słownym. Wiadomo, że strumień świadomości (zwłaszcza rozdwojonej), rządzi się swoimi prawami, ale monotonia i banalność tego monologu najzwyczajniej mnie znużyły[4].
     Filmem bardziej odważnym od obrazów Moodyssona są Idioci Larsa von Triera  z 1999 roku. Obie produkcje opowiadają bowiem o grupie młodych ludzi - buntowników, którzy zamieszkują pod jednym dachem. U von Triera jest to bunt przeciwko snobizmowi i burżuazyjnemu stylowi życia. A buntownikami są mieszkańcy położonego pod Kopenhagą domu. Idioci to koprodukcja aż 5 państw (Danii, Szwecji, Francji, Holandii i Włoch) i zarazem drugi film zrealizowany zgodnie z zasadami manifestu Dogmy 95[5]. Dlatego wyróżnia go naturalizm, realizm, charakterystyczne zdjęcia i praca kamery. Naturalizm dotyczy też ukazywania seksualności.  Głównym zajęciem i największą rozrywką bohaterów (Susanne, Henrika, Jeppe, Josephine, Katrine, Peda, Migiela, Axela, Nany i Karen) jest publiczne udawanie idiotów nazywane przez nich spastykowaniem. Pozwala to na odkrycie niedocenianych walorów niedorozwoju umysłowego człowieka.  Jako idioci dostarczają sobie też innych rozrywek w postaci orgii seksualnych. Reżyser bardzo realistycznie, odważnie i bez skrępowania ukazuje jedną z takich orgii. Nagość w filmie pojawia się wielokrotnie, poza orgią ukazane są szczegóły przyspieszonego kursu korzystania z pisuaru dla Jeppe czy Stoffer - najpierw paradujący po kobiecej szatni miejskiej pływalni z członkiem w erekcji, a potem biegający nago po ulicy. Lars von Trier tłumaczył umieszczenie tych scen: Chcę,żeby widz w tym momencie poczuł szok, stracił orientację, czy jeszcze ogląda film fabularny, czy już coś, co się dzieje naprawdę (...). Erekcja jest takim właśnie szokiem, bo to jest coś, czego się normalnie nie pokazuje w filmach. A więc to już przestaje być film. To tak, jak kiedy się pokazuje dzieci czy zwierzęta. Wiadomo, że nie potrafią udawać, więc jeśli są zabawne na ekranie, to są też zabawne  w prawdziwym życiu. Z dorosłymi tak już nie jest, potrzebny jest jakiś wstrząs, żeby film otworzył się do widza. Poza tym, na litość boską, erekcja i stosunek to rzeczy w gruncie rzeczy dosyć pospolite[6]. Te rzekomo pospolite sceny składają się na seksualność w ujęciu czysto fizycznym – bez głębszych emocji, która  w filmie pojawia się zazwyczaj tylko pomiędzy idiotami. W przerwach, pomiędzy kolejnymi aktami swojego oryginalnego i szokującego przedstawienia, bohaterowie okazują się niedojrzali i nie potrafią nawiązać kontaktów seksualnych, zbudowanych na prawdziwych uczuciach. Świadczy o tym scena w której Josephine i Jeppe próbują okazać sobie bliskość. Niestety zdobywają się na to tylko jako idioci. Mężczyzna obejmuje i całuje dziewczynę z delikatnie mówiąc dziwnym wyrazem twarzy. Josephine zdobywa się jednak na wyznanie: Kocham cię. Jej twarz wydaje się być wtedy poważna i normalna. Słowom tym towarzyszą jednak łzy, będące wyrazem pragnienia prawdziwego uczucia, a nie tylko wyuzdanych orgii.  Lars von Trier już we wcześniejszym swoim filmie –koprodukcji aż 6 państw (Danii, Francji, Holandii, Islandii, Norwegii i Szwecji) pt. Przełamując fale z 1996 roku, ukazuje seksualność w sposób bardzo naturalistyczny. Świadczy o tym scena stosunku seksualnego nowożeńców Bess   i Jana. Tyle tylko, że w przypadku Przełamując fale, seks wiąże się  z prawdziwym i silnym uczuciem.




     Niektórzy reżyserzy, wykorzystując nordycki liberalizm seksualny, idą jeszcze dalej niż von Trier. Jednym z nich jest Pål Sletaune twórca duńsko-norwesko-szwedzkiego thrillera psychologicznego zatytułowanego Drzwi obok z 2005 roku. Film opowiada o tajemniczych i odważnych relacjach seksualnych mieszkańca Oslo - Johna z jego dwoma atrakcyjnymi sąsiadkami Anną i Kim. Spotkania z nimi są dobrym sposobem na chandrę dla porzuconego przez dziewczynę Johna. Kobiety wciągają mężczyznę w tajemniczą grę, która sprawia, że zaczyna on uzewnętrzniać głęboko skrywane fantazje. Kim roztacza przed Johnem wizję orgii seksualnej, której sama jest uczestniczką. Kobieta, chcąc bardziej pobudzić sąsiada, zaczyna go bić. Ten nie pozostaje dłużny i oddaje jej, po czym Kim smarując krwią swoje nagie piersi rozbiera się. Rozpoczyna się stosunek seksualny, podczas którego zakrwawieni bohaterowie raz po raz z impetem nawzajem uderzają się w twarz. Taka wyuzdana gra doprowadza Johna do obsesji, która swoje apogeum osiąga w końcowych scenach filmu. Bohater szamocze się ze swoją dawną dziewczyną Ingrid, po czym dusi ją. Następnie kładzie się spać, obejmując alabastrowe zwłoki kobiety. Są to najbardziej perwersyjne a zarazem drastyczne sceny, jakie miałem okazję oglądać w skandynawskich filmach.  Moje spostrzeżenia nie są odosobnione, bowiem w Norwegii Drzwi obok były pierwszym od siedemnastu lat filmem dozwolonym tylko osobom powyżej 18. roku życia, potwierdzając tym samym, że nawet  w liberalnej Skandynawii film wzbudził kontrowersje. W większości krajów, w tym w Polsce, obraz w ogóle nie wszedł na ekrany kin. Natomiast  w komentarzach wielu z tych, którym udało się go zobaczyć pojawiają się epitety typu chory, popaprany czy porąbany. Wydaje się, że poza Skandynawią niewiele jest miejsc na świecie, w których odważonoby się zrobić podobny film. Tym bardziej, że taka odwaga nie zawsze się dobrze kończy. Włoch Pier Paolo Pasolini przypłacił życiem swój okrutny film pt. Salo, czyli 120 dni Sodomy z 1974 roku. Reżyser został zamordowany tuż przed premierą filmu przez młodego chłopca, który oskarżył go o to, że ten próbował go zgwałcić. Być może w przypadku Drzwi obok Sletaune przekroczył granice dobrego smaku? Osobiście nie jestem o tym do końca przekonany, bowiem należy obiektywnie zauważyć, że mimo całej dezaprobaty, perwersyjne i masochistyczne sceny seksualne można tłumaczyć klimatem filmu. Dobrze współgrają one z potęgującą napięcie muzyką Simona Boswella, mrocznymi zdjęciami i tajemniczą atmosferą. Ponadto nie do końca wiemy, czy postępujące po sobie wydarzenia, mają miejsce naprawdę, czy są wymysłem mrocznej strony wyobraźni Johna. Taki tajemniczy nastrój  i balansowanie na pograniczu jawy i surrealizmu przywodzi mi na myśl porównania do kina Davida Lyncha, Lśnienia Stanleya Kubricka, a nawet Psychozy Alfreda Hitchcocka.

    Nieco kontrowersyjny wydaje się też duńsko-niemiecki film Księżniczka z 2006 roku. Ten w większości animowany film to brutalny, ociekający krwią, atak na przemysł pornograficzny. W ogóle skandynawskie kino animowane, już od kilku lat (głównie od fali sukcesów kina animowanego dla dorosłych, które zapoczątkowało amerykańskie Miasteczko South Park ) podejmuje ważne społeczne problemy. Co ciekawe film o podobnej tematyce a nawet podobnym tytule(!) - Księżniczki powstał rok wcześniej w Hiszpanii.

       Mniej kontrowersyjny ale równie ciekawy i co najważniejsze gorący niczym wybuchy gejzerów jest film z chłodnej  Islandii czyli 101 Reykjavík Baltasara Kormákura z 2000 roku. Głównym bohaterem obrazu jest  33-letni, ale niedojrzały Hlynur. Bohater mimo swojego wieku, ciągle mieszka z matką Berglind w Reykjavíku. Reżyser filmu, tak jak jego koledzy z innych państw skandynawskich, nie ma oporów przed pokazywaniem nagości bohaterów. Hlynur nie krępuje się kąpać w obecności matki, która podaje mu ręcznik i slipki! Mężczyzna ceni sobie swobodę i po wypiciu zbyt dużej ilości procentów, często zdarza mu się wylądować w łóżku u boku jakiejś nieznajomej. Ponadto lubi rozmawiać o seksie w dość bezpruderyjny sposób. Ta czysto fizyczna seksualność, ustępuje miejsca swojej bardziej emocjonalnej wersji, z chwilą przybycia przyjaciółki matki - nauczycielki flamenco Loli rodem z gorącej Hiszpanii. Atrakcyjna i pociągająca kobieta o południowym temperamencie wprowadza sporo zamieszania w życiu Hlynura i Berglind. Po jednej z  imprez Hylnur spędza z Lolą noc. Wkrótce okazuje się jednak, ze Hiszpanka podoba się nie tylko jemu. I bynajmniej nie chodzi tu o kolegę. Chodzi o własną matkę!  Berglind wyznaje synowi, że jest lesbijką i kocha Lolę. Cały ten galimatias potęguje jeszcze wieść, że dawna dziewczyna Hlynura – Hofy jest z nim w ciąży. Nie dziwi więc, że bohater zaczyna miewać koszmary, w którym kocha się ze swoim ojczymem – Lolą i dręczą go wyrzuty sumienia, że noc z nią była zdradą matki. Jakby tego było mało, zakochane kobiety oświadczają Hlynurowi, że Lola jest w ciąży i będą miały dziecko. A może będą mieli dziecko wszyscy razem? Nie ma przecież pewności, że ojcem dziecka nie jest Hylnur. Bohater wyprowadza się z domu i spędza czas na imprezach. Po powyższym zarysie akcji, nietrudno się domyślić, że film przepełniony jest seksualnością, w nieco tragikomicznej, zabawnej i bardzo liberalnej formie. O liberalnym podejściu Islandczyków świadczy też scena chrztu synka urodzonego przez Lolę, podczas której w roli rodziców występują dwie panie - lesbijki. Pojawienie się dziecka uspokaja skomplikowane relacje, prowadząc do zaakceptowania istniejącego status quo. 








[1] A.Majer, Lukas Moodysson Zbuntowany w: Autorzy Kina Europejskiego III, red. A.Helman,       A.Pitrus, RABID, Kraków 2007, s.255.

[2] J.Olszewski, Dojrzewanie według Moodyssona, ,,Kino”, nr 10/2004, s.74-75.

[3] A.Majer, op.cit., s.258.

[4] A.Piotrowska, Kontener, ,,Na horyzoncie. Gazeta festiwalowa - 6. Festiwal filmowy ERA NOWE HORYZONTY”, nr 6/2006, s.9.

[5] Dogma 95 to manifest artystyczny duńskiej awangardowej grupy twórców filmowych, podpisany 13 marca 1995. Manifest ten to rodzaj deklaracji, którą złożyli w pubie w Kopenhadze: Thomas Vinterberg, Lars von Trier, Kristian Levring i Soren Kragh-Jacobsen. Wzywają w nim m.in. do odrzucenia perfekcjonizmu na rzecz pokazywania żywych emocji. Prawda o człowieku ma być, według autorów manifestu, ważniejsza niż techniczna doskonałość obrazu.
[6]http://www.lecinema.pl/na/na061120.php